Janez Janša: Pows­ta­liśmy i przetrwaliśmy

Fotoquelle: Demokracija

Janez Janša

Pows­ta­liśmy i przetrwaliśmy

(Analiza punktów zwrot­nych niepod­le­głości i wojny dla Słowenii w 1991 r.)

30 lat niepod­le­głości Słowenii

2021
Ljubljana/Lublana


SŁOWO WSTĘPNE

W środę 26 czerwca Słowenia ogło­siła swoją niepod­le­głość (Dekla­racja o Niepod­le­głości Słowenii i Konsty­tucja Zasad­nicza o Niepod­le­głości i Auto­nomii Repu­bliki Słowenii zostały przy­jęte dzień wcześ­niej), stając się tym samym fakty­cznie niepod­le­głym i suwe­rennym państwem. Tej samej nocy Jugo­sło­wiańska Armia Ludowa (JLA) rozpo­c­zęła zbrojny atak na młody kraj, który ofic­ja­lnie zakończył się po dzie­sięciu dniach klęską JLA. Te dni najbard­ziej wyróż­niają się w okresie niepod­le­głości Słowenii, który trwa od 1987 roku, kiedy to ukazał się słynny 57. numer czas­opisma Nova revija zaty­tuło­wany „Wkład do słoweńs­kiego programu narodo­wego“, do 1992 roku, kiedy Słowenia została uznana przez więks­zość państw.

Naród słoweński był w historii wielok­rotnie wysta­wiany na ciężką próbę, ale mimo to przetrwał przez wiele stuleci. Miłość do ojczyzny, narodu, kultury, tradycji, religii i rodziny utrzymy­wała ją przy życiu w niekiedy bardzo wrogim środo­wisku. Przetr­wa­liśmy nawet komu­nizm, najgorszy i najbard­ziej zły tota­li­ta­ryzm wszech­cz­asów, ponieważ mieliśmy wiarę i ponieważ nauc­zy­liśmy się od naszych przodków, co to znaczy być Słoweńcem. A to dlatego, że patrio­tyzm mamy w genach i zawsze wied­ziel­iśmy, że jesteśmy wyjąt­kowi: dobrzy, praco­wici i spokojni, a więc żadne zagrożenie nami nie zach­wieje. Kiedy nadszedł czas i stanę­liśmy w obliczu poważnej groźby wrzu­cenia nas do kotła bałkańs­kiego i wyma­zania z euro­pe­js­kiej pamięci, chwy­ci­liśmy za miecze i stawi­liśmy czoła jugo­sło­wiańs­kiemu wrogowi. W ten sposób 30 lat temu wywal­c­zy­liśmy sobie ziemię na tym pięknym kawałku ziemi, gdzie dawno temu osied­lili się i zapuścili korzenie nasi dziadkowie.

Ta książeczka została wydana w spec­ja­lnym celu. Zawiera on między innymi trzy podsta­wowe teksty, które są ważne dla zrozu­mi­enia niepod­le­głości i wojny o Słowenię. Ich autorem był Janez Janša, ówczesny minister obrony, a obecnie premier, który odegrał kluc­zową rolę w tym okresie. Pierwszym tekstem jest analiza punktów zwrot­nych niepod­le­głości, opubli­ko­wana po raz pierwszy w Białej Księdze. Autor opisuje w nim szcze­gółowo okres 1990–1991, kiedy Słowenia była izolo­wana na arenie międ­zy­na­r­odowej w swoich dąże­niach niepod­le­głościo­wych, oraz wydarzenia w sferze wewnę­trznej, kiedy ówczesna lewi­cowa opozycja Demos prowad­ziła poli­tykę obstrukcji i zawi­erała pakty z rządem feder­alnym ówczesnej Jugo­sławii. Wszyscy ci, którzy mniej lub bard­ziej otwarcie sprze­ci­wiali się niepod­le­głemu państwu, później prze­jęli władzę i podzielili się zasłu­gami dla niepod­le­głego państwa, podczas gdy główni działacze niepod­le­głościowi byli prześ­la­do­wani i wysyłani do więzień pod fałs­zy­wymi zarzutami i w pozoro­wanych procesach.

Drugi tekst to analiza wojny o Słowenię, opubli­ko­wana po raz pierwszy jako wstęp do książki Wojna o Słowenię. Autor anali­zuje w nim konflikt zbrojny, który dzięki jedności narodu zakończył się klęską agre­sora JLA. „Jedność narodu, odwaga jego zbro­jnej części, silna wola poli­ty­czna koalicji rządowej Demos kiero­wanej przez dr Jože Pučnika oraz inic­ja­tywa wielu indy­wi­du­al­nych dowódców jednostek takty­cz­nych Obrony Tery­to­ri­alnej i policji wymu­siły zwycięstwo w wojnie o Słowenię. Zwycięstwo wynie­sione w swej ostatecz­ności na słoweński Olimp, zwycięstwo ważnie­jsze niż wszystkie bitwy, które nasi przod­kowie nies­tety stoc­zyli, często w imieniu innych, w wirze niewd­zięcznej historii minionych wieków“ – napisał Janša.

Trzeci tekst to przed­mowa do trze­ciego wydania książki Premiki (Ruchy), której sprze­dano już prawie 100 000 egzem­plarzy. W tekście wpro­wad­za­jącym Janez Janša dzieli się swoimi wspom­ni­en­iami i anali­zuje wydarzenia od momentu ares­z­to­wania (1988) do momentu międ­zy­na­r­odo­wego uznania nowego państwa. Szcze­gólną cechą wstępu i 3. wydania jest to, że autor omawia i ujawnia doku­menty, które nie były znane w czasie pierws­zego wydania książki (1992), a są bardzo ważne dla zrozu­mi­enia słoweńs­kiej niepod­le­głości. Ponieważ jest to bezcenny doku­ment współc­zesny, zachowu­jemy tekst Janšy w jego inte­gralnej formie, tak jak został opubli­ko­wany w tamtym czasie. Książeczka zawiera również zdjęcia i grafiki, a także przesłanie premiera do Słoweńców z okazji Święta Narodo­wego 2020.

Chcemy, aby nasi potom­kowie wied­zieli, jak budow­a­liśmy naszą suwe­ren­ność, jak czuliśmy miłość do ojczyzny i jak byliśmy wdzięczni za ten moment w historii. Ale chcemy też, aby wied­zieli, kto był przeciw. Nie po to, by kogo­kol­wiek potę­piać czy prześ­la­dować, ale po prostu dlatego, że takie są fakty. Dzisie­jsza roman­ty­zacja historii, zgodnie z którą Słowenia z łatwością uzys­kała suwe­ren­ność, jest wypacze­niem faktów i służy jako teza uspra­wi­ed­li­wia­jąca tych, którzy sabo­towali wszystko, co rząd Demos nies­tety zrobił w kluc­zowych momen­tach. To prawda, że naród był zjed­no­c­zony, ale poli­ty­czna „prze­jściowa lewica“ zrobiła wówczas wszystko, aby Słowenia nie otrzy­mała własnej armii ani nie stała się niepod­legła, lecz pozostała w kotle Bałkanów.

A dziś, 30 lat po tym, jak walc­zy­liśmy z agre­sorem i prokla­mow­a­liśmy nasz kraj, z niepo­kojem obser­wu­jemy, że młod­zież nie jest już pewna, że Słowenia to dobra rzecz, ani że miłość do włas­nego kraju jest niez­będna do zachowania narodu. Niek­tórzy młodzi ludzie uważają, że poczucie dumy narodowej i przy­na­leż­ności do słoweńs­kości jest reak­cyjne. O ile w tamtych latach media i kultura popu­larna umac­niały ideę narodową, o tyle dziś patrio­tyzm nie jest już w ich stylu. Wydaje się, że podążają one raczej za trendem nien­a­wiści wobec słoweńs­kości i wydarzeń niepodległościowych.

Teksty Janeza Janšy w książce Vstali in obstali (Pows­ta­liśmy i przetr­wa­liśmy) są warte prze­c­zy­tania i eduka­cy­jnie napi­sane. Są one oparte na faktach i doku­men­tach i dlatego zdecy­do­wanie powinny być włąc­zone do procesu edukacyjnego.

Jože Biščak


W refe­rendum, które odbyło się dnia 23 grudnia 1990 r., naród słoweński jasno i zdecy­do­wanie opowied­ział się za niepod­le­głym państwem Repu­bliki Słowenii. W kole­jnych miesią­cach napot­kała jednak silny opór i przeszkody ze strony krajowej post­komu­nis­ty­cznej elity poli­ty­cznej, a także opór i groźby ze strony Feder­acji i ofic­ja­l­nych państw zagranicznych.


PRAWIE WSZYSCY PRZECIWKO NAM

W latach 1990 i 1991 Słowenia w swoich dąże­niach i stara­niach o niepod­le­głość była w więks­zości odizo­lo­wana na arenie międ­zy­na­r­odowej. W ciągu ostat­nich dwóch dekad zostało to jakoś zapom­niane lub przy­najm­niej stłu­mione. Analiza przy­czyn ujawni, dlac­zego tak się stało.

W archi­wach krajo­wych i zagra­nicz­nych mediów można znaleźć wiele zapisów wypo­wiedzi przed­sta­wi­cieli państ­wo­wych i dyplo­ma­ty­cz­nych państw sąsied­nich i innych krajów, które bezpoś­rednio wyrażały niechęć lub otwarty sprzeciw wobec niepod­le­głości Słowenii.

Najbard­ziej opty­mis­ty­cznym poglądem, który usłysze­liśmy na naszą korzyść, było sfor­muło­wanie, że Słowenia może stać się niepod­legła, ale tylko w poro­zu­mi­eniu z Feder­acją i innymi repu­bli­kami. Oczy­wiście wszyscy, którzy to wyrażali, dosko­nale wied­zieli, że zgoda feder­acji, JLA i więks­zości innych repu­blik nie zostanie osiągnięta.

Mimo prób zapom­ni­enia i zatus­zowania tej opozycji, jest ona mniej więcej znana i dokładnie udoku­men­to­wana, ale nies­tety nie docze­kała się odpo­wied­niej analizy i powtórzenia przez histo­ryków i osoby spec­ja­li­zu­jące się w stosunkach międzynarodowych.

Rozpo­c­zęcie nega­tywnej spra­woz­daw­c­zości za granicą

Mniej znane są raporty i wnioski zagra­nicz­nych dyplo­matów i przed­sta­wi­cieli wywiadu. Oprócz scepty­cyzmu ich rządów, do nega­tywnych donie­sień w znacznym stopniu przy­c­zynił się osobisty scepty­cyzm zagra­nicz­nych dyplo­matów, którzy śled­zili wydarzenia zwią­zane z procesem niepod­le­głościowym Słowenii i krajów sąsied­nich, a także Słoweńców, z którymi utrzymy­wali kontakty. Światło na ten aspekt rzucają raporty wywia­dowcze i dyplo­ma­ty­czne, a także steno­gramy rozmów tele­fo­nicz­nych służb krajo­wych i zagra­nicz­nych publi­ko­wane w ninie­jszym Alma­nachu. Pierwszym szoku­jącym spostrzeże­niem po ich prze­c­zy­taniu jest to, że w rzec­zy­wis­tości nic nie było ukry­wane przed zagra­nicą ze względu na pouf­ność, nawet najwyższe tajem­nice państ­wowe. Nawet infor­macje o treści ściśle tajnego projektu ustawy konsty­tu­cy­jnej w sprawie niepod­le­głości zostały swobo­dnie odczy­tane włos­kiemu dyplo­macie przez telefon przez członka prezy­dencji Repu­bliki Słowenii, Cirila Zlobca. Podobnie było z pilnie strzeżoną datą odzys­kania niepod­le­głości, o której niewiele osób w kraju wied­ziało. Człon­kowie ówczesnej opozycji, zwłaszcza LDS i dzisie­jsze SD, jawnie komu­ni­kowali swój scepty­cyzm, a nawet odrzu­cenie niepod­le­głości zagra­nicznym dyplom­atom i agentom służb spec­ja­l­nych. Niek­tórzy z nich, jak na przy­kład poseł LDS Franco Juri, publi­cznie zama­ni­festowali swój sprzeciw w tym czasie, bojko­tując ogło­szenie decyzji o niepod­le­głości, podczas gdy inni, zwłaszcza następcy Związku Komu­nistów Słowenii (ZKS), wygło­sili różne oświad­czenia dla słoweńs­kiej opinii publi­cznej i zagra­nicz­nych mediów. Obaj mieli podobny nega­tywny stosunek do wszyst­kich działań na rzecz niepod­le­głości Słowenii, zwłaszcza tych zwią­z­anych z obron­nością, które były głęboko wyśmie­wane. Kilka przy­kładów takiej postawy zostało opubli­ko­wanych w „Białej Księdze Słoweńs­kiej Niepod­le­głości – Opór, Przeszkody, Zdrady“, wydanej w 2013 roku przez Stowar­zy­szenie na rzecz Wartości Słoweńs­kiej Niepodległości.

Infor­macja jako wielka zaleta

Od zaprzy­siężenia rządu Demos w maju 1990 r. do ostatecz­nego uznania międ­zy­na­r­odo­wego i przy­jęcia do ONZ, odpo­wiednie insty­tucje słoweńskie starały się śledzić stano­wiska krajów sąsied­nich, insty­tucji międ­zy­na­r­odo­wych i najbard­ziej wpły­wo­wych aktorów świa­to­wych wobec Słowenii i jej walki o niepod­le­głość. Ze względu na skromne początki naszej własnej dyplo­macji, praca była niezwykle trudna, a do najważ­nie­js­zych rezu­ltatów przy­c­zy­nili się nasi rodacy za granicą i na świecie. Słoweńcy, którzy służyli w jugo­sło­wiańs­kiej dyplo­macji, z kilkoma hono­ro­wymi wyjąt­kami, nie byli zwol­en­ni­kami niepod­le­głości i otrzymy­wa­liśmy od nich jeszcze mniej użytecz­nych infor­macji niż od Słoweńców zajmu­ją­cych wysokie stano­wiska w Jugo­sło­wiańs­kiej Armii Ludowej.

W ten sposób otrzy­ma­liśmy infor­macje o opiniach stron zewnę­trz­nych, głównie jako:

- publi­cznie ogłas­zane stano­wiska rządów i orga­ni­zacji międzynarodowych,

- infor­macje od rodaków z zagra­nicy i z całego świata,

- kontakty słoweńs­kich przed­sta­wi­cieli państ­wo­wych z zagra­nicą, w szcze­gól­ności z person­elem dyplo­ma­ty­cznym innych państw,

- raporty krajo­wych służb wywiadowczych,

- raporty zagra­nicz­nych służb, do których Słowenia ma dostęp dzięki pracy włas­nych służb lub wymianie infor­macji (zwłaszcza z Repu­bliką Chorwacji).


Do ostat­niej chwili więks­zość zagra­nicz­nych mężów stanu opowia­dała się za zachowa­niem jedności Jugo­sławii (na zdjęciu: prezy­dent SFRJ Ante Markovič, jugo­sło­wiański minister spraw zagra­nicz­nych Budimir Lončar i sekretarz stanu USA James Baker w Belgradzie 21 czerwca 1991 r.).

W Minis­terstwie Obrony Narodowej służba wywia­dowcza powstała dopiero wraz z utwor­ze­niem Struk­tury Mane­w­rowej Obrony Narodowej i przez więks­zość tego okresu liczyła mniej niż dzie­sięciu profes­jo­nalnie zatrud­nionych członków. Pomimo słabej obsady kadrowej, służba ta, dzięki patrio­ty­cznej współ­pracy z poszc­ze­gól­nymi Słoweń­cami zajmu­ją­cymi w JLA głównie podrzędne stano­wiska, gromad­ziła stra­te­gicznie ważne infor­macje, które umoż­li­wiały realis­ty­czne plano­wanie oporu wobec agresji i takty­cznie mądre przepro­wadzenie wyco­fania JLA ze Słowenii. Poprzez te źródła otrzymy­wa­liśmy również infor­macje, które były zagra­niczne – prze­ka­zy­wane przez zagra­nicz­nych przed­sta­wi­cieli dyplo­ma­ty­cz­nych najwyższym rangą pracow­nikom JLA. W końcowej fazie niepod­le­głości, zwłaszcza od wydarzeń z maja 1991 r. do wyco­fania JLA ze Słowenii w paźd­zier­niku tego samego roku, praca wywiadu wojs­ko­wego została zinten­sy­fi­kowana. Zajmując niek­tóre obiekty komu­ni­ka­cyjne JLA i konfis­kując sprzęt na początku agresji, Służba Wywiadu i Bezpie­c­zeństwa (OVS) Minis­terstwa Obrony zaczęła przech­wy­tywać zaszy­fro­wane komu­ni­katy JLA aż do Belgradu.

Po reor­ga­ni­zacji pod koniec 1990 r. Służba Infor­macji Bezpie­c­zeństwa (VIS) VIS również pene­tro­wała włas­nymi środ­kami niek­tóre źródła wywia­dowcze za granicą i uzys­kała przy­najm­niej częściowy bezpoś­redni wgląd w kulisy poprzez moni­to­ro­wanie komu­ni­kacji między obcymi służbami i ich przed­sta­wi­cie­lami. Z tego źródła uzys­ka­liśmy ważne infor­macje o tym, w jakim stopniu agresor, który miał dosko­nały dostęp do zasobów państw trze­cich dzięki jugo­sło­wiańs­kiej dyplo­macji i służbom zagra­nicznym, znał nasze plany i rzec­zy­wiste możli­wości obrony Słowenii. Nies­tety, tylko jedna część VIS, liczona w setkach, była prze­konana i profes­jo­nalnie działała na rzecz niepod­le­głości. Druga, większa część VIS pozostała bierna lub była wręcz prze­ciwna. Zamiast zajmować się bezpoś­rednim zagroże­niem, zajmowali się różnymi rzeczami. I tak, w dniu 25 czerwca 1991 r., kiedy wydano dekla­rację wojny prze­ciwko Słowenii, rząd otrzymał z VIS ocenę sytu­acji w armii rumuńs­kiej. Pracownik VIS pilnu­jący koszar czoł­go­wych w Vrhnika rzekomo zasnął i nie zauważył, że przez bramę w kierunku Lublany prze­jeżdża kolumna czołgów. Powód, dla którego nie było słychać głoś­nego hałasu kolumny pancernej, był znany chyba tylko w VIS.


Nawet infor­macja o treści ściśle tajnego projektu ustawy konsty­tu­cy­jnej o niepod­le­głości została swobo­dnie odczy­tana przez członka prezy­dencji Repu­bliki Słowenii, Cirila Zlobca, włos­kiemu dyplo­macie przez telefon.

Dzięki publi­kacji różnych doku­mentów obu służb krajo­wych w czas­opis­mach i książ­kach, słoweńska opinia publi­czna mogła poznać wiele szcze­gółów doty­c­zą­cych zaku­li­so­wego podej­mo­wania decyzji w sprawie poszc­ze­gól­nych aspektów agresji na Słowenię oraz stosunku do niej przed­sta­wi­cieli innych państw.

Niezwykłe jest jednak to, że wcześ­nie­jsze publi­kacje tych samych lub podob­nych doku­mentów, takich jak „Biała księga o niepod­le­głości Słowenii – opór, przeszkody, zdrady“, nie wzbud­ziły szcze­gól­nego zain­te­re­so­wania histo­ryków i innych spec­ja­listów, których obecnie w Słowenii jest co najm­niej pięć razy więcej niż w momencie uzys­kania przez nią niepodległości.

Brak zain­te­re­so­wania niek­tó­rymi faktami i przei­n­ac­zanie innych

Chociaż w ciągu ostat­nich dwóch dekad opór wobec słoweńs­kiej niepod­le­głości i jej utrud­nianie z zewnątrz i wewnątrz cies­zyły się niewie­lkim zain­te­re­so­wa­niem, a nawet mnie­jszą liczbą badań nauko­wych, o wiele więcej energii poświę­cono upor­c­zy­wemu bagate­li­zowaniu niepod­le­głości. Wiele wydarzeń i wypo­wiedzi zostało prze­milc­z­anych lub znieksz­tał­conych, inne zaś zostały szcze­gólnie uwypuklone. Znieksz­tałcanie prawdy było częścią codzi­ennej rutyny w okresie po odzys­kaniu niepod­le­głości. Podsta­wową wyty­czną było to, że wszystko, co kształ­to­wało więks­zościowy system wartości ludzi w Słowenii w czasach niepod­le­głości i demo­kra­ty­zacji w okresie Słoweńs­kiej Wiosny, zostało zrela­ty­wi­zowane i ostatecznie nazwane przez swoje prze­ci­wieństwo. Od czasu plebis­cytu w grudniu 1990 roku niepod­le­głość była nieustannie potę­piana jako ogólna przy­c­zyna wszel­kiego rodzaju problemów. Hasła te z roku na rok stawały się coraz bard­ziej bezpoś­rednie i wymowne, aż w 2012 roku, podczas tak zwanych „powstań ludo­wych“, widziel­iśmy trans­pa­renty z napi­sami: „Przez 20 lat byliśmy okradani“, „W ciągu 20 lat firmy i państwo były okra­dane“, „Wyst­arczy 20 lat skorum­powanej elity poli­ty­cznej“ – tak jakbyśmy przed odzys­ka­niem niepod­le­głości żyli w raju i jakby w Słowenii nie było tota­li­tar­nego reżimu, w którym kraj był całko­wicie okradany przez ludzi; z pewnością o wiele bard­ziej niż dziś, nieza­leżnie od wszyst­kich bieżą­cych problemów.

Od czasu słyn­nego listu Kučana z wiosny 1991 r. próbuje się przed­sta­wiać opór wobec rozbro­jenia Wojsk Obrony Tery­to­ri­alnej i obrony państwa słoweńs­kiego jako handel bronią, a usta­no­wi­enie słoweńs­kich atry­butów państ­wo­wych opisuje się jako sprawę „izbri­sani“ („wyma­zanych“). Przez dwie dekady mani­pu­lacja była tak inten­sywna, że dorasta­jące w tym okresie młode poko­lenia mogły z łatwością dowied­zieć się z więks­zości mediów publi­cz­nych o temacie tzw. afery Izbri­sa­niego; znacznie bard­ziej szcze­gółowo niż o działa­niach, które umoż­li­wiły powstanie państwa słoweńs­kiego. Dzie­sięć lat po jej założeniu na państ­wo­wych uroc­zy­stościach z okazji Święta Narodo­wego poja­wiły się pierwsze flagi z czer­woną gwiazdą. Począt­kowo nieś­miało, bo ze świa­do­mością, że są symbolem armii agre­sora poko­nanej w wojnie o Słowenię, ale potem coraz bard­ziej agre­sywnie, tak jakby JLA wygrała wojnę. Głównym przesła­niem mówców było zdanie, które stop­niowo się zakor­ze­niło, a miano­wicie, że bez tak zwanego Ruchu Wyzwo­lenia Narodo­wego (NOB) nie będzie niepod­le­głej Słowenii. To było tak, jakby niepod­legła Słowenia powstała w 1945 roku, a nie w 1991. To wyma­zało, a przy­najm­niej osła­biło znaczenie niepod­le­głości, gdy próby jej wyma­zania nie powi­odły się. Kiedy rządy „prze­jściowej lewicy“ były u władzy, państ­wowe programy świą­teczne z okazji dwóch najwięks­zych słoweńs­kich świąt narodo­wych, Dnia Państ­wo­wości oraz Dnia Niepod­le­głości i Jedności, były w najlepszym przy­padku pustymi wydarze­niami, które nie miały nic wspól­nego z celem świąt narodo­wych, a w najgor­szym pełne otwartej kpiny ze Słowenii i wartości, które zjed­no­c­zyły nas w udanym i wspólnym projekcie niepodległościowym.

Z drugiej strony, prawie żaden tydzień roku nie obył się bez hucz­nych i kosz­townych uroc­zy­stości orga­ni­zowanych przez związki Narodo­wego Ruchu Wyzwo­lenia Słowenii (ZZB), które pełne były mowy nien­a­wiści i gróźb wobec dysy­dentów, którym towar­zy­szyło ekspo­no­wanie symboli tota­li­tar­nych i działania przes­tępcze w postaci mani­pu­lo­wania ofic­ja­l­nymi symbo­lami państ­wo­wymi oraz niele­gal­nego noszenia i ekspo­no­wania broni wojs­kowej. Uczest­ni­kami tych maso­wych imprez byli w więks­zości płatni człon­kowie ZZB, gdyż około 20 tysięcy z nich nadal otrzy­muje co miesiąc uprzy­wi­le­jo­wane świad­czenia komba­tanckie, choć wielu z nich urod­ziło się po 1945 roku. Część przy­wi­lejów była prze­ka­zy­wana potomkom tak, jakbyśmy żyli w księstwie feudalnym. Takie bach­analia w stylu wieców z najbard­ziej inten­sywnej kampanii Miloše­viča sprzed ćwierć­wiecza zwieńczył wiec ZZB w Tisje 24 grudnia 2012 roku, gdzie sekretarz gene­ralny orga­ni­zacji komba­tanckiej Mitja Klavora, który urodził się dekadę po II wojnie świa­towej, znów straszył nas masakrami.

Przez kilka lat po odzys­kaniu niepod­le­głości odznaczenia wojs­kowe musiały być zwra­cane z wyjaś­nieniem, że prezy­dent kraju nie ma prawa nadawać Orderu Wolności osobom, które z niepod­le­głością miały niewiele wspól­nego, a nawet były jej czynnie prze­ciwne. Po dzie­sięciu latach ludzie zaczęli celowo wpro­wadzać zamies­zanie wokół symboli. W 15. rocz­nicę odzys­kania niepod­le­głości wybuchła kontro­wersja wokół formo­wania słoweńs­kiej armii i jej wieku, a w 20. rocz­nicę ówczesny prezy­dent repu­bliki wręcz „grzmiał“ na tzw. bojow­ników o niepod­le­głość, mówiąc, że należy raz na zawsze zlik­wi­dować tę „zasługę“ i prze­jściowe zamies­zanie. Na szczęście więks­zość wyborców nie wybrała go ponownie jesi­enią 2012 roku. Ostateczny szlif zawstyd­zania niepod­le­głości, a zwłaszcza słoweńs­kiej armii, został położony tuż przed 22. rocz­nicą, wraz z powoła­niem ostat­niego ministra obrony.

Tak zwani „wujkowie z zaplecza“ powołali na to stano­wisko osobę, która w 1991 roku nie tylko pośrednio, ale aktywnie, poprzez działania poli­ty­czne i głoso­wania, sprze­ci­wiała się jakim­kol­wiek działa­niom mającym na celu obronę Słowenii przed agresją armii jugo­sło­wiańs­kiej. „Nie jestem człon­kiem partii poli­ty­cznej LDS, ale podzielam te same myśli i poglądy z Romanem Jakičem“ – powied­ział pułkownik JLA Milan Aksen­ti­jevic na spot­kaniu po tym, jak obaj razem utrud­niali przy­go­to­wania obronne w niezwykle kryty­cznym momencie. Drugi rozdział tego alma­nachu zawiera wiele konkret­nych przy­kładów działań utrud­nia­ją­cych uzys­kanie niepod­le­głości, które są sygno­wane podpisem Romana Jakiča i jego zwol­en­ników z lewi­cowej opozycji. Gdyby przy­jęto tylko kilka z ich poprawek do ważnych ustaw obron­nych, Słowenia nie byłaby w stanie skutecznie bronić się przed agresją JLA w czerwcu 1991 roku.


W okresie niepod­le­głości opozycja często gwał­townie sprze­ci­wiała się działa­niom na rzecz niepod­le­głości Słowenii (na zdjęciu: posłowie LDS Gregor Golobič, Zoran Thaler i Jožef Školč).

Prawd­ziwa potęga mili­tarna zamiast operetki

Był to również podsta­wowy cel zniszczenia wszyst­kich wysiłków Słowenii w celu zbudo­wania skutecz­nego systemu obron­nego, zdol­nego do prze­ciw­sta­wi­enia się ocze­ki­wanej i zdecy­do­wanej próbie Belgradu, aby siłą zapo­biec naszej niepod­le­głości. Świadczą o tym dzie­siątki doku­mentów w „Białej Księdze Niepod­le­głości Słowenii“. Należą do nich wysiłki słoweńs­kiej poli­tyki komu­nis­ty­cznej JLA zmier­za­jące do rozbro­jenia Armii Obrony Tery­to­ri­alnej, które dr. Jože Pučnik i Ivan Oman słusznie nazwali zdradę Słowenii, poprzez tak zwaną Dekla­rację Pokoju, która wzywała do szyb­kiego jedno­s­t­ron­nego rozbro­jenia Słowenii, oraz zaku­li­sowe kontakty z gene­r­ałami JLA i poli­ty­kami belgradzkimi, o których opinia publi­czna dowia­duje się nowych infor­macji za każdym razem, gdy otwierane jest belgradzkie archiwum lub gdy jedna z zaan­gażo­wanych osób pisze książkę wspom­ni­en­iową z prze­ciwnej strony. Dopiero po kilku latach, kiedy lewi­cowi poli­tycy próbowali załatwić agre­sorowi, gene­r­ałowi Konra­dowi Kolš­kowi słoweński paszport, stało się jasne, dlac­zego formalne wypo­wiedzenie wojny wraz z ulti­matum, które generał Kolšek wysłał do Słowenii rankiem 27. czerwca 1991 r., wysłany do Słowenii i rozr­zu­cony w formie ulotek przez samo­loty JLA, adre­so­wany był nie do Naczel­nego Wodza i prze­wod­nic­zącego Prezy­dium Milana Kučana, lecz do premiera Lojze Peter­lego, który zgodnie z ówczesną konsty­tucją nie miał prak­ty­cznie żadnych upra­w­nień w dzied­zinie obron­ności. Na podstawie wcześ­nie­js­zych kontaktów i poro­zu­mień Kolšek i inni agre­sorzy najwy­raź­niej uważali Milana Kučana za jednego z tych, na których mogli liczyć w okresie po „operetce niepod­le­głościowej“, kiedy rząd Demosu rozpa­dłby się pod wpływem złama­nego przy­wództwa i trafiłby przed sądy wojs­kowe lub na pluton egzekucyjny.


Partia Odnowy Demo­kra­ty­cznej, kiero­wana przez Cirila Ribičiča, która zastą­piła Ligę Komu­nistów Słowenii, miała wiele zastrzeżeń do słoweńs­kiej niepodległości.

Z powodu wyso­kiego poparcia dla niepod­le­głości w refe­rendum i pozy­tywnych nastrojów wśród słoweńs­kiej opinii publi­cznej, w tym frakcji członków partii lewi­co­wych, prze­ciw­nicy niepod­le­głości na ogół nie sprze­ci­wiali się jej otwarcie, lecz stosowali taktykę pośrednią, czego wyrazem były popu­larne wiosną 1991 roku hasła, takie jak. „Niepod­le­głość tak, ale w sposób poko­jowy“, lub „Niepod­le­głość tak, ale bez armii“, lub „Wola narodu wyrażona w plebis­cycie musi zostać zrea­li­zowana, ale tylko poprzez negoc­jacje i poro­zu­mi­enia“, lub „Słoweńcy nie głosowali w plebis­cycie za wojną!“, lub „Dekla­racji niepod­le­głości Słowenii musi towar­zy­szyć natychmi­as­towe rozpo­c­zęcie negoc­jacji z innymi repu­bli­kami w sprawie nowego związku konfederacyjnego“.

Co więcej, chod­ziło o coś więcej niż hasła; wiosną 1991 r. odbyły się spot­kania słoweńs­kich partii lewi­co­wych, zwłaszcza partii sukce­sorów ZKS i poprzed­niczki obecnej SD, z byłymi partiami komu­nis­ty­cz­nymi w innych repu­bli­kach byłej SFRJ. Jednemu z takich spotkań, które odbyło się między Cirilem Ribičičem i jego towar­zy­s­zami z bośnia­ckimi i chor­wa­ckimi komu­nistami w Otočcu, towar­zy­szyły wielkie nagłówki gazet w całej byłej Jugo­sławii, wzywa­jące do nowej jugo­sło­wiańs­kiej integracji.

Kalku­lacja prze­ciw­ników niepod­le­głości Słowenii w kraju i za granicą opierała się na ocze­ki­waniu podzie­lo­nego przy­wództwa. Obli­c­zyli, że niepod­legła Słowenia będzie euforycznie prokla­mo­wana, ale nie zrea­li­zowana. („Marzenia są dozwo­lone dziś, jutro jest inny dzień! “) Wier­zyli i starali się w jak największym stopniu przy­c­zynić się do tego, że Słoweńskie Siły Obronne nie będą w stanie zająć przejść granicz­nych i ważnych punktów infra­struk­tury w kraju oraz ogra­niczyć mane­wrów JLA, i że po kilku dniach wszystko rozegra się jak epizod operet­kowy, po którym dla wszyst­kich w kraju będzie jasne, że jesteśmy odizo­lo­wani od Zachodu, że nie kontro­lu­jemy włas­nego tery­to­rium i że nikt nam nie pomoże, że nikt nas nie rozpozna i że będziemy walić głową w beto­nowy mur.

Po takim wyniku spod­zie­wano się rozpadu koalicji Demos i upadku rządu, a następnie całko­wi­tego prze­jęcia władzy. Z pewnością spod­zie­wali się także końca marzeń o niepod­le­głej Słowenii, widząc siebie jako zbawców Słoweńców przed niebez­pie­cz­nymi awan­tur­ni­kami z Demos. Albo, jak powied­ział ówczesny prze­wod­nic­zący LDS: „Lepiej negoc­jować o niepod­ległą Słowenię przez sto lat, niż walczyć o jeden dzień“. Ocze­ki­wania te znaj­dują dosłowne potwier­dzenie we wspom­ni­en­iach ówczes­nego premiera Ante Marko­viča, opubli­ko­wanych również w dalszej części ninie­js­zego Alma­nachu, doty­c­zą­cych spot­kania między nim a słoweńską lewi­cową opozycją na krótko przed wojną, 12 czerwca 1991 roku:

\Rozmowa Marko­viča z opozycją zaowo­co­wała wspólną oceną, że sprze­cz­ności w rząd­zącym Demosie są tak duże, że tylko 26 czerwca będzie w stanie utrzymać go w ryzach. Jeśli 26 czerwca nie wydarzy się nic, co mogłoby wzmocnić krąg Demosu, nie pozo­stanie wiele nadziei dla rządu, albo inaczej mówiąc, jeśli po 26 czerwca rozpo­cznie się proces biegnący jedno­c­ześnie w obu kierunkach, ku niepod­le­głości i reinte­gracji, rząd Demosu upadnie latem, najpóź­niej we wrześniu.“

Po spot­kaniu ze słoweńską lewi­cową opozycją, Markovič prze­konał również chor­wa­ckiego prezy­denta Franjo Tudj­mana o praw­do­podo­bieństwie takiego obrotu spraw w Słowenii. Po latach Tudjman mówił o wojnie operet­kowej w Słowenii i ukrywał swoje poparcie dla Marko­viča. Jednak w dniu 27 czerwca 1991 r. złamał złożoną obiet­nicę i podpi­sane poro­zu­mienie o wspólnym oporze obu krajów w przy­padku agresji JLA. Operet­kowa niepod­le­głość została fakty­cznie osią­g­nięta przez Chor­wację w czerwcu 1991 roku, kiedy to ogło­siła ona niepod­le­głość, ale nie prze­jęła fakty­cznej władzy. Cena, jaką Chor­wacja zapła­ciła za naiw­ność Tudj­mana wieloma życiami, była ogromna.

Sam byłem świad­kiem kilku podob­nych otwar­tych zapo­wiedzi i insy­n­u­acji ze strony słoweńs­kich poli­tyków lewi­co­wych, nie mówiąc już o zagra­nicz­nych dyplo­matach. Podob­nego zdania byli niek­tórzy w ówczesnej Prezy­dencji Repu­bliki, wice­pre­mier i jej minister finansów, który podał się do dymisji na kilka miesięcy przed wojną, oraz wielu innych „szano­wanych“ obyw­ateli. Jednego z nich, który w tym czasie zrobił wielką karierę w niepod­le­głej Słowenii, spot­kałem na placu Kongre­sowym na krótko przed wojną.

Powied­ział do mnie nieco pogard­liwym tonem: „Do niepod­le­głego państwa nie potrzeba wizji, potrzeba podziałów“. Nie tłumac­zyłam mu, że my też takie mamy, bo i tak by mi nie uwierzył.

Po narr­acji i wielok­rot­nych publi­cznie nagranych wystą­pie­niach byłego członka prezy­dencji Repu­bliki Słowenii Ivana Omana, który jako jedyny w prezy­dencji konse­kw­entnie popierał przy­go­to­wania do obrony przed agresją, dr Jože Pučnik – w jednej z wielu przerw podczas negoc­jacji ustawy plebis­cy­towej w listopadzie 1990 roku – zapytał wyso­kiego przed­sta­wi­ciela dzisie­jszej SD, dlac­zego nadmiernie skom­pli­kowali i zasad­niczo odrzu­cili wszystkie propo­zycje niepod­le­głości. Odpo­wied­ział, że powi­nien zrozu­mieć, że oni i ich opcja poli­ty­czna nie widzą dla siebie przy­szłości w niepodległości.

Od czasu zwycięstwa Demosu w wybo­rach w kwietniu 1990 r., czołowi poli­tycy lewi­cowi Słowenii działali prze­ciwko budo­waniu rzec­zy­wistej zdol­ności do niepod­le­głości, nieza­leżnie od okazjo­nal­nych publi­cz­nych pretensji. Ich główne kampanie do 26 czerwca to:

1. rozbro­jenie Obrony Tery­to­ri­alnej w maju 1990 r., gdzie poma­gali JLA na wszelkie możliwe sposoby. Zostało to omówione w pierwszym rozdziale tego kompendium.

2. tzw. dekla­racja poko­jowa z lutego 1991 r., która bezpoś­rednio wzywała do szyb­kiego jedno­s­t­ron­nego rozbro­jenia Słowenii, która była już „ledwo uzbrojona“.

3. konse­kw­entne głoso­wanie w parla­mencie prze­ciwko działa­niom mającym na celu zapew­nienie niepod­le­głości (ustawa o obronie, ustawa o poborze do wojska, budżet obronny). Wszystkie powyższe ustawy zostały uchwa­lone niewielką ilością głosów więks­zości Demo­kra­ty­cznej. Jest to omówione w drugim rozdziale ninie­js­zego Almanachu.

4. infor­mo­wanie służb zagra­nicz­nych i dyplo­matów o najważ­nie­js­zych tajem­ni­cach państ­wo­wych z planów opera­cy­jnych doty­c­zą­cych niepod­le­głości (dokładny termin, lista funkcji Feder­acji, które Słowenia chciała skutecznie przejąć w swoje ręce).

5. list rezyg­na­cyjny Proku­ra­tora Gene­ral­nego Antona Drob­niča, który został upubli­cz­niony na kilka dni przed ogło­sze­niem niepod­le­głej Słowenii pod przy­wództwem Milana Kučana i Spomenki Hribar (który zapro­po­nowali mi oni do podpi­sania w swoim biurze prezy­denckim). Tuż przed wojną chciano wykor­zystać ją do dals­zego wznie­cania demons­tracji, ponieważ petycję podpi­sali promin­entni poli­tycy SDZ i Zielonej Partii Słowenii.

6. ogło­szenie strajku przez związek zawo­dowy poli­c­jantów na dzień 27 czerwca 1991 r.


W niek­tó­rych słoweńs­kich gazetach różni autorzy otwarcie sprze­ci­wiali się niepod­le­głości Słowenii (na zdjęciu: artykuł w Mladinie z 21 maja 1991 r.).

Dnia 25 czerwca 1991 r. Słowenia fakty­cznie prze­jęła więks­zość dawnych kompe­tencji feder­al­nych (granice, cła, poli­tyka pieniężna, kontrola prze­strzeni powie­trznej, transakcje i kontrola dewi­zowa), a 26 czerwca ogło­siła niepod­le­głość przy ogólnym poparciu i radości społec­zeństwa. Tego samego i następ­nego dnia Słowenia skutecznie oparła się pierwszej fali ataków, pozosta­wiając niek­tó­rych lewi­co­wych poli­tyków w niepew­ności co do powodzenia ich ocze­kiwań doty­c­zą­cych „operet­kowej dekla­racji niepod­le­głości“. Niem­niej jednak ich szefowie robili wszystko, aby i z takiej sytu­acji wycią­gnąć egois­ty­czne, drobne korzyści polityczne.

Były wielok­rotny minister w lewi­co­wych rządach Włoch (ds. spra­wi­ed­li­wości, handlu zagra­nicz­nego, wice­mi­nister spraw zagra­nicz­nych) i wysoki przed­sta­wi­ciel Międ­zy­na­r­odówki Socja­lis­ty­cznej, Piero Fassino, opubli­kował książkę „Z pasji“ („Per passione“, Medi­olan, 2003), w której na stronie 292 pisze, jak 27. W czerwcu 1991 roku odwiedził Milana Kučana i Cirila Ribičiča w Lublanie i jak błagali go („soll­eci­tando“), aby „włoska i euro­pe­jska lewica nie pozosta­wiała niepod­le­głości byłych repu­blik jugo­sło­wiańs­kich prawicy“. W miesią­cach nastę­pu­ją­cych po tej wizycie, to właśnie socja­lis­ty­czny minister spraw zagra­nicz­nych Włoch, Gianni de Michelis, jako polityk euro­pe­jski, był najbard­ziej kryty­czny wobec słoweńs­kiej państ­wo­wości. Dopiero w ostat­niej chwili zgodził się na uznanie Słowenii przez Europę. Nawet kiedy prezy­dent Włoch Fran­cesco Cossiga odwiedził Słowenię 17 stycznia 1992 r., po tym jak Unia Euro­pe­jska uznała już niepod­le­głość tego państwa, de Michelis ostro zaata­kował prezy­denta za takie postę­powanie. Nieco później jednak Milan Kučan odznaczył go Medalem Wolności. I dosko­nale wied­ział dlaczego.


Jaša Zlobec i Franco Juri (na zdjęciu z Cirilem Ribičičem i Levem Kreftem), najbard­ziej skrajni prze­ciw­nicy zgromadzenia wszyst­kich niez­będ­nych środków dla niepod­le­głości, stali się amba­sa­do­rami państwa, któremu sprze­ci­wiali się przy jego narodzinach.

Dla prze­ciw­ników niepod­le­głości Słowenii sprawy nie poto­c­zyły się tak, jak tego ocze­ki­wali. Słowenia nie ucier­piała z powodu przer­wa­nego prowadzenia. JLA i wszyscy ci, którzy, jak w przy­padku procesu JBTZ lub zwol­en­nicy rozbro­jenia słoweńs­kiej obrony tery­to­ri­alnej, ocze­ki­wali, że ten prze­widy­wany wynik wykona za nich brudną robotę, trafili na mur słoweńs­kiej deter­mi­nacji i poważnych przy­go­towań obronnych.

Zemsta tych, którym ukrad­ziono państwo SFRJ

Gorycz była wielka. Zamiast uczciwie przyznać się do błędu, a przy­najm­niej milczeć, wpły­wowe osoby (nikt ich nie ścigał za czyny granic­zące ze zdradą lub gorzej) rozpo­c­zęły zaraz po wojnie i przed uzna­niem międ­zy­na­r­odowym kampanie propa­gan­dowe prze­ciwko działaczom niepod­le­głościowym i zaczęły obalać poszc­ze­gól­nych członków Demosu, a potem rząd.

Z kolei osoby, które najbard­ziej ujaw­niły się w działal­ności anty­nie­pod­le­głościowej lub prze­ciw­sta­wiały się działa­niom na rzecz niepod­le­głości, nieza­leżnie od innych cech zawo­do­wych i osobis­tych, doświad­c­zały szyb­kiego awansu osobi­stego. Czytając zesta­wi­enia doty­c­zące sprze­ciwu, obstrukcji i ogól­nych uchy­bień w słoweńskim parla­mencie w czasie ważnych decyzji niepod­le­głościo­wych, czy też doku­menty i zapisy w rozdziale czwartym doty­c­zące zawi­er­ania paktów z agre­sorem na szczeblu lokalnym i w poli­tyce w ogóle, prak­ty­cznie nie natkniemy się na ani jedno nazwisko, które w taki czy inny sposób narażone było na publi­czną krytykę czy nawet potę­pienie za działania, które historia bezsprze­cznie potwier­d­ziła jako błędne i szkodliwe.

Ówczesny lider LDS, Jožef Školč, został minis­trem kultury, a nawet prze­wod­nic­zącym Zgromadzenia Narodo­wego; członek Prezy­dium Repu­bliki Słowenii Ciril Zlobec, który zdradził służbom zagra­nicznym tajem­nicę państ­wową wyso­kiego szczebla, pozostał człon­kiem Prezy­dium do końca swojej kadencji, a nawet został wice­prze­wod­nic­zącym Słoweńs­kiej Akademii Nauk i Sztuk; Ciril Ribičič, który sprze­ci­wiał się międ­zy­na­r­odo­wemu uznaniu Słowenii poprzez poli­tykę zagra­niczną, został sędzią konsty­tu­cy­jnym, a nawet człon­kiem Weneckiej Komisji Prawa Międ­zy­na­r­odo­wego. Członek kierow­nictwa Unii Socja­l­de­mo­kra­ty­cznej Marko­vicia, Rado Bohinc, został minis­trem nauki, a następnie minis­trem spraw wewnę­trz­nych, później kanclerzem Uniwer­sy­tetu Primor­skiego. Franco Juri i Jaša Zlobec, najbard­ziej skrajni prze­ciw­nicy zgromadzenia wszel­kich środków niez­będ­nych do uzys­kania niepod­le­głości, stali się amba­sa­do­rami kraju, który zwal­c­zali w chwili swoich narodzin. Ich gorliwy wspólnik w utrud­nianiu niepod­le­głości, Roman Jakič, został nawet minis­trem obrony. Aurelio Juri został człon­kiem Parla­mentu Euro­pe­js­kiego, a Sergij Peljhan został minis­trem kultury. Jože Mencinger, który na kilka miesięcy przed wojną zdezerte­rował z rządu, bo nie wierzył w niepod­le­głość, został kanclerzem Uniwer­sy­tetu w Lublanie i właści­cielem Insty­tutu Bajt. Marko Kranjec, który dołączył do niego w dezercji, został najpierw amba­sa­dorem, a później prezesem Banku Słowenii. Lista jest zbyt długa, by wymi­enić je wszystkie. Dzien­nikarze i redak­torzy, którzy w momencie odzys­kania niepod­le­głości siali wątpli­wości lub stawiali otwarty opór, również bardzo szybko podnieśli się. Równie błys­kot­liwa kariera czekała tych z kręgów akade­mi­ckich, którzy aktywnie sprze­ci­wiali się plebis­cy­towi na niepod­ległą Słowenię, a później samej niepod­le­głości. Wzór ten został prze­nie­siony również na gospo­darkę. W pierwszej fali prywa­ty­zacji, więks­zość przedsię­bi­o­rstw została „spry­wa­ty­zowana“ przez ludzi, którzy jeszcze dwa lata wcześ­niej ubole­wali nad możli­wością przetrwania gospod­ar­c­zego Słowenii. W drugiej jednak fali to właśnie te osoby lub ich potom­kowie otrzymy­wali uprzy­wi­le­jo­wane poli­ty­cznie poży­czki z banków państ­wo­wych. Niesławny Veno Karbone, pseudonim Neven Borak, przes­zedł z urzędu prezy­denta Kučana do urzędu premiera, następnie stał się obrońcą „inte­resu narodo­wego“ pod pozorem ochrony konku­rencji, zapo­bie­gając napły­wowi zagra­nicz­nych inwest­orów i konku­rencji dla krajo­wych poten­tatów, a później objął stano­wisko szarej eminencji w Banku Słowenii.

Mimo udanej niepod­le­głości Belgradu, marzenie o nowych czasach było dozwo­lone tylko przez jeden dzień, potem w społec­zeństwie urucho­miono odwró­cone mecha­nizmy promocji. Im bard­ziej ktoś był prze­ciwny niepod­le­głości lub scepty­cznie do niej nasta­wiony i im bard­ziej był rodzinnie, poli­ty­cznie lub emoc­jo­nalnie zwią­zany z byłym państwem SFRJ, tym większe miał szanse na karierę i sukces poli­ty­czny w niepod­le­głej Słowenii. Niestrudzenie pracowali na małą skalę, między Trig­lavem a Kolpą, aby usta­nowić komu­nis­ty­czny pashaluq [państwo wasalne], który utra­cili między Trig­lavem a Vardarem. I do pewnego stopnia im się to udało. Dziś, spośród wszyst­kich krajów, które powstały na tery­to­rium byłej SFRJ, komu­nis­ty­czna i jugo­sło­wiańska ikono­grafia jest obecna na wielu impre­zach tylko w Słowenii i tylko w Słowenii byli jugo­sło­wiańscy urzęd­nicy komu­nis­ty­czni nadal otrzy­mują spec­jalne dodatki do emerytur.

Kampania mająca na celu zdys­kre­dy­to­wanie słoweńs­kiej niepod­le­głości trwa do dziś, począwszy od oskarżeń o handel bronią po tak zwane „wyma­zane“ i oświad­czenia prze­wod­nic­zącego Stowar­zy­szenia Weter­anów Wojen­nych Słowenii, że to właśnie niepod­le­głość podzieliła zjed­no­c­zony wcześ­niej naród słoweński. Aktorzy dyskre­dy­t­acji stawali się z każdym rokiem coraz bard­ziej agre­sywni, w miarę jak zanikała pamięć o poko­leniu, które bezpoś­rednio doświad­c­zyło niepod­le­głości. Każdy, kto wska­zywał na te mani­pu­lacje, był dyskre­dy­to­wany i wyśmie­wany przez media. Sieć byłego SDV, licząca ponad 10 000 pracow­ników, powiązana z aparatem sądowym i poli­cy­jnym, insty­tuc­jami para­państ­wo­wymi, takimi jak Komisja Korup­cyjna czy Komisarz ds. Infor­macji, oraz prywat­nymi agen­c­jami detek­ty­wis­ty­cz­nymi, nadal prowadzi agre­sywną działal­ność. Jednak monopol medi­alny „prze­jściowej lewicy“, która z roku na rok pomnie­js­zała znaczenie niepod­le­głości i glory­fi­kowała rewo­lu­cyjne osią­g­nięcia tzw. wojny narodo­wo­wyz­wo­leńczej (NOB), po krót­kiej przerwie w okresie niepod­le­głości od 1992 r. tylko się nasilił.

Opór wobec znieksz­tałcania historii byłby dziś prak­ty­cznie niemoż­liwy, gdyby nie zachowanie doku­mentów i zapisów sprzed nieco ponad dwud­zi­estu lat, kilku rzetel­nych histo­ryków i wysiłek uczest­ników, którzy napi­sali wspom­ni­enia. Mniej więcej ci sami aktorzy, którzy na wszelkie sposoby chcieli zapo­biec ujaw­ni­eniu dras­ty­cz­nego fałs­zowania historii od 1941 roku i publi­cznie twier­d­zili na co dzień, że nie pozwolą na fałs­zowanie (czytaj: nie pozwolą na prawdę), z drugiej strony prze­nieśli swoje metody fałs­zowania z reżimu tota­li­tar­nego na okres po odzys­kaniu niepod­le­głości. Broniąc znieksz­tał­conej historii lat 1941–1990, użyto tej samej pracy w odnie­si­eniu do okresu po 1990 roku. Codzi­enne pranie mózgów odbywa się za pośred­nictwem środków maso­wego prze­kazu, a jego podstawy zawarte są w komen­tarzach, sympozjach, podręcz­ni­kach i progra­mach, a także w filmach doku­men­tal­nych lub quasi-dokumentalnych.

Wszystko to jest oczy­wiście opła­cane z pieniędzy podatników.


W niek­tó­rych słoweńs­kich gazetach różni pisarze otwarcie sprze­ci­wiali się niepod­le­głości Słowenii. Wiele arty­kułów na ten temat można znaleźć w Białej Księdze Niepod­le­głości Słowenii – opory, przeszkody, zdrady. Spec­jalny wybór tych arty­kułów można również zobaczyć w Muzeum Niepod­le­głości Słowenii w Lublanie (patrz zdjęcia powyżej). Starania o niepod­le­głość były wyśmie­wane przez wszystkie słoweńskie media kontro­lo­wane przez lewicę, a zwłaszcza przez Mladinę i Dnevnik. Dowcip“ z czarną kropką poch­odzi z „Mladiny“ z 26 stycznia 1990 roku, reda­go­wanej przez Mirana Lesjaka. Pod czarną kropką było cynicznie napi­sane małymi literami: „Ćwiczenie 1: Patrz prosto przed siebie w czarną kropkę, aż zobac­zysz niepod­ległą Słowenię. Powtarzaj to ćwiczenie codzi­ennie“. Podobne akcje przepro­wadził poseł LDS Franco Juri ze swoimi kary­ka­turami w Delo, a później w Dnevniku.

Funda­mentem niepod­le­głej Słowenii są wartości Słoweńs­kiej Wiosny – utwor­zenie SFRJ było zbrodnią

Konsty­tucja Słowenii zawiera tekst przy­sięgi, którą skła­dają wszyscy najwyżsi urzęd­nicy państ­wowi po wyborze. W przy­siędze zobo­wią­zują się „szanować Konsty­tucję, działać zgodnie z własnym sumie­niem i pracować ze wszyst­kich sił dla dobra Słowenii“. Test, dzięki któremu możemy określić, czy działanie, postę­powanie lub program jednostki, grupy, partii poli­ty­cznej lub opcji poli­ty­cznej jest rzec­zy­wiście zgodny z Przy­sięgą Konsty­tu­cyjną, jest dość prosty.

Jeżeli jednostka, grupa, partia lub opcja poli­ty­czna wysuwa na pierwszy plan i podkreśla wartości, wydarzenia i osią­g­nięcia słoweńs­kiej niepod­le­głości, które umieściły nas na mapie świata i wokół których Słoweńcy są zdecy­do­wanie najbard­ziej zjed­no­czeni i jedno­myślni w swojej historii, to działa zgodnie z tekstem i duchem przy­sięgi konstytucyjnej.

Ale kiedy jednostka, grupa, partia lub opcja poli­ty­czna wysuwa na pierwszy plan wydarzenia i czasy, które podzieliły i zniszc­zyły nas jako naród, wtedy działa wbrew teks­towi i duchowi przy­sięgi konsty­tu­cy­jnej. I żaden czas nie był bard­ziej niszc­zy­cielski dla narodu słoweńs­kiego niż brato­bó­jcza rewo­lucja komu­nis­ty­czna, w której zbrod­nicza klika wykor­zystała trudny okres okupacji i szczere patrio­ty­czne uczucia Słoweńców, aby siłą przejąć władzę. Dziś można łatwo poznać czło­wieka dzięki temu papier­kowi lakmu­so­wemu. Nikt, kto glory­fi­kował czas brato­bó­jczej wojny w 1991 roku, nie był szcz­erze za niepod­le­głością. Prze­cież państwo słoweńskie, które powstało wówczas z wielką apro­batą społeczną mimo podziału poli­ty­cz­nego, było zasad­niczym odejściem od krwa­wych funda­mentów rozpa­da­jącej się SFRJ.

Jak wiemy od dawna i jak wynika bard­ziej szcze­gółowo z przed­sta­wionych doku­mentów, nie wszyscy opowia­dali się za niepod­le­głością. Zgodnie z wyni­kami plebis­cytu, około 200 000 ludzi i więks­zość post­komu­nis­ty­cznej nomen­kla­tury w Słowenii, więks­zość reszty byłej SFRJ i więks­zość świa­towej poli­tyki była formalnie prze­ciwna słoweńs­kiej niepod­le­głości. Wśród 200 tys. krajo­wych prze­ciw­ników niepod­le­głości było około 50 tys. ekstre­mistów. Niek­tórzy z nich wzięli udział w agresji na Słowenię z bronią w ręku, inni z obrzydze­niem odrzu­cili słoweńskie obywa­telstwo i wyemi­growali z kraju po klęsce SFRJ. Niek­tórzy pozos­tali i znaleźli schro­nienie w słoweńs­kich partiach lewi­co­wych. Wielu, którzy odmó­wili słoweńs­kiego obywa­telstwa i opuścili Słowenię wraz z poko­naną armią, a nawet wcześ­niej, zaczęło wracać po kilku latach, kiedy Słowenia robiła postępy, kiedy inne części byłej Jugo­sławii pozosta­wały w tyle i kiedy średnia emery­tura w naszym kraju była dzie­sięć razy wyższa niż średnia emery­tura w Serbii oraz Bośni i Herce­go­winie. Najpierw cicho, potem coraz głoś­niej, zaczęła się tworzyć grupa tzw. wyma­zanych. Za kilkuset uzasad­nionymi przy­pad­kami, w których osoby chciały uregu­lować swój status cudzo­ziemca lub nawet obywa­telstwo, ale nie udało im się to z obiek­tywnych powodów, poszły tysiące speku­lantów, którzy zdrad­zili Słowenię w momencie jej narodzin, a dziś, z pomocą anty­sło­weńs­kiej poli­tyki lewi­cowej, doma­gają się odszko­do­wania od słoweńs­kiego podatnika.

Pomimo przeszkód, oporu i zdrady, udało się uzyskać niepod­le­głość Słowenii od Belgradu. Ale była też inna możliwość…

Źródło: Stowar­zy­szenie na rzecz Wartości Słoweńs­kiej Niepod­le­głości: „Biała Księga Słoweńs­kiej Niepod­le­głości – Opór, Przeszkody, Zdrada“. Nova obzorja, d. o. o., Ljub­l­jana 2013.


27 kwietnia 2013 r. całe kierow­nictwo Słowenii uczest­nic­zyło w obcho­dach w Lublanie z komu­nis­ty­czną sceno­grafią, która przy­po­mi­nała czasy, gdy istniała jeszcze tota­li­tarna Socja­lis­ty­czna Feder­a­cyjna Repu­blika Jugosławii.


Biała Księga Niepod­le­głości Słowenii – sprze­cz­ności, przeszkody, zdrady ujawnia, jak duża część słoweńs­kiej post­komu­nis­ty­cznej nomen­kla­tury odrzu­ciła słoweńską niepodległość.


Doku­menty opubli­ko­wane w anto­logii „Wojna o Słowenię“, które nastę­pują po sobie w czasie, ilus­trują, jak doszło do agresji JPA na Słowenię, jak broni­liśmy się i ratow­a­liśmy oraz jak mili­tarnie poko­na­liśmy Jugo­sło­wiańską Armię Federalną.


Janez Janša był wice­prze­wod­nic­zącym Słoweńs­kiej Unii Demo­kra­ty­cznej, człon­kiem pierws­zego demo­kra­ty­cznie wybra­nego Zgromadzenia Repu­bliki Słowenii w 1990 r. oraz minis­trem obrony w czasie, gdy Słowenia była niepod­legła w latach 1990–1992. Obecnie jest prze­wod­nic­zącym Słoweńs­kiej Partii Demo­kra­ty­cznej i premierem Repu­bliki Słowenii po raz trzeci.

(1) Więź­niowie będący człon­kami JLA według województw
Ogółem więź­niów: 2 663
W tym ofice­rowie i podo­fi­ce­rowie: 253
Ofice­rowie i podo­fi­ce­rowie / Cywile / Żołnierze

(2) Odrzu­ceni człon­kowie JLA według prowincji
Ogółem więź­niowie zwol­nieni: 3.090
W tym ofice­rowie i podo­fi­ce­rowie: 281

(3) Zmarli i ranni człon­kowie Wojsk Obrony Tery­to­ri­alnej i JLA według województw
JLA nie żyje / JLA zraniony
Armia Obrony Tery­to­ri­alnej nie żyje / Armia Obrony Tery­to­ri­alnej zraniony

 

Liczba członków Wojsk Obrony Tery­to­ri­alnej ogółem wg dni

Mate­riały wojenne skon­fis­ko­wane podczas działań bojowych
Broń piechoty
Broń przeciwpancerna
Broń przeciwlotnicza
Pojazdy opancerzone
Pojazdy silnikowe
Broń artyleryjska
Środki łączności
Środki elektroniczne

Ta info­gra­fika poka­zuje ilość broni i sprzętu wojs­ko­wego skon­fis­ko­wa­nego podczas operacji bojo­wych przez Wojska Obrony Tery­to­ri­alnej. Oprócz zasobów wymi­e­n­ionych na wykresie, między 26 czerwca a 17 lipca 1991 r. Wojska Obrony Tery­to­ri­alnej Repu­bliki Słowenii skon­fis­ko­wały około 7 milionów sztuk amunicji do broni piechoty, 20 000 sztuk amunicji do różnych rodzajów broni prze­ciw­pan­cernej i prze­ciw­lot­niczej, około 400 000 ton min oraz niewie­lkie ilości sprzętu kwater­mi­strzow­skiego, medy­cz­nego i ABKO. Ilości te nie obej­mują broni i wypo­sażenia prze­ję­tego przez policję podczas działań wojennych.


Janez Janša jako premier Repu­bliki Słowenii po przy­byciu na główną uroc­zy­stość z okazji Dnia Słoweńs­kich Sił Zbro­jnych w dniu 15 maja 2021 r.


Trzyd­zieści lat po odzys­kaniu przez Słowenię niepod­le­głości, Słoweńskie Siły Zbrojne są ponownie na czasie i gotowe do stawi­enia czoła wyzwa­niom naszych czasów.


Analiza wojny o Słowenię

Europa, a w szcze­gól­ności Unia Euro­pe­jska, jest dziś w dużej mierze miejscem pokoju i przy­najm­niej względ­nego postępu, ale niek­tóre narody żyjące w centrum UE, nie posia­da­jące włas­nego państwa, aspi­rują jednak do tego, by stać się narodem i nieza­leżnym podmiotem w społecz­ności międzynarodowej.

Kata­lońc­zycy chcą zdecy­dować w refe­rendum, czy chcą odłączyć się od demo­kra­ty­cznej Hiszpanii, a Szkoci, czy chcą pozostać częścią Wiel­kiej Brytanii. Jeszcze bard­ziej rozpows­zech­nione na plan­ecie Ziemia jest dziś wiele narodów znacznie więks­zych od Słowenii, które nie mają włas­nego państwa, choć z nieli­cz­nymi wyjąt­kami wszyscy tego właśnie chcą. Słoweńcy niedawno wywal­c­zyli sobie prawo do posia­dania włas­nego państwa.

Centrum wartości narodu

W historii każdego narodu jest pewien czas, który pozwolił narodowi stać się suwe­rennym, czyli własnym panem. Taki czas, zwykle zwią­zany z wydarze­niami, które umoż­li­wiły uzys­kanie niepod­le­głości, umie­js­co­wi­enie na mapie świata i międ­zy­na­r­odowe uznanie, jest czczony przez narody jako coś „świę­tego“, dlatego poświęca się mu święta narodowe, nadaje nazwy miastom, placom, ulicom czy odznacze­niom, orga­ni­zuje imprezy dla jego uczczenia. Taki czas wywołuje pozy­tywne nasta­wi­enie u więks­zości obyw­ateli lub członków narodu. Taki czas stanowi centrum wartości narodu. Dla nas, Słoweńców, jest to czas niepod­le­głości. W tym okresie, który w historii obej­muje lata 1987–1992, dla Słowenii wyróż­niają się dni wojny. To były tygodnie, dni i godziny w czerwcu i lipcu 1991 roku, kiedy wszystko było na szali. Nieza­leżna i euro­pe­jska przy­szłość dla Słoweńców, system demo­kra­ty­czny, nasza religia i konsty­tucja, dobrobyt i nasze życie. Były to dni, kiedy ludzie, rozbro­jeni w maju 1990 r., ponownie stanęli w obronie swoich praw, ogło­sili niepod­le­głość Słowenii i prze­ciw­sta­wili się agresji Jugo­sło­wiańs­kiej Armii Ludowej.

W tamtych dniach kilka procent Słoweńców, którzy przy ogromnym wsparciu narodu wzięli do ręki całą broń, jaką dyspo­nowali, i wraz z obroną cywilną stawili czoła piątej pod względem siły armii w Europie, doko­nali dzięki swojej odwadze rzeczy niemoż­liwej i napi­sali ostatni akt prze­jścia narodu słoweńs­kiego do niepod­le­głości. Odwaga Słoweńców była podzi­wiana przez cały świat w tamtym czasie. Przed­sta­wi­ciele najpo­tęż­nie­js­zych państw świata, którzy jeszcze na kilka dni przed wojną twier­d­zili, że nigdy nas nie uznają, zmie­nili swoje stano­wisko dzięki naszej odwadze.

W ciągu kilku dni prasa świa­towa zmie­niła swoje nasta­wi­enie do Słowenii i przeszła na naszą stronę. W wyso­kon­akła­dowym amery­kańskim maga­zynie People ukazał się artykuł o wojnie o Słowenię zaty­tuło­wany „The Mouse That Roared“. Słoweńcy na całym świecie jedno­głośnie wyszli na ulice metro­polii, zasy­pując rządy listami i apelami, wspier­ając walkę swojej ojczyzny z Goliatem. Mimo sprze­ciwu wobec niepod­le­głości we frag­men­tach poli­tyki lewi­cowej, naród był zjed­no­c­zony. Zjed­no­czeni jak nigdy wcześ­niej i bardzo odważni. Były to „najw­spa­ni­alsze godziny“, godziny święte, szczy­towe osią­g­nięcia narodu słoweńs­kiego. Pows­ta­liśmy i przetrwaliśmy.

Liczby też wiele mówią

Tego nieza­prze­cz­al­nego faktu histo­rycz­nego nie da się zmienić ani znieksz­tałcić. Nie da się go też zapom­nieć ani przesłonić, mimo że od 1991 roku nieustannie się to robi. „Czy w Słowenii w ogóle była wojna?“ – pytali drwiąco niek­tórzy, ale oczy­wiście dopiero po tym, jak ostatni żołnierz-agresor opuścił Słowenię w paźd­zier­niku 1991 roku. O ile w latach po agresji JLA na Słowenię coraz głoś­nie­jsze i bard­ziej medi­alne są głosy prze­ciw­ników słoweńs­kiej niepod­le­głości, którzy twierdzą, że prawd­ziwej wojny w Słowenii w ogóle nie było, o tyle histo­rycy w Serbii para­dok­salnie nie mają wątpli­wości. Książka dwóch serbs­kich histo­ryków (Kosta Nikolič, Vladimir Petrovič: War in Slovenia / June-July 1991, Docu­ments of the Presi­dency of SFRY, Insti­tute of Contem­porary History, Belgrade 2012) ma jasny tytuł: War in Slovenia.

Gene­r­ałowie JLA i poli­tycy SFRJ, którzy wysłali prze­ciwko nam czołgi i wojsko, twierdzą, że bronili Jugo­sławii i jej uznanych międ­zy­na­r­odowo granic, ale nie zaprze­c­zają wojnie. Nie zaprze­c­zają nawet, że zostali pokonani w Słowenii.

W swoich wspom­ni­en­iach ofice­rowie JLA z 5. Okręgu Wojs­ko­wego, którzy opera­cy­jnie kierowali agresją na Słowenię, szcze­gółowo opisują, jak przeżyli tamte czerw­cowe i lipcowe dni 1991 roku i jak „gorycz porażki w Słowenii mocno na nich podziałała“. Wobec klęski pierwszej fali agresji, dowódcę 5. Okręgu Wojs­ko­wego, gene­rała Konrada Kolška, zastąpił ówczesny dowódca 3. Okręgu Wojs­ko­wego, generał Žiko Avra­movič. Dwa dni po jego przy­byciu Avra­movič powtórzył jednak los Kolška i poniósł jeszcze cięższą porażkę.

Liczby też miały coś do powiedzenia. W dniu 26 czerwca 1991 r. JLA doko­nała agresji na Słowenię z oddziałami liczą­cymi łącznie 22 000 żołnierzy, oficerów i podo­fi­cerów. Z analiz opubli­ko­wanych w książce „Wojna o Słowenię“ wynika, że w wojnie o Słowenię JLA miała 48 zabi­tych i 116 rannych, oddziały Armii Obrony Tery­to­ri­alnej schwy­tały w walkach 2 663 członków JLA, a 3 090 dobro­wolnie przeszło na stronę słoweńską.


Mieszkańcy okolic Komendy w regionie Goren­jska obser­wują żołnierzy AWU stoją­cych przy swoich pojaz­dach opan­cer­z­onych 27 czerwca 1991 roku, na początku wojny o Słowenię.

Ze swoich 22 000 członków, JLA stra­ciła co najm­niej 5 917, czyli ponad jedną czwartą, w ciągu nieco ponad 7 dni walk, w tym niepro­por­c­jo­nalnie wysoki odsetek – co najm­niej 534 – aktywnych oficerów i podoficerów.

Pierwsze porównanie: Obrona Tery­to­ri­alna Repu­bliki Słowenii miała (biorąc pod uwagę ofiary wypadków) 9 zabi­tych i 44 rannych, słoweńska policja 4 zabi­tych. JLA pojmała tylko jednego oficera Obrony Tery­to­ri­alnej. Nikt nie zdezerte­rował z Obrony Tery­to­ri­alnej do JLA.

Inne porównanie (bo obraź­liwe i pogard­liwe słowa o nie-wojnie w 1991 r. poch­odzą głównie od członków ZZB): W okresie od 6 kwietnia 1941 r. do 9 maja 1945 r. słoweńskie oddziały party­zanckie, pono­sząc ciężkie straty własne, unieszkod­li­wiły znacznie mniej członków włos­kich i niemieckich sił okupa­cy­jnych niż Wojska Obrony Tery­to­ri­alnej i policja zdołały uczynić dla Słowenii w ciągu dzie­sięciu dni wojny, mimo że ci dwaj wspom­niani okupanci wysłali do Słowenii w czasie II wojny świa­towej głównie drug­or­zędne formacje wojs­kowe z odpo­wiednim uzbrojeniem.

Ponieważ posiłki wysłane do Słowenii przez gene­r­ałów Kolška i Avra­mo­viča zostały w dużej mierze wstrzy­mane podczas inwazji, pozostałe w Słowenii jednostki JLA znaj­do­wały się w okresie przed poro­zu­mie­niem z Brioni w całko­wicie podpor­ząd­ko­wanej pozycji stra­te­gicznej pod każdym względem. 26 czerwca JLA rozpo­c­zęło wojnę nie tylko tech­nicznie, ale i niepro­por­c­jo­nalnie liczebnie. Słowenia nie była nawet w stanie powołać pod broń tylu członków Wojsk Obrony Tery­to­ri­alnej, ilu JLA miała bezpoś­rednio na tery­to­rium Słowenii. Powodem był oczy­wiście brak uzbro­jenia. Niecałe 10 dni później sytu­acja zmie­niła się całko­wicie na korzyść Słowenii. Słowenia nie tylko była w stanie uzbroić 35 300 swoich żołnierzy (nie licząc członków policji) już 5 lipca dzięki prze­jętej broni i wypo­sażeniu, ale dzięki zdobytej broni cięż­kiej, głównie prze­ciw­pan­cernej i prze­ciw­lot­niczej, mogła liczyć na skuteczne prze­ciw­sta­wi­enie się wszelkim siłom, które JLA mogłaby wysłać prze­ciwko młodemu państwu słoweńskiemu.

Fakt ten miał decy­du­jący wpływ na zmianę stra­tegii Miloše­vicia. Jego pier­wotny plan A – wykor­zy­stanie JLA i admi­nis­tracji SFRJ do utwor­zenia scen­tra­li­zowanej Jugo­sławii w jej dawnych grani­cach i pod bezpoś­rednią serbską władzą – nie powiódł się wraz z klęską JLA w Słowenii. Około 10 lipca 1991 r. serbscy przy­wódcy zdecy­dowali się ostatecznie przejść do planu B, czyli utwor­zenia Wiel­kiej Serbii.


Migawki z sali opera­cy­jnej Grupy Koor­dy­na­cy­jnej, która kiero­wała obroną Repu­bliki Słowenii na początku lipca 1991 roku.

Doku­menty z wojny o Słowenię

Doku­menty opubli­ko­wane w Alma­nachu Wojny o Słowenię są z reguły chro­no­lo­gicznie zgodne z kole­j­nością ich powstawania.

Relacja rozpo­c­zyna się od zarządzenia w sprawie utwor­zenia stałej grupy roboczej Organu Koor­dy­na­cy­j­nego, wyda­nego 7 maja 1991 roku. Dzięki termi­no­wemu utwor­zeniu w dniu 18 marca 1991 r. Grupy Koor­dy­na­cy­jnej (dalej także Słoweńskie Dowództwo Obrony, Koor­dy­nacja lub Dowództwo) i wpro­wadzeniu na początku maja operacji stałej, byliśmy wyst­ar­c­za­jąco przy­go­to­wani do zwycięs­kiego poradzenia sobie z pierwszym poważnym pokazem siły ze strony JLA w incy­dencie w Pekre.

Relację kończy analiza działań bojo­wych Armii Obrony Tery­to­ri­alnej Repu­bliki Słowenii w dniach 26 czerwca – 17 lipca 1991 r., która została omówiona na konfe­rencji słoweńs­kiego Sztabu Obrony lub Grupy Koor­dy­na­cy­jnej w dniu 18 lipca 1991 r.

Spec­ja­lnym dodat­kiem na końcu książki jest opis wstępnej części Planu Okop (Bedem) JLA, który został częściowo wykor­zy­stany przez agre­sora jako podstawa ataku na Słowenię i który najdo­bit­niej ilus­truje mental­ność kierow­nictwa wojs­ko­wego JLA i kierow­nictwa poli­ty­cz­nego SFRJ. Byli prze­konani, że ich władza jest prak­ty­cznie nieo­gra­nic­zona i że są w stanie pokonać nawet NATO, nie mówiąc już o biednej Słowenii. Nies­tety, wielu wpły­wo­wych krajo­wych prze­ciw­ników niepod­le­głości Słowenii było również prze­ko­n­anych o sile JLA, ich komu­nis­ty­czno-party­zanckiej ideo­logii i ich broni. Dlatego przez cały okres, a zwłaszcza od rozbro­jenia Obrony Tery­to­ri­alnej Repu­bliki Słowenii w maju 1990 r. i refe­rendum w grudniu tego samego roku, stawiali na kartę „operet­kowej niepod­le­głości“, licząc na ogło­szenie niepod­le­głej Słowenii (dzień, w którym marzenia są dozwo­lone), której nie można było zrea­li­zować ze względu na siłę JLA, i dlatego natychmiast zapro­po­now­a­liby innym narodom zjed­no­czenie w nową Jugo­sławię. Była to ofic­jalna, publi­cznie głos­zona doktryna socja­l­de­mo­kratów (wówczas ZKS-SDP). Doku­menty i świa­dectwa na ten temat są opubli­ko­wane w „Białej Księdze Słoweńs­kiej Niepod­le­głości“ (Nova obzorja, czer­wiec 2013).

Pierwszy rozdział, „Końcowe przy­go­to­wania do obrony Słowenii“, zawiera wiele dotych­czas w dużej mierze niepu­bli­ko­wanych lub mało znanych doku­mentów doty­c­zą­cych pracy Grupy Koor­dy­na­cy­jnej, Minis­terstwa Obrony, Aemee Obrony Tery­to­ri­alnej i policji w maju i czerwcu 1991 r. Był to czas, w którym z jednej strony rosła świa­do­mość wiel­kiego dnia D, który bard­ziej niż jaki­kol­wiek inny dzień w naszej historii zade­cy­duje o przy­szłości narodu słoweńs­kiego; z drugiej strony koncen­tro­wała się ona na despe­ra­ckich przy­go­to­wa­niach do obrony przed widocznym zagroże­niem tej przy­szłości. Z tego okresu wyróż­niają się: wydarzenia w Pekre, porwanie dowódcy 7. PŠTO i pierwsza ofiara agresji na Słowenię, uzupeł­nia­jące plany skutecznej blokady jednostek JLA oraz wysiłki zmier­za­jące do wypo­sażenia Wojsk Obrony Tery­to­ri­alnej w broń piechoty, przy­najm­niej w prowizoryczny sposób.

Drugi rozdział, „Chrzest ogniowy zaraz po urodzeniu“, obej­muje okres od 25 czerwca do 10 lipca 1991 r., czyli czas, kiedy wojna o Słowenię została wygrana. Okres ten rozpo­c­zyna się prokla­mo­wa­niem niepod­le­głej Słowenii w Zgromadzeniu Narodowym i fakty­cznym prze­jęciem przejść granicz­nych, ceł, kontroli ruchu lotnic­zego, inspekcji dewi­zowej i innych dotych­cza­so­wych obowiązków feder­al­nych, jak również usta­no­wi­e­niem punktów kontroli granicznej na nowej granicy państ­wowej z Chor­wacją. W związku z wyda­niem prawi­dło­wego tder­minu prze­jęcia fakty­cznej władzy przez Cirila Zlobca, członka Prezy­dium Repu­bliki Słowenii, okres ten rozpo­c­zyna się częściowo przedw­c­zesną inter­wencją jednostek Korpusu JLA z Rijeki w Primor­skiej i Gorišce oraz stra­te­gicznym dylematem, czy użyć broni do obrony przed czy po ogło­szeniu niepod­le­głości. Rozdział kończą doku­menty, które powstały 10 lipca 1991 roku. To był dzień, w którym słoweński sztab obronny skutecznie zneu­tra­li­zował najsil­nie­jsze próby JLA uspra­wi­ed­li­wienia i obrócenia na swoją korzyść mocno dwuz­nacz­nych wnio­sków z negoc­jacji z Brioni, odzys­kując w ten sposób wszystko, co stracił w walce.

Jednym z central­nych doku­mentów tego rozdziału jest rozkaz szta­bowy z 28 czerwca 1991 r.: rozkaz „prze­jścia do ofen­sywy“. Nawet kilka zdań tego doku­mentu świadczy o kilku rzeczach. Po pierwsze, doku­ment ten odzwier­ciedla dokładne i termi­nowe rozpoz­nanie sytu­acji na granicy. Jest to moment w więks­zości dużych bitew lub wojen, kiedy liczy się dokładne i termi­nowe rozpoz­nanie chwili, a w konse­kwencji trafne decyzje dowódców o tym, gdzie prze­chylić szalę. 28 czerwca 1991 roku to dzień, w którym po udanej blokadzie wielu kolumn pancer­nych i pierwszym smaku porażki, JLA na masową skalę wykor­zystało lotnictwo do ataków na obiekty cywilne. Cel był oczy­wisty: zade­mons­trować prze­wagę powie­trzną i zasiać strach wśród obrońców i ludności. Wied­ziel­iśmy, że za tą decyzją pójdą posiłki pancerne z korpusów Varaždin i Zagrzeb i że równo­waga kryzy­sowa usta­lona 27 czerwca wisiała na włosku.

Potrze­bow­a­liśmy cięż­kiej broni i udanych akcji, aby podnieść morale. Najl­epiej oba naraz, więc nadszedł czas na atak na składy JLA i reali­zację przy­go­to­wanych planów o kryp­tonimie „Prze­jęcie“. Tego samego dnia pluton zwia­dowczy Spec­ja­lnej Brygady Krko­viča w błys­ka­wicznej akcji bez ofiar zajął duży skład broni, min i sprzętu wojs­ko­wego w pobliżu Borov­nicy. Wszystkie osoby zaan­gażo­wane w tę operację zasłu­gują na najwyższe odznaczenie niepod­le­głościowe, Medal Wolności. Być może pewnego dnia niepod­legła Słowenia będzie miała prezy­denta, który tak jak oni miał serce dla niepod­le­głości i przyzna im ten medal.


Wojna pozosta­wiła po sobie nie tylko zniszczenia, ale także radość z udanej obrony młodego kraju i ojczyzny Słowenii.

W czasie wojny miało miejsce wiele bardzo ważnych dla Słowenii wydarzeń, które w decy­du­jący sposób przy­c­zy­niły się do zwycięstwa. Pierwsza analiza RŠTO, opubli­ko­wana w rozdziale trzecim, słusznie podkreśla zatrzy­manie kolumn pancer­nych na Medve­d­jeku i na moście koło Ormoža na początku walk. Do tej samej kate­gorii można zali­czyć atak moźd­zier­zowy na pas startowy lotniska wojs­ko­wego w Cerklje, który zmusił eskadrę lotniczą JVL do udania się do Bihača. Do tego doch­odzi zdobycie przejść granicz­nych w Rožnej dolinie, Šentilj i Holmec, blokada kolumn pancer­nych JLA w wielu miejs­cach w całym kraju, zestrzelenie heli­ko­pterów wroga, zdobycie pozostałych składów JLA i tak dalej.

Niem­niej jednak, po bliższym przy­jrzeniu się wszystkim akcjom bojowym Armii Obrony Tery­to­ri­alnej i słoweńs­kiej policji oraz ich umie­js­co­wi­eniu w czasie i ogól­nemu obra­zowi, można z łatwością wyróżnić najważ­nie­jszą akcję bojową Armii Obrony Tery­to­ri­alnej w wygraniu wojny dla Słowenii. Takim wydarze­niem było niewąt­pliwie zajęcie skład­nicy JLA pod Borow­nicą. Podczas tej operacji garstka członków Brygady Spec­ja­lnej prze­jęła większą ilość broni, min i sprzętu wojs­ko­wego niż wszystkie słoweńskie oddziały party­zanckie we wszyst­kich operac­jach bojo­wych podczas II wojny świa­towej razem wzię­tych (nie uwzględ­niono przejęć podczas kapi­tu­lacji Włoch i Niemiec po ich klęsce na teatrach wojen­nych). Sukces był pełny również dlatego, że skład­nica została zajęta w zasięgu wzroku dużej koncen­tracji oddziałów JLA w kosza­rach Vrhnika, skąd można było zniszczyć skład­nicę bronią armatnią i rakie­tową, gdyby w porę dowied­zieli się o akcji. Ale oddział, który przejął magazyn, prze­konał radio­ope­ra­tora, który miał co 30 minut meldować Vrhni­kowi o sytu­acji w maga­zynie, aby nadal meldował dowództwu, że w maga­zynie wszystko jest w porządku.

Paraf­ra­zując słynne stwier­dzenie Wins­tona Chur­chilla po Bitwie o Anglię, można powied­zieć, że nigdy w historii narodu słoweńs­kiego tak wielu ludzi nie było winnych tak wiel­kiej wdzięcz­ności garstce swoich rodaków.

Trzeci rozdział, „Oceny i usta­lenia“, przed­stawia doku­menty z okresu 10–17 lipca 1991 r. Centralną częścią tego rozdziału jest analiza operacji bojowej Wojsk Obrony Tery­to­ri­alnej {Tery­to­ri­alnej}. RS, która fakty­cznie była w trakcie lub bezpoś­rednio po zakończeniu działań bojo­wych. Ta blis­kość czasowa ma swoje wady i zalety. Minusem jest brak czasu, który nie pozwolił dowództwom Wojsk Obrony Tery­to­ri­alnej na szczeblu repu­bliki i regionu na poważne zapoz­nanie się z ocenami i przepro­wadzenie dodat­ko­wych sprawdzeń we wszyst­kich podle­głych dowództ­wach. Pozy­tywną stroną jest jednak to, że pisemne oceny, które rzec­zy­wiście zostały doko­nane „na miejscu“, są pozba­wione późnie­js­zych racjo­na­li­zacji i upiększeń. Wszystko, co skła­dało się na wielość różnych decyzji takty­cz­nych na różnych pozio­mach w ramach jedno­litej stra­tegii obronnej, której wyni­kiem – ze wszystkimi jej zaletami i wadami – było mili­tarne zwycięstwo w wojnie o Słowenię, zostało zare­je­s­tro­wane i ocenione.

Cenne doświad­czenia z decy­du­ją­cych dni

Doku­menty opubli­ko­wane w tym zbiorze są odzwier­cied­le­niem czasu, w którym powstały i ludzi, którzy je twor­zyli. Niek­tóre raporty i zlecenia są profes­jo­nalnie napi­sane i mówią wszystko, co było potrzebne, bez zbęd­nych słów. Inne są poniżej stan­dardu i brakuje im niek­tó­rych niez­będ­nych elementów. Niek­tóre z nich są nawet pisane odręcznie, w zależ­ności od specy­ficz­nych okoli­cz­ności wojny. Dost­ępne doku­menty, wraz z danymi licz­bo­wymi i ogólną wiedzą na temat wojny w Słowenii, pozwa­lają oczy­wiście na ocenę działania poszc­ze­gól­nych komend prowincji, podgrup koor­dy­na­cy­jnych i wres­zcie ocenę sztabu, który kierował obroną Słowenii. Wszystko to świadczy o wyszko­leniu i moty­wacji jednostek i całych komand, a w niek­tó­rych miejs­cach także o wpływie tej części słoweńs­kiej poli­tyki, która pole­gała wyłącznie na operet­kowej nieza­leż­ności i w niek­tó­rych miejs­cach nawet w środku wojny trak­to­wała JLA bard­ziej przy­chylnie niż Armię Obrony Terytorialnej.

W mnie­jszym stopniu doku­menty te odnoszą się do roli słoweńs­kiej policji, która miała stra­te­giczne znaczenie dla słoweńs­kiej obron­ności, ponieważ zostały one już zebrane i opubli­ko­wane w różnych innych publi­ka­c­jach. Oczy­wiście obraz nie wszędzie był taki sam. Podczas gdy w niek­tó­rych miejs­cach (np. w rejonie South Primorska) ich oddziały były bard­ziej aktywne niż oddziały i dowództwa Wojsk Obrony Tery­to­ri­alnej, w innych miejs­cach (np. w rejonie Dolen­jska) nie oddały prak­ty­cznie ani jednego strzału. Później, para­dok­salnie, to głównie kadra z Dolen­jska doświad­c­zyła awansu w policji i VIS.

Czytając te doku­menty, czytelnik bezpoś­rednio lub pośrednio natknie się na infor­macje i punkty, które w ciągu 23 lat zostały zapom­niane lub nigdy nie były pows­zechnie znane. Autor ninie­js­zego tekstu brał bezpoś­redni udział w twor­zeniu lub odczy­ty­waniu wielu rozkazów, dyrektyw, raportów i analiz zamies­zc­z­onych tutaj w 1991 roku. Niem­niej jednak, reda­gując anto­logię i czytając ją ponownie, natrafił na wiele szcze­gółów, które dziś są inte­re­su­jące, ale wtedy, w czasie wojny i koncen­tracji czasu, nie zostały nawet zauważone. Podobnie, gdy czytamy analizy i z odpo­wiednim dyst­ansem czasowym, jesteśmy dziś jeszcze bard­ziej świa­domi popeł­nionych przez nas błędów.

Jednym z moich błędów z okresu przy­go­towań do obrony Słowenii była zgoda na konty­nu­ację reor­ga­ni­zacji obrony tery­to­ri­alnej, która zmnie­js­zyła liczbę sztabów woje­wódzkich z 13 do 7 i naka­zała łączenie sztabów miejs­kich w regio­nalne. Z punktu widzenia poważ­nego niebez­pie­c­zeństwa, przed którym stanę­liśmy, powin­niśmy byli wstrzymać reor­ga­ni­zację, ponieważ nowa struk­tura, zwłaszcza central regio­nal­nych, przy­spor­zyła nam wielu kłopotów. Reor­ga­ni­zacja nie tylko skom­pli­ko­wała natu­ralne więzi ze społecz­nościami lokal­nymi, ale także przy­ni­osła ze sobą dużo biuro­kracji i nie dość wyra­fi­no­wane metody kiero­wania i dowodzenia.

Podobnym błędem było niedo­ce­nianie znaczenia nowych symboli i mundurów. Innymi słowy: W warunkach poważnej suszy finan­sowej nasza ocena prio­ry­tetów była nieade­kwatna. Mimo że groziła nam wojna, minister finansów Marko Kranjec, przy silnym poparciu opozycji i więks­zości rządu, przyznał Wojskom Obrony Tery­to­ri­alnej bardzo skromne środki, które musie­liśmy wykor­zystać prawie wyłącznie na zakup broni. Z powodu braku poparcia i częściowo otwar­tego oporu więks­zości członków Naczel­nego Dowództwa i Prezy­dium Repu­bliki Słowenii wobec wzmoc­ni­enia obrony (4 członków Prezy­dium podpi­sało w lutym 1991 r. dekla­rację, że Słowenia nie potrze­buje armii) oraz z powodu ogrom­nego opóź­ni­enia i oporu opozycji wobec uchwa­lenia budżetu obron­nego, już i tak skromne środki na obronę otrzy­ma­liśmy dopiero na wiosnę, co poważnie zagro­ziło zaku­powi choćby skrom­nych ilości broni prze­ciw­pan­cernej i broni piechoty. Szko­lenie regu­larnej armii udało nam się rozpo­cząć zbyt późno, dopiero w maju 1991 roku, i to tylko dla dwóch mnie­js­zych jednostek.

Na mundury nie pozostało nic, a nowe symbole państ­wowe parla­ment mógł ustalić dopiero 25 czerwca 1991 roku z powodu opozycji. Niem­niej jednak należało jakoś zaim­pro­wi­zować przed wojną i przy­najm­niej główne jednostki zaopa­trzyć w nowe mundury. Przede wszystkim nie ma uspra­wi­ed­li­wienia dla tego, że do czasu odzys­kania niepod­le­głości nie zapew­niono wyst­ar­c­za­jącej liczby kogutów dla strzelców wojs­ko­wych. Dlatego krytyka braku insy­g­niów i nowych mundurów, która pojawia się w raportach bojo­wych wielu sztabów jest całko­wicie uzasadniona.

Z raportów i analiz wynika, że mieliśmy trud­ności z mobi­li­zacją jednostek. Do tego czasu ukry­wano przed opinią publi­czną, że prezy­dencja Repu­bliki Słowenii nawet nie ogło­siła mobi­li­zacji w dniu 27 czerwca 1991 r., kiedy to wykryła agresję i wydała rozkaz użycia broni. Jednostki zostały zebrane z wezwa­niem do „ekspe­ry­men­talnej“ mobi­li­zacji, za którą odpo­wied­zi­alne było RŠTO, tak jakby były to ćwiczenia wojs­kowe. W jakiś sposób udało się to również w ten sposób. Powodów takiego działania było kilka, ale pewnie nigdy ich wszyst­kich nie poznamy. Gdyby wszyscy działali tak, jak powinni, 25 czerwca 1991 r. PRAMOS, słynna ustawa SFRJ o mobi­li­zacji, nie obowią­zy­wałaby już w Słowenii.

Odzew pobo­ro­wych z Wojsk Obrony Tery­to­ri­alnej był prze­ciętnie wysoki, ale nie wszędzie. Największe problemy i brak odpo­wiedzi wystą­piły w Lublanie i częściowo w Mari­borze, gdzie musie­liśmy wydać o 30 do 50 procent więcej zapr­o­szeń do poszc­ze­gól­nych jednostek, aby osią­gnąć przy­najm­niej 90-procen­tową komplet­ność jednostek. Pierwszy okres po ataku w Lublanie był szcze­gólnie kryty­czny, ponieważ powrót osią­gnął zadow­a­la­jący poziom dopiero po 10 godzi­nach od mobi­li­zacji. Po zakończeniu wojny odpo­wiednie władze jakoś zapom­niały o podjęciu działań prze­ciwko tym, którzy uchy­lali się od wezwania, co słusznie wywołało złe nastroje wśród wszyst­kich, którzy natychmiast odpo­wied­zieli na wezwanie do obrony ojczyzny. Ogólnie rzecz biorąc, reakcja na wsi i w mnie­js­zych miastach była znacznie lepsza niż w ośrod­kach krajo­wych i regionalnych.

Oprócz wspom­nianych wyżej admi­nis­tra­cy­jnych i ogól­nych niedo­cią­g­nięć i błędów na szczeblu krajowym, opubli­ko­wane doku­menty dają również stosun­kowo dobry obraz wydarzeń na szczeblu prowincji i gmin. Wiele wydarzeń w raportach bojo­wych nie jest opis­anych wyst­ar­c­za­jąco szcze­gółowo, ale mimo to można zrozu­mieć, gdzie wystą­piły problemy i błędy. Czasami wydarzenie, które było po prostu znane i ważne, nie jest w ogóle wymi­e­niane w raportach. Na przy­kład niek­tóre prze­jścia graniczne zostały zajęte przez JLA bez oporu, mimo że przy wejściach można było ich bronić. Wiele barykad nie było zami­no­wanych ani bronionych, więc nie stano­wiły większej przeszkody dla czołgów JLA. Już pierws­zego dnia wojny w wielu miejs­cach stało się jasne, gdzie dowódcy są zdolni, a gdzie nie mogą nadążyć. Zastępy były potrzebne w kilku kluc­zowych miejs­cach, w tym w największym woje­wództwie z największą liczbą jednostek Wojsk Obrony Tery­to­ri­alnej. Nie było czasu na naukę i adap­tację. Stra­co­nego dnia nie dało się już odzyskać. Oddział JLA, który zbyt łatwo prze­kro­czył niebro­nioną bary­kadę w wąwozie, musiał być następnie utrzymy­wany na otwartej prze­strzeni przy znacznie większym ryzyku. Czołgi, mimo wyraź­nego rozkazu zatrzy­mania ich na początku, wyjechały bez oporu z koszar Vrhnika i siały śmierć w Brniku, gdzie, usta­wieni w pozycji bojowej, nie mogliśmy ich łatwo unieszkod­liwić bez cięż­kiej broni.

Pomimo wszyst­kich niedo­cią­g­nięć, niespó­j­ności w poli­tyce i błędów, Słowenia stra­te­gicznie prze­ważała nad SFRJ i JLA. Głównymi powo­dami zwycięstwa w wojnie o Słowenię były:

1. jasny cel poli­ty­czny, poparty jednością narodu i wyni­kiem plebiscytu.

2. to nie my zlek­ce­waży­liśmy wroga, ale on zlek­ce­ważył nas.

3. nasze jednostki były jedno­rodne i zmoty­wo­wane, podczas gdy jednostki prze­ciw­nika w więks­zości nie były.

4. w porę poczy­ni­liśmy niez­będne i możliwe przy­go­to­wania do obrony.

5. mieliśmy dobre infor­macje o wrogu.

6.Zneutralizowaliśmy prze­wagę wroga w uzbro­jeniu i liczeb­ności, ogra­nic­zając jego manewry.

7. huma­ni­tarne działanie poprzez unikanie ofiar po obu stro­nach, niedy­skry­mi­n­u­jące trak­to­wanie rannych oraz skuteczna działal­ność propa­gan­dowa zmoty­wo­wały oddziały wroga do poddania się.

8. Liczne sukcesy indy­wi­du­alne Wojsk Obrony Tery­to­ri­alnej i jednostek policji od pierws­zego dnia wojny wzmoc­niły Wojska Obrony Tery­to­ri­alnej i podniosły morale wojska i ludności cywilnej.

9. Dobra orga­ni­zacja obrony cywilnej zastą­piła brak cięż­kiej broni przeszkodami.

10. mimo wojny zaopa­trzenie ludności funk­c­jo­no­wało prawie bez zakłóceń, wszystkie gałęzie władzy, z wyjąt­kiem sądow­nictwa, działały sprawnie, a nowe państwo funk­c­jo­no­wało w sposób zadowalający.

Jedność narodu, odwaga jego sił zbro­jnych, silna wola poli­ty­czna koalicji rząd­zącej Demos pod prze­wod­nictwem dr Jože Pučnika oraz inic­ja­tywa wielu indy­wi­du­al­nych dowódców jednostek takty­cz­nych Wojsk Obrony Tery­to­ri­alnej i policji odniosły zwycięstwo w wojnie o Słowenię. Zwycięstwo wynie­sione w swej ostatecz­ności na słoweński Olimp, zwycięstwo ważnie­jsze niż wszystkie bitwy, które nasi przod­kowie stoc­zyli, często kosztem innych, w odmętach niewd­zięcznej historii minionych wieków.

Wojna o Słowenię każdego dnia wydo­by­wała z narodu słoweńs­kiego tysiące boha­terów. Chłopcy i mężc­zyźni prze­zwy­ciężyli strach z miłości do ojczyzny. Chwy­cili za broń, aby bronić swojej ojczyzny, swojej religii i swojego kraju – Słowenii. Wyko­nali świetną robotę. Po zwycięstwie wrócili do ojczyzny. Państwo o nich zapom­niało, ale ojczyzna nie zapomni o nich nigdy. Były to bowiem święte godziny, punkt szczy­towy narodu słoweńs­kiego. Pows­ta­liśmy i przetrwaliśmy.

Minister obrony Janez Janša i minister spraw wewnę­trz­nych Igor Bavčar podczas wojny o Słowenię pod koniec czerwca lub na początku lipca 1991 r., wraz ze spec­ja­l­nymi oddziałami policji; obaj mini­strowie wspólnie kierowali Grupą Koor­dy­na­cyjną (organem) Repu­bli­kańs­kiego Sekre­ta­riatu Obrony Ludowej i Repu­bli­kańs­kiego Sekre­ta­riatu Spraw Wewnę­trz­nych, która opera­cy­jnie kiero­wała obroną Repu­bliki Słowenii przed agresją Jugo­sło­wiańs­kiej Armii Feder­alnej. Dzięki młod­zieńczej energii, śmiałości, odwadze i stra­te­gicznej dale­kowz­ro­cz­ności gene­r­ałowie w Belgradzie zostali przechytrzeni.


Śmier­telny podział narodu spowo­do­wany brato­bó­jczą wojną został prze­zwy­ciężony, przy­najm­niej tymcza­sowo, w momencie uzys­kania niepod­le­głości, dzięki jedno­c­zącej poli­tyce Demosu oraz wiel­kiej cier­pli­wości i duchowi budo­wania państwa ludzi takich jak dr Jože Pučnik; dlatego Słoweńcy wygrali wojnę o Słowenię w 1991 r. (Na zdjęciu: członek Armii Obrony Tery­to­ri­alnej Repu­bliki Słowenii obok prze­ję­tego czołgu Jugo­sło­wiańs­kiej Armii Feder­alnej, na którym powiewa słoweńska flaga narodowa).


A decisive time for the Slovenes

Ninie­jszy tekst napi­sałem 15 maja 2013 roku jako przed­mowę do trze­ciego, uzupeł­nio­nego wydania książki „Premiki – Nasta­janje in obramba slovenske države 1988–1991“ („Ruchy – formo­wanie i obrona państwa słoweńs­kiego 1988–1991“), która cieszy się w Słowenii dużą popu­lar­nością. Zawiera on wiele faktów, których nie znałem pisząc dwa pierwsze numery „Premiki“, a które w istotny sposób uzupeł­niają moje arty­kuły z „Białej Księgi“ i „Wojny o Słowenię“, które mogliście Państwo prze­c­zytać na poprzed­nich stro­nach tego pisma.

Cela izola­cyjna, w której byłem przetrzymy­wany w więzi­eniu wojs­kowym w Metel­kowie latem 1988 r. miała numer 21. Od chwili, gdy mnie tam umies­zc­zono, stra­ciłem swoje nazwisko. Straż­nicy i inni pracow­nicy więzi­enia dzwo­nili do mnie pod ten numer. Kiedy mówili o mnie, używali liczby 21. „Przy­pro­wa­dźcie dwud­zi­estu jeden“ – rozkazał strażnik. Rozkaz brzmiał: „Nie wpro­wadzaj dzisiaj Dwud­zi­estki Jedynki na spacer­niak“, co oznac­zało, że mimo przepisów mówią­cych o prawie więź­niów do półgod­zin­nego spaceru, przez kolejny dzień będę pozba­wiony świeżego powie­trza. „Wstawaj, dwad­zieścia jeden“ – zawołał strażnik o piątej rano. Po miesiącu bez imienia czło­wiek zaczyna myśleć jak liczba. Ale to wszystko działo się w XX wieku, a teraz mamy XXI.

Ostatnie półtorej dekady końca XX wieku było decy­du­jące dla narodu słoweńs­kiego, ale także dla naszego otoczenia i nie tylko dla milionów ludzi. Fakt ten jest dziś znacznie wyraź­nie­jszy niż w czasie pisania książki „Premiki“ – niejako w czasie samych wydarzeń. Nawet dziś, po tylu latach, wydarzenia z tamtego okresu są tak żywe w mojej pamięci, jakby wydar­zyły się wczoraj. Nie muszę nawet zamykać oczu, a sceny drama­ty­cz­nych wydarzeń, spotkań i decyzji same ukła­dają się przed moimi oczami.

Widzę obraz w pełni skon­cen­tro­wanych twarzy kolegów z kwatery głównej słoweńs­kiej obrony, gdzie kilkad­zie­siąt osób stale zarząd­zało i koor­dynowało działania wojs­kowe i obronne w tych gorą­cych letnich tygod­niach 1991 roku. Widzę przed sobą Jože Pučnika, który tuż przed ostatecznym testem tłumaczy kierow­nictwu Demos, że trzy­mamy się decyzji o plebis­cycie i że musimy wytrwać za wszelką cenę. Słyszę w uszach słowa chor­wa­ckiego ministra obrony, który skrus­zonym głosem oznajmia, że ich prezy­dent zarządził jakąś neutral­ność, i wzbiera we mnie wspom­nienie gorz­kiej świa­do­mości, że zosta­liśmy sami. Widzę zdjęcie schwy­tanych żołnierzy korek­cy­jnych usta­wionych w szeregu przed rządem i mies­zankę niedo­wier­zania, ulgi i wybuchu radości, kiedy mówię im, że dostaną cywilne ubrania i będą mogli wrócić do domu. Słyszę gniewny głos dowódcy jednostki Armii Obrony Tery­to­ri­alnej Domžale podczas ćwiczeń wojs­ko­wych na Medve­dnjaku, rzuca­jącego mi pod nogi gazetę z dekla­racją poko­jową, która dopro­wad­ziła niek­tó­rych słoweńs­kich poli­tyków lewi­co­wych i czte­rech członków Naczel­nego Dowództwa do żądania, na kilka miesięcy przed wojną, aby Słowenia nie miała armii. Widzę wielkie rozc­za­rowanie w oczach młodych ludzi z plutonu ochron­nego, kiedy dowied­zieli się, że nasi negoc­ja­torzy w Brioni zgod­zili się zwrócić całą skon­fis­ko­waną broń i uwolnić wszyst­kich schwy­tanych oficerów JLA. Słyszę głosy wojow­ników z bata­lionu Litija w Orle, którzy otoc­zyli mnie i zażą­dali słoweńs­kich mundurów lub przy­najm­niej słoweńs­kich kogutów do swoich czapek. Widzę Igora, który po wybuchu heli­ko­ptera wyciąga karabin snaj­perski, i Tone’a, który zdecy­do­wanym głosem i z kara­binem auto­ma­ty­cznym w ręku wpro­wadza porządek wśród członków różnych oddziałów zajmu­ją­cych pozycje. Znów odczuwam wielką ulgę, gdy ogłas­zają, że w ostat­niej chwili, tuż przed ogło­sze­niem niepod­le­głości, przybył długo ocze­ki­wany statek z bronią. Wyczuwam strach i wielki niepokój w sali pełnej rodziców młodych mężc­zyzn – jest ich około 6 tysięcy, którzy jeszcze kilka tygodni przed wojną odby­wali karę w zakładzie popraw­czym. Wciąż czuję na ramio­nach ciepło zachod­zącego letniego słońca, które towar­zy­szyło nam na Placu Repu­bliki, gdzie w końcu zatrzepo­tała słoweńska flaga bez czer­wonej gwiazdy.

Niepod­le­głość Słowenii w konte­kście przes­unięć na mapie Europy i świata

Okres pomiędzy 1988 a 1992 r. był kluc­zowy nie tylko dla Słowenii. Wiatr zmian wypędził mgłę z całej Europy Środ­kowo-Wschod­niej. Co zrozu­miałe, z dyst­ansu czaso­wego ćwierć­wiecza wiele przy­czyn i skutków ówczes­nych wydarzeń można zrozu­mieć znacznie lepiej niż wtedy. Zarówno kontekst wewnę­trzny, jak i kontekst poli­tyki zagra­nicznej poszc­ze­gól­nych wydarzeń może być znacznie lepiej wyjaś­niony. W szcze­gól­ności zrozu­miały jest teraz wykrzy­knik polskiego dysy­denta, który wkrótce po formalnym upadku komu­nizmu w Polsce powied­ział, że najgorsze w komu­nizmie pod wieloma wzglę­dami było to, co nastą­piło potem.

Wiosną i latem 1989 roku obser­wo­wałem z więzień w Dob i Ig przeło­mowe dla Europy wydarzenia, które zwias­to­wały koniec zimnej wojny i upadek muru berlińs­kiego. Zwycięstwo „Soli­dar­ności“ w skądinąd ogra­nic­z­onych wolnych wybo­rach w Polsce, burz­liwy Zjazd Depu­to­wanych Ludo­wych w Moskwie, histo­ryczne wizyty i spot­kania Gorbac­zowa w Bonn, Waty­kanie, Pekinie, Berlinie i na Malcie (spot­kanie z prezy­dentem USA), Znie­sienie żelaznej kurtyny na granicy węgiersko-austria­ckiej i protesty w miastach NRD miały ogromny wpływ na wydarzenia w byłej SFRJ i oczy­wiście na wydarzenia w Słowenii, która w tym czasie, jako jedna z jugo­sło­wiańs­kich repu­blik socja­lis­ty­cz­nych, znaj­do­wała się w podobnej sytu­acji jak repu­bliki byłego ZSRR. Wydarzenia w Europie zostały częściowo przyć­mione przez masakrę na placu Tiananmen i śmierć irańs­kiego przy­wódcy Chomeiniego, a burz­liwe wydarzenia na świecie doda­wały drama­tyzmu czasom, które obser­wow­a­liśmy z oddali.


Josip Broz Tito, przy­wódca komu­nis­ty­cz­nego rządu terroru i bezpoś­redni orga­niz­ator wymordowania dzie­siątek tysięcy ludzi bez procesu po zakończeniu wojny i rewo­lucji w Jugo­sławii (na zdjęciu uścisk dłoni z Milanem Kučanem w latach 70.), nadal cieszy się względnym szacun­kiem i poważa­niem w całej Europie Południowo-Wschodniej.

Dla nas, więź­niów poli­ty­cz­nych, ocze­ki­wanie, że wiatr zmian ogarnie całą Europę Środ­kową i Wschodnią, było jeszcze większe. Wiosną 1988 roku, kiedy zosta­liśmy ares­z­to­wani przez komu­nis­ty­czną policję poli­ty­czną, a następnie osądzeni w zamkniętym procesie bez prawa do adwo­kata w sądzie wojs­kowym w Lublanie, również w Słowenii wybuchły masowe protesty. Utwor­zono również Komitet Obrony Praw Czło­wieka, który w ciągu dwóch miesięcy rozrósł się do 100 tys. członków.


Kiedy wiosną 1988 r. zosta­liśmy ares­z­to­wani przez komu­nis­ty­czną policję poli­ty­czną (na zdjęciu ares­z­to­wanie Janeza Janšy 31 maja 1988 r.), a następnie osądzeni w zamkniętym procesie bez prawa do adwo­kata przed sądem wojs­kowym w Lublanie, w Słowenii doszło do maso­wych protestów i założenia Komi­tetu Obrony Praw Czło­wieka, który w ciągu dwóch miesięcy rozrósł się do 100 000 członków.

Władze komu­nis­ty­czne obawiały się, że dojdzie do rozruchów, więc na procesie otrzy­ma­liśmy stosun­kowo łagodne wyroki, od roku do czte­rech lat więzi­enia. Mimo protestów społecz­nych, słoweńskie władze komu­nis­ty­czne zdecy­do­wały się na wykonanie wyroków, licząc na to, że przemiany w Europie Środ­kowo-Wschod­niej nie będą miały fatal­nego wpływu na zmianę reżimu w Jugo­sławii i Związku Radzieckim. Opierały się również na ocenie, że Zachód był zanie­po­ko­jony postę­pu­jącym rozpadem Związku Radzieckiego i zwięks­zonym zagroże­niem, jakie stwarzał poprzez gorszą kontrolę nad bronią jądrową, a także obawiał się wybuchu konfliktu etnicz­nego w przy­padku rozpadu SFRJ.

Nadzieja ta okazała się w dużej mierze błędna. W ZSRR i SFRJ doszło nie tylko do formalnej zmiany rządu i wpro­wadzenia gospo­darki rynkowej oraz wolnych wyborów, ale także do rozpadu dwóch impe­riów socja­lis­ty­cz­nych. Rozpad Wiel­kiego Czer­wo­nego Impe­rium był względnie kontro­lo­wany, podczas gdy Małe Czer­wone Impe­rium rozpadło się w ogniu i burzy czystek etnicz­nych i konfliktów zbro­jnych w Bośni i Herce­go­winie, a także w pewnym stopniu w Chor­wacji i ostatnio w Kosowie.

Niem­niej jednak dziś, z perspek­tywy prawie ćwierć­wiecza, możemy stwier­dzić, że wspom­niana nadzieja przy­wódców reżimu komu­nis­ty­cz­nego w Belgradzie i Lublanie nie była całko­wicie bezpod­stawna. Warto zatem przy­jrzeć się bliżej tym podstawom. Bliższe spojrzenie poka­zuje dziś, że istnieje różnica między Lublaną i Moskwą z jednej strony, a stoli­cami innych byłych krajów komu­nis­ty­cz­nych w Europie z drugiej.

Po pierwsze, nadzieje komu­nis­ty­cz­nych aparatc­zyków w Lublanie i Belgradzie opierały się na prze­konaniu o własnej wyjąt­ko­wości. W doktrynie komu­nis­ty­cznej Lublany i Belgradu domi­no­wała wówczas teza, że rewo­lucje komu­nis­ty­czne w ZSRR i SFRJ były auten­ty­czne, a gdzie indziej komu­nizm przy­nieśli na bagnetach żołnierze Armii Czer­wonej. Pomimo Gorbac­zowa i piere­strojki w Związku Radzieckim, komu­n­iści jugo­sło­wiańscy trzy­mali się kurc­zowo tej tezy. Została ona włąc­zona do planu Sztabu Gene­ral­nego JLA o nazwie „Okop“, na podstawie którego JLA przepro­wad­ziła inter­wencję zbrojną w Słowenii, a następnie w Chor­wacji w 1991 roku. Teza ta została również bardzo otwarcie opubli­ko­wana przez jednego z twórców jugo­sło­wiańs­kiego komu­nis­ty­cz­nego aparatu represji po śmierci jugo­sło­wiańs­kiego dykta­tora Josipa Broz Tito, jego byłą prawą rękę i sekretarza Biura Poli­ty­cz­nego CPJ (Komu­nis­ty­cznej Partii Jugo­sławii) oraz sekretarza do spraw wewnę­trz­nych, Stane Dolanca. Jako osobisty przy­ja­ciel czoło­wego słoweńs­kiego poli­tyka komu­nis­ty­cz­nego Milana Kučana, w 1990 r., kiedy Kučan prze­kazał stano­wisko prze­wod­nic­zącego Komi­tetu Central­nego Słoweńs­kiej Partii Komu­nis­ty­cznej swojemu następcy i kandy­dował w wybo­rach na prezy­denta Słowenii, napisał w swojej przed­wy­bor­czej bros­zurze propagandowej:

\Mamy szczęście – a Milan Kučan umiał je w porę wykor­zystać, przy­najm­niej mam taką nadzieję – że w naszym kraju doszło do auto­ch­to­nicznej rewo­lucji, której nie wywołały sowieckie bagnety. Dlatego w naszym kraju jest to coś zupełnie innego niż w Polsce, Czechosło­wacji, Bułgarii, Rumunii czy NRD.“ (Stane Dolanc, Feder­alny Sekretarz Spraw Wewnę­trz­nych SFRJ, w książce Milan Kučan / Igor Savič; Ljub­l­jana: Emonica, 1990) Na początku swojej kariery poli­ty­cznej Stane Dolanc był również założy­cielem i dyrek­torem Poli­ty­cznej Szkoły Dzien­nikarstwa w Lublanie (obecnie FDV, Wydział Nauk Społecz­nych), która działa do dziś, kształcąc poko­lenia dzien­nikarzy bez kryty­cz­nego dyst­ansu do tota­li­tar­nego komunizmu.

Czołowi słoweńscy komu­n­iści i gene­r­ałowie JLA byli prze­konani, że socja­lizm przetrwa jako jedno­par­tyjne rządy w nieco zmoder­ni­zowanej formie i pod nazwą „demo­kra­ty­cz­nego socja­lizmu“ w Jugo­sławii, a przy­najm­niej w Słowenii i Serbii oraz w Związku Radzieckim. Ich prze­konanie opierało się na wiedzy o grun­townej czystce ludności po zwycięstwie rewo­lucji komu­nis­ty­cz­nych w obu krajach. Czystki, które fizy­cznie wyeli­mi­no­wały wszelkie ślady poli­ty­cznej konku­rencji w Słowenii po 1945 roku poprzez masakry, tortury, uwię­zi­enie i wyda­lenie z kraju były co najm­niej tak dokładne, jak podczas najgor­szego stali­now­skiego terroru w ZSRR.

Długo­fa­lowe konse­kwencje brato­bó­jczej wojny w połowie XX wieku

Śmier­telny rozłam w narodzie spowo­do­wany brato­bó­jczą wojną został prze­zwy­ciężony, przy­najm­niej tymcza­sowo, w momencie uzys­kania niepod­le­głości dzięki poli­tyce budo­wania jedności Demosu oraz wiel­kiej cier­pli­wości i duchowi państ­wo­wotwórc­zemu ludzi takich jak dr Jože Pučnik. Jednak czołowym komu­nistom – tym, którzy dopro­wad­zili do tego podziału przy pomocy obcej okupacji – brako­wało szczerej chęci trwałego i skutecz­nego zaleczenia tej histo­rycznej rany. Począt­kowo obie­cu­jący proces pojed­nania zami­enił się w jego prze­ci­wieństwo i zakończył się niech­wal­ebnie pod koniec kwietnia 2013 roku w Stoži­cach, gdzie całe przy­wództwo słoweńskie odśpie­wało w sali Międ­zy­na­r­odówki Komu­nis­ty­cznej, symbol suro­wego kapi­ta­lizmu kolesiowskiego.

Po demo­kra­ty­cz­nych zmia­nach w Słowenii w 1990 r. na obszarze ponad 20 tys. km2 zamieszkałym przez 2 mln ludzi odkryto ponad 600 maso­wych grobów, z których wiele było więks­zych niż te w Srebre­nicy. Ostatni duży masowy grób został odkryty w 2008 roku w opuszc­zonej kopalni Huda jama, 40 km od Lublany. Opuszc­zone szyby kopal­niane zawi­erają tysiące na wpół rozłoż­onych ciał oraz niepo­chowanych szkie­letów męskich i żeńs­kich, w więks­zości bez ran postrzało­wych. W 1945 r. komu­n­iści po prostu żywcem zmia­tali swoje ofiary do opuszc­z­onych szybów kopal­nianych, zamu­ro­wy­wali wejścia i beto­nowali je. Rzec­zy­wiści lub poten­c­jalni prze­ciw­nicy reżimu komu­nis­ty­cz­nego, którzy nie zostali zabici natychmiast po zakończeniu wojny i rewo­lucji komu­nis­ty­cznej, albo uciekli za granicę, albo trafili do komu­nis­ty­cz­nych obozów koncen­tra­cy­jnych i więzień.

Liczba więź­niów poli­ty­cz­nych w Słowenii wzrosła do tysięcy. W latach reżimu komu­nis­ty­cz­nego odby­wały się zain­s­ce­ni­zowane procesy, w których wielu zupełnie niewin­nych ludzi zostało skazanych na śmierć lub długie kary więzi­enia. Ponieważ czystki i masakry były doko­ny­wane przez miejs­co­wych komu­nistów, zwykle w ich własnym środo­wisku, były one dokład­nie­jsze niż te przepro­wad­zane przez żołnierzy sowieckich czy KGB w krajach późnie­js­zego Układu Wars­zaw­skiego. W tym samym czasie wielu ludzi po stronie komu­nis­ty­cznej miało zakrwa­wione ręce. Obawiając się ujaw­ni­enia zbrodni i odpo­wied­zi­al­ności, angażowali w czystki całe rodziny. Nie tylko strach spowo­do­wany tymi działa­niami, ale także fizy­czne niszczenie opozycji poli­ty­cznej umoż­li­wiły długie rządy dykta­tora Tito i jego następców. Następcy ci obli­c­zyli więc w 1989 r., że wszelkie podstawy silnej opozycji zostały w ciągu dzie­sięcioleci zniszczone.

Wyli­c­zyli, że mogą utrzymać się przy władzy nawet w przy­padku formalnie wolnych wyborów. Obli­c­zyli, że tysiące ich członków zrobią wszystko krwa­wymi rękami, aby nie dopuścić do zmiany rządu, a tym samym do rozli­czenia się z przes­złością. Rozpo­c­zęli oni wielką ofen­sywę propa­gan­dową, twier­dząc, że wszystkie dzie­siątki tysięcy, w tym zabite kobiety i dzieci, były kola­bo­ran­tami z nazizmem i faszyzmem. Jeszcze przed formal­nymi zmia­nami przys­tą­piono do prywa­ty­zacji mediów krajo­wych i lokal­nych. Do dziś zachowali niemal całko­witą kontrolę nad nimi. Każdy, kto publi­cznie podnosił kwestię komu­nis­ty­cz­nych czystek i masakr, był natychmiast pięt­no­wany w tych mediach jako sympatyk kola­bo­r­acji i nazizmu.


Z więzień Dob i Ig śled­ziłem najbard­ziej przeło­mowe dla Europy wydarzenia wiosny i lata 1989 roku, które zwias­to­wały koniec zimnej wojny i upadek muru berlińs­kiego: zwycięstwo „Soli­dar­ności“ w częściowo wolnych wybo­rach w Polsce, burz­liwy Zjazd Depu­to­wanych Ludo­wych w Moskwie, histo­ryczne wizyty i spot­kania Gorbac­zowa z przed­sta­wi­cie­lami Zachodu.


Opisana sytu­acja w swoisty sposób tłumaczy często powtar­zaną w latach 90. tezę, że „mur berliński runął po obu stro­nach“. Autorem ninie­jszej rozprawy jest były prze­wod­nic­zący Komi­tetu Central­nego Związku Komu­nistów Słowenii i Repu­bliki Słowenii Milan Kučan (na zdjęciu podczas rozmowy z Sonją Lokar na Kongresie Związku Komu­nistów Jugo­sławii w Belgradzie w styczniu 1990 r.).

Wszystkie te kwestie skła­niają do posta­wi­enia pytania, czy dwie i pół dekady po procesie JBTZ Four w Lublanie, po upadku muru berlińs­kiego w Europie i po włączeniu więks­zości byłych krajów komu­nis­ty­cz­nych Europy Wschod­niej i Środ­kowej do UE i NATO, nadszedł wres­zcie czas na dogłębną ocenę tych przemian, analizę porów­nawczą procesu w każdym kraju i pytanie, jakie wnioski na przy­szłość płyną z sukcesów i porażek tej drogi.

Czy może przeo­c­zy­liśmy coś w głównych ruchach? Czy wyst­ar­c­za­jąco zbada­liśmy przy­c­zyny, które umoż­li­wiły powstanie Srebre­nicy? Czy zada­liśmy sobie pytanie, zarówno w kraju, jak i w całej UE, jak to możliwe, że Miloševič, Mladić i inni byli czołowi jugo­sło­wiańscy komu­n­iści bez wahania wydali rozkaz fizy­cznej ekster­mi­nacji tysięcy ludzi, postę­pując dokładnie według tych samych wzorców, co ich modele w 1945 roku? Jak to możliwe, że ideo­logia zbrodni i kultura śmierci przetrwały do tego stopnia, że po raz kolejny spowo­do­wały śmierć dzie­siątek tysięcy ludzi w środku konty­nentu europejskiego?

Odpo­wiedzi są jaśnie­jsze dla nas wszyst­kich, którzy mieszkają w Słowenii. Josip Broz Tito, właści­ciel komu­nis­ty­cz­nego rządu terroru i bezpoś­redni orga­niz­ator masakr dzie­siątek tysięcy ludzi bez procesu po zakończeniu wojny i rewo­lucji w Jugo­sławii, jest nadal stosun­kowo szano­wany i poważany w całej połud­niowo-wschod­niej Europie. Chociaż jego zbrodnie są pows­zechnie znane, to jednak są uspra­wi­ed­li­wione. Nie można potę­piać zbrodni i jedno­c­ześnie deifi­kować zbrod­niarzy, a prze­cież dzieje się to na naszych oczach. W Moskwie mamy podobny problem, bo nie da się potępić zbrodni Stalina i Lenina, a jedno­c­ześnie deifi­kować obu jako wiel­kich przy­wódców i nadal pozostać wiary­godnym. Denazy­fi­kacja Niemiec położyła podwa­liny pod początki UE. Dekomu­ni­zacja Wschodu jest wciąż przed nami, przy czym szcze­gólnie proble­ma­ty­czne są dwa ośrodki tzw. auten­ty­cznej rewo­lucji komu­nis­ty­cznej. Poko­lenia żyjące dziś w Rosji nie mają prawd­ziwej wiedzy o okresie przed rewo­lucją komu­nis­ty­czną, ponieważ w czasie czystek Lenina i Stalina cała niekomu­nis­ty­czna inte­li­gencja została fizy­cznie zniszc­zona lub wypęd­zona, a potem duża część wyksz­tał­conych komu­nistów również została usun­ięta przez czystki. To samo stało się w Słowenii: Z powodu grun­townych komu­nis­ty­cz­nych czystek w Słowenii przetrwała tylko niewielka część dawnej mies­zc­zańs­kiej inte­li­gencji. Przez długi czas po rewo­lucji dzieci z rodzin niekomu­nis­ty­cz­nych, nawet jeśli przetrwały czystki, nie były dopuszc­zane do zajmo­wania kierow­nic­zych stano­wisk w upańst­wo­wionej gospod­arce czy insty­tuc­jach, mimo ich wiedzy i oczy­wis­tych zdol­ności. Do zatrud­nienia w tak ważnej służbie wyma­gana była przy­na­leż­ność do partii komu­nis­ty­cznej lub Ligi Komunistów.

Konse­kwencje takiej sytu­acji w Słowenii są jeszcze dziś bardzo widoczne. Poniżej wymi­e­niam kilka najważ­nie­js­zych z nich.

Wiosną 2009 roku, kiedy otwarto masowy grób w Huda jama i kamery tele­wizji państ­wowej pokazały wszystkie okro­p­ności skutków komu­nis­ty­cznej zbrodni, prze­wod­nic­zący komu­nis­ty­cznej orga­ni­zacji komba­tanckiej Janez Stanovnik, który był wielo­letnim dyplo­matą w służbie ONZ w okresie SFRJ, powied­ział, że masakry po zakończeniu wojny zostały doko­nane na rozkaz mars­załka Tito. W wyniku tego oświad­czenia wysun­ięto żądania usun­ięcia wszyst­kich pomników i nazw byłego jugo­sło­wiańs­kiego dykta­tora ze słoweńs­kich miast i placów, ale nadal jest ich wiele. Partie obecnej lewi­cowej koalicji rząd­zącej zdecy­do­wanie sprze­ci­wiły się temu żądaniu. Orga­ni­zacja młod­zieżowa wiodącej partii rząd­zącej Socja­l­de­mo­kratów (następ­c­zyni dawnej partii komu­nis­ty­cznej) ówczes­nego premiera Boruta Pahora wydała komu­nikat prasowy, w którym twier­d­ziła, że okres rewo­lucji komu­nis­ty­cznej, w którym doch­od­ziło do maso­wych zbrodni, był dla Jugo­sławii okresem postępu.

Ówczesny prezy­dent Danilo Türk, który został wybrany z popar­ciem lewi­co­wych partii post­komu­nis­ty­cz­nych, zapy­tany w tele­wizji krajowej, jak skomen­tuje odkrycie maso­wego grobu Huda jama z tysią­cami niepo­chowanych ciał, powied­ział, że jest to sprawa drug­or­zędna i nie będzie jej komentował.

Partie lewi­cowe w stolicy Słowenii Lublanie, kiero­wane przez burmi­strza Zorana Janko­viča (blis­kiego przy­ja­ciela byłego komu­nis­ty­cz­nego prezy­denta Słowenii, a później prezy­denta Repu­bliki Słowenii Milana Kučana), zdecy­do­wały więks­zością głosów w radzie miasta, że jedna z głównych ulic Lublany powinna nosić imię byłego dykta­tora Tito. Taka ulica istniała w Lublanie aż do wolnych wyborów w 1990 roku, po których zmie­n­iono jej nazwę. A po 20 latach słoweńskim neokomu­nistom udało się ponownie wykor­zystać imię dykta­tora i dopiero późnie­jsza decyzja Trybu­nału Konsty­tu­cy­j­nego zmazała tę haniebną plamę ze Słowenii.

W czasie, gdy post­komu­n­iści w Lublanie decy­dowali o nadaniu ulicy imienia byłego dykta­tora Tito, Parla­ment Euro­pe­jski przyjął rezo­lucję w sprawie świa­do­mości euro­pe­js­kiej i tota­li­ta­ryzmu, potę­piając wszystkie reżimy tota­li­tarne, skła­dając pokłon ich ofiarom i propo­nując, aby państwa człon­kow­skie ogło­siły dzień 23 sierpnia dniem pamięci ofiar wszyst­kich reżimów tota­li­tar­nych w Europie. W Słowenii rezo­lucja spot­kała się ze zdecy­do­wanym sprze­ciwem rząd­zą­cych sił post­komu­nis­ty­cz­nych. Rząd zapo­wied­ział, że nie będzie obchodził rocz­nicy 23 sierpnia. Niewielka uroc­zy­stość w dniu upamięt­nia­jącym to wydarzenie została zorga­ni­zowana 23 sierpnia 2009 r. przez założone kilka lat temu Centrum Pojed­nania Narodo­wego, ale nie uczest­niczył w niej nikt z rządu ani koalicji rządzącej.

Podobną do PE rezo­lucję przy­jęło w tym roku Zgromadzenie Parla­men­tarne Rady Europy. Jednym z inic­ja­torów przy­jęcia tej rezo­lucji był również członek mnie­js­zości włos­kiej w Parla­mencie Słowenii, Roberto Battelli. Przy­jęciu rezo­lucji, za którą opowied­ziała się zdecy­do­wana więks­zość członków Zgromadzenia Parla­men­tar­nego Rady Europy, towar­zy­szyły niezbyt głośne protesty Moskwy, która nie zgad­zała się na równe trak­to­wanie wszyst­kich tota­li­ta­ryzmów, w tym przy­padku nazizmu i komu­nizmu. Słoweński członek Zgromadzenia Parla­men­tar­nego Rady Europy, Battelli, został poddany ostrej presji i atakom ze strony mediów w kraju, a nawet poja­wiły się apele o jego rezyg­nację. Ponadto Minis­terstwo Spraw Zagra­nicz­nych Repu­bliki Słowenii zdys­t­an­so­wało się od jego działań, wydając ofic­jalne oświadczenie.


Stane Dolanc na początku lat 90. (na zdjęciu w 1986 r. na zjeździe ZKS): „Mamy szczęście – a Milan Kučan umiał je wykor­zystać, mam nadzieję, że przy­najm­niej w porę – że w naszym kraju doszło do auto­ch­to­nicznej rewo­lucji, która nie została wywołana na sowieckich bagnetach. Dlatego sytu­acja tutaj jest czymś zupełnie innym niż w Polsce, Czechosło­wacji, Bułgarii, Rumunii czy NRD.“

Kiedy lewi­cowa koalicja post­komu­nis­ty­czna objęła władzę pod koniec 2008 roku, minister finansów Franci Križanič z partii SD wpro­wadził do swojego gabinetu jako doradcę byłego agenta komu­nis­ty­cznej tajnej policji (SDV) Drago Isajl­o­viča. Isajl­ovič osobiście ares­z­tował Davida Tasiča i mnie w 1988 roku i dlatego był znany jako uoso­bienie komu­nis­ty­cz­nych represji, prześ­la­du­ją­cych dysy­dentów za pomocą wszel­kich niez­będ­nych środków. Isajl­ovič nie miał żadnego real­nego wyksz­tałcenia ani doświad­czenia w dzied­zinie finansów, a minister, który go wówczas zatrudnił, powied­ział, że byli przy­ja­ciółmi od wielu lat.

Słowenia jest jedynym post­komu­nis­ty­cznym państwem człon­kow­skim UE, w którym po upadku muru berlińs­kiego i przemi­a­nach demo­kra­ty­cz­nych na początku lat 90. nie przepro­wad­zono nawet najła­god­nie­jszej formy lustracji, a archiwa byłej policji poli­ty­cznej nie są dost­ępne dla opinii publi­cznej. Partie post­komu­nis­ty­czne upor­c­zywie zapo­bie­gały wszelkim takim próbom; w 1997 r. Zgromadzenie Narodowe Repu­bliki Słowenii głoso­wało nawet jedno­głośnie prze­ciwko przy­jęciu rezo­lucji Rady Europy nr 1096 w sprawie dezin­te­gracji byłych tota­li­tar­nych reżimów komu­nis­ty­cz­nych. Dlatego nawet dziś w Słowenii byli pracow­nicy i współ­pra­cow­nicy komu­nis­ty­cznej tajnej policji, którzy dras­ty­cznie łamali prawa czło­wieka w poprzednim reżimie, nadal pracują na wyso­kich stano­wis­kach w sądow­nictwie, proku­ra­turze, dyplo­macji, gospod­arce, admi­nis­tracji, redak­c­jach mediów, a nawet w tajnych służ­bach. Ostatni przy­wódca partii komu­nis­ty­cznej z okresu przed wolnymi wybo­rami został nawet sędzią konsty­tu­cy­jnym, a jego następca był przez długi czas prze­wod­nic­zącym komi­tetu progra­mo­wego tele­wizji państ­wowej, a dziś jest prze­wod­nic­zącym Komi­tetu Olim­p­ijs­kiego Słowenii.


Widzę Jože Pučnika, który tuż przed ostatecznym testem tłumaczy kierow­nictwu Demosu, że „musimy trzymać się decyzji o plebis­cycie i wytrwać za wszelką cenę“ (na zdjęciu: kierow­nictwo Demosu cies­zące się z sukcesu w plebis­cycie na temat niepod­le­głości Repu­bliki Słowenii w kościele św. Jakuba nad Medvode, 26 grudnia 1990 r.).

Dopiero w czasie kryzysu Europa naprawdę zain­te­re­so­wała się tym, co działo się w Słowenii.

Opisana sytu­acja w swoisty sposób tłumaczy często powtar­zaną w latach 90. tezę, że „mur berliński runął po obu stro­nach“. Autor tej rozprawy, były prze­wod­nic­zący ZKS (Związku Komu­nistów Słowenii) i RS Milan Kučan, wykor­zystał ją do uzasad­nienia swojej obrony tota­li­tar­nego reżimu i sprze­ciwu wobec jakich­kol­wiek zmian, które mogłyby trwale zdemon­tować dzied­zictwo komu­nizmu w Słowenii, na którym opiera się władza post­komu­nistów. Są to trzy filary, czyli ideo­logia, propa­ganda i władza finan­sowa. Para­dok­salnie, dziś następcy i obrońcy reżimu komu­nis­ty­cz­nego są zazwy­czaj najbo­gats­zymi warst­wami w Słowenii. Po wygaś­nięciu trze­ciej kadencji prezy­denta Repu­bliki Słowenii Milan Kučan założył Forum 21, które, poza nieli­cz­nymi wyjąt­kami, skupiało osoby, które w ostat­niej dekadzie stały się niezwykle zamożne i obecnie są właści­cie­lami jednych z najwięks­zych słoweńs­kich firm. Kiedy niek­tórzy zwrócili uwagę na rozbież­ność pomiędzy lewi­cową orien­tacją poli­ty­czną Forum 21 a jego niezwykle boga­tymi człon­kami i zapy­tali Prezy­denta Kučana, gdzie jest reszta robot­ników i prole­ta­ri­uszy, ten cynicznie odpo­wied­ział: „Prole­ta­ri­usze są tam, gdzie zawsze byli. W ich miejs­cach pracy.“

Poprzez działania lewi­co­wych rządów i czer­w­onych mono­poli Słowenia sprytnie prze­my­ciła tę sytu­ację do NATO i UE. Coś podob­nego zewnę­trzni obser­wa­torzy mogli zaob­ser­wować jedynie w Rumunii. Dziś, gdy Słowenia jest codzi­ennie kryty­ko­wana przez insty­tucje euro­pe­jskie za możli­wość bankructwa i zagrożenie stabil­ności wspólnej euro­pe­js­kiej waluty, coraz więcej euro­pe­js­kich aktorów zastanawia się, co się stało z naszym krajem. Co jest z nami nie tak, że tak bardzo zbłądziliśmy?

Europa może istnieć w dłuższej perspek­tywie tylko jako Europa wartości. Insty­tucje są ważne, podobnie jak ogólny postęp. Jednak bez wzmoc­ni­enia podstaw wartości, funda­ment euro­pe­jski jest w dużo większym niebez­pie­c­zeństwie niż bez nowego trak­tatu insty­tuc­jo­nal­nego. Tego faktu nie wolno nigdy przeo­czyć i właśnie przed przys­tą­pie­niem krajów Bałkanów Zachod­nich do UE Unia musi być w stanie wymagać od nowych członków konse­kw­ent­nego pogodzenia się z przes­złością – zarówno ze skra­jnym nacjo­na­lizmem, jak i z ambi­wal­entnym stosun­kiem do przes­tęp­c­zości, czyli z apro­batą dla stoso­wania komu­nis­ty­cz­nych metod fizy­cz­nego niszczenia wroga. Kraje Bałkanów Zachod­nich ocze­ku­jące na przys­tą­pienie do UE, oprócz pojed­nania po star­ciach sprzed Dayton, powinny również pogodzić się z przes­złością, która dopro­wad­ziła do starć, oraz z ideo­logią, według której cel uświęca środki.

Nie wyst­arczy widzieć w Miloše­viču i Mladiču jedynie skra­jnych nacjo­na­listów. Brakuje czegoś, co mogłoby w pełni wyjaśnić niewia­ry­godnie brutalne zbrodnie w Bośni i Herce­go­winie, w Repu­blice Chor­wacji i w Kosowie. Jest to oczy­wiście mies­zanka nacjo­na­lizmu i ideo­logii komu­nis­ty­cznej, produkt końcowy jugo­sło­wiańs­kich akademii komu­nis­ty­cz­nych i wojs­ko­wych, które uczyły, że podsta­wowym celem walki klasowej jest fizy­czne zniszczenie wroga. Ta kombi­n­acja wytwor­zyła narodowy socja­lizm pod koniec XX wieku w innych okoli­cz­nościach, ale z takimi samymi zbrod­nic­zymi konse­kwen­c­jami jak w pierwszej połowie ubie­głego wieku, w czasie, gdy wier­zy­liśmy, że coś takiego nie jest już możliwe. Być może dlatego, że ideo­lo­giczne podłoże nies­zc­zęść na Bałka­nach jakoś pozostało w tle badań. Także dlatego, że potężnym pozostałościom komu­nizmu w regionie Europy Połud­niowo-Wschod­niej bardzo zależało na tym, aby Zachód nie zaczął badać głębs­zych przy­czyn Srebre­nicy i tragedii bałkańs­kiej w ogóle.

Jedno­c­ześnie to, co działo się na Bałka­nach Zachod­nich, wyda­wało się mniej ważne, dramatem na bocznej scenie, który nie będzie miał decy­du­jącego wpływu na sezon teatralny. W istocie upadek muru berlińs­kiego i koniec zimnej wojny oznac­zały również początek globa­li­zacji, powstanie nowych tech­no­logii infor­ma­cy­jnych i komu­ni­ka­cy­jnych oraz ekstre­mizmu reli­gi­j­nego. To ostatnie jest nawet o krok dalej niż destruk­cyjne ideo­logie XX wieku. W faszyzmie, podobnie jak w nazizmie i komu­nizmie, cel uświęca środki, a zbrodnia jest upra­w­nionym środ­kiem do jego osią­g­nięcia. Ekstre­mizm reli­gijny jest potę­go­wany przez fana­ty­czną goto­wość do bezpoś­red­niego poświęcenia życia dla osią­g­nięcia celu. Może to sprawić, że na pierwszy rzut oka wydaje się bard­ziej niebez­pie­czny, podczas gdy w rzec­zy­wis­tości wcale taki nie jest. Rzec­zy­wiście, wydaje się mało praw­do­pod­obne, by można było w ten sposób spowo­dować tyle ofiar i takie zniszczenia cywi­li­za­cyjne, jak to zrobił np. komu­nizm w ZSRR czy SFRJ, czy nazizm w części Europy. Ideo­logia komu­nis­ty­czna stoso­wana w czasie i po rewo­lucji komu­nis­ty­cznej w Jugo­sławii czy w Srebre­nicy dekadę temu mobi­li­zowała sprawców na podstawie ich prze­konania, że krzywda wyrząd­zona innym przy­niesie korzyść im i ich rasie bezpoś­rednio i natychmiast, a nie później, w innym świecie.

Historia pokazała, że o wiele łatwiej jest zebrać tłumy dla bezpoś­red­nich korzyści niż dla bezpoś­red­nich osobis­tych poświęceń. Ale to jest właśnie głębsze sedno niebez­pie­c­zeństwa odrad­zania się ideo­logii tota­li­tar­nych, wśród których komu­nizm na Bałka­nach zawsze łatwo krzyżuje się ze skra­jnym nacjo­na­lizmem. Dopro­wad­ziło to do czystek etnicz­nych i Srebre­nicy. Wynika to jasno z treści prze­mó­wienia sekretarza gene­ral­nego ZZB (Feder­acji Związków Komba­tanckich) Słowenii w Tisje, w którym ponownie groził on maso­wymi zabójstwami.

Książka „Ruchy“ w pewnym stopniu zapo­biegła fałs­zowaniu historii najnowszej

Wydana wiosną 1992 r. książka „Premiki“ („Ruchy“), wraz z podob­nymi pracami innych aktorów słoweńs­kiej niepod­le­głości, przy­najm­niej częściowo zapo­biegła zafałs­zowaniu najnowszej historii i ostatecznej reali­zacji Kuča­nowej tezy o „wielu praw­dach“. To stwier­dzenie, które na pierwszy rzut oka wydaje się dość kate­go­ryczne, jest stosun­kowo łatwe do uzasadnienia.


Od czasu plebis­cytu w grudniu 1990 r. niepod­le­głość jest stale przed­sta­wiana przez partię sił post­komu­nis­ty­cz­nych jako ogólne uspra­wi­ed­li­wienie dla wszel­kiego rodzaju problemów (tutaj podczas wzno­szenia znaku nowego niepod­le­głego państwa euro­pe­js­kiego Repu­bliki Słowenii pod koniec czerwca 1991 r.).

Pierwsze wydanie „Premiki“ ukazało się w czerwcu 1992 r. w rekordowym nakładzie 30 tys. egzem­plarzy, z czego 17 tys. zostało sprze­danych w przeds­prze­daży. Prze­druki sprze­dały się następnie w dodat­ko­wych prawie 40.000 egzem­plarzy w języku słoweńskim, angie­lskim, niemieckim i chor­wa­ckim. Po kilku latach książka została całko­wicie wyprze­dana. Książka wywołała prawd­ziwą burzę medi­alną i poli­ty­czną. Niek­tórzy atakowali ją jeszcze przed wyda­niem, gdyż rękopis został wykrad­ziony z drukarni i rozesłany do krytyków w służbie.

Z jednej strony książka spot­kała się z nads­pod­zie­wanie dużym zain­te­re­so­wa­niem czytel­ników i masową apro­batą. Otrzy­małem setki listów z poch­wałami i podzię­ko­wa­niami. W mediach publi­cz­nych reakcja była jednak mies­zana. Te media, które były nadal lub ponownie całko­wicie kontro­lo­wane przez „prze­jściową lewicę“, publi­ko­wały odpo­wiedzi poli­tyków, którzy byli prze­ciwni niepod­le­głości, więc było logiczne, że były one również prze­ciwne opisowi książki. Poszu­ki­wali nawet poko­n­anych gene­r­ałów i oficerów JLA i pytali ich o opinię na temat książki. „Dnevnik“ z Lublany, gazeta, która zaata­ko­wała słoweński rząd podczas agresji JLA, była liderem w tej grupie. Inne, bard­ziej miłu­jące prawdę gazety czy media (było ich, powiedzmy sobie szcz­erze, więcej niż dziś) publi­ko­wały różne odpowiedzi.


Książka „Premiki“ („Ruchy“) (na zdjęciu trzecie, uzupeł­nione wydanie), opubli­ko­wana wiosną 1992 roku, wraz z podob­nymi pracami innych boha­terów słoweńs­kiej niepod­le­głości, przy­najm­niej częściowo zapo­biegła zafałs­zowaniu najnowszej historii i ostatecznej reali­zacji tezy Kučana o „wielości prawd“.

Doku­menty zawarte w książce mówiły same za siebie i nie były tak łatwo odrzucane. Tutaj zasto­sowali chwyt rzekomej niesto­sow­ności, twier­dząc, że takie doku­menty nie powinny być publi­ko­wane, że to nieładnie itd. Wymyś­lili również tak zwaną aferę podsłuchową, twier­dząc, że ówczesna Służba Infor­macji Bezpie­c­zeństwa (VIS) podsłu­chi­wała członków Prezy­dium Repu­bliki Słowenii i w ten sposób nagrała zdrad­ziecką rozmowę, w której Ciril Zlobec ujawnił tajem­nicę państ­wową doty­c­zącą dokładnej daty i konkret­nych środków niepod­le­głości. To oczy­wiście nie była prawda, ponieważ cała Słowenia wied­ziała, że VIS podsłu­chiwał JLA i służby zagra­niczne, i gdyby Zlobec sam do nich nie zadz­wonił, nie mogliby go złapać.

Podobnie jak w dawnych czasach party­jnych, ruch ten był dysku­to­wany w Prezy­dium Repu­bliki Słowenii, w orga­nach partii będącej następcą KPS, Partii Socja­lis­ty­cznej, oraz LS, poprzed­niczki LDS. Wydały one komu­ni­katy i notatki prasowe potę­pia­jące książkę. Cechą wspólną tych komu­ni­katów było jednak to, że w żadnym z nich nie poja­wiło się ani jedno zdanie z książki. Poja­wiły się jedynie ogól­ni­kowe oskarżenia i pomó­wienia ze strony tych, którzy otwarcie sprze­ci­wiali się działa­niom mającym na celu zapew­nienie słoweńs­kiej niepod­le­głości przy użyciu rzec­zy­wistej siły, a tym samym prze­ciwko samej niepod­le­głości, lub którzy nie wied­zieli dokładnie, co popierać.

Niewiedza niek­tó­rych aktorów wymi­e­n­ionych w pierwszym wydaniu „Premiki“ dopro­wad­ziła do opubli­ko­wania dodat­ko­wych doku­mentów z bezpoś­red­nimi dowo­dami ich postę­powania oraz przed­mowy z wyjaś­ni­en­iami w drugim wydaniu, które szybko podążyło za pierwszym, ponieważ 30 000 egzem­plarzy pierws­zego wydania szybko się sprzedało.

Burz­liwe reakcje poli­ty­czne na książkę „Premiki“ ujaw­niły inną prawdę, dotąd ściśle skry­waną i ukry­waną. Słoweńska niepod­le­głość, a zwłaszcza jej finał, wojna o Słowenię, zjed­no­c­zyła Słoweńców, ale jedno­c­ześnie wyrwała wielki rozłam w pozornie bardzo jedno­rodnym ciele słoweńs­kiej post­komu­nis­ty­cznej lewicy. Gdy przy­chod­ziło do decyzji i działań konie­cz­nych do uzys­kania niepod­le­głości, to głównie kierow­nictwa ich partii wahały się i kalku­lo­wały, ukry­wając to nie tylko przed opinią publi­czną, ale i przed swoimi człon­kami. Duża część ich członków opowied­ziała się za niepod­le­głością, a wielu z nich dzięki inte­gra­cy­jnej poli­tyce Demosu zaczęło pełnić ważnie­jsze funkcje w struk­tu­rach obron­nych. Człon­kowie nie znali jednak treści tajnych rozmów z Marko­viciem na temat obalenia rządu Demosu, o których pisze w swoich wspom­ni­en­iach jego rzecznik, ani nie wied­zieli o machi­n­ac­jach prze­ciwko międ­zy­na­r­odo­wemu uznaniu Słowenii, o których bez zastrzeżeń pisał ówczesny sekretarz międ­zy­na­r­odowy włos­kich socja­listów Piero Fassino. Zdrada Cirila Zlobca, pośrednio wspom­niana w Premi­kach, również wstrząs­nęła wieloma ich zwolennikami.

Czołowi człon­kowie LDS, a później Zjed­no­c­zonej Listy i Prezy­dium Repu­bliki kierowali swój gniew i medi­alny szum prze­ciwko „Premiki“ i jej auto­rowi, głównie po to, by prze­konać swoich członków i sympa­tyków, że czołowi poli­tycy lewicy nie przeszkad­zają w odzys­kaniu niepod­le­głości. Książka „Premiki“ ukazała się w pierwszą rocz­nicę prokla­mo­wania słoweńs­kiej państ­wo­wości, zaraz po przys­tą­pieniu Słowenii do ONZ, w czasie, gdy nawet dla najwięks­zych jugo­sło­wiańs­kich nost­al­gików było jasne, że Jugo­sławia zniknęła, a Słowenia mimo wszystko jest rzec­zy­wis­tością. I jak to zwykle bywa w takich przy­pad­kach, po bitwie każdy był gene­r­ałem i każdy zaczął twier­dzić, że od początku wierzył w ten cel.

Wraz z moimi kole­gami starannie zbieraliśmy reakcje na książkę, ale nie udało się ich wszyst­kich prze­c­zytać. Dopiero po dwóch deka­dach udało mi się w pełni prze­jrzeć zawar­tość pięciu grubych rejes­trów orygi­nałów lub kopii arty­kułów i zapisów na temat „Premiki“. Mimo uważ­nego prze­jrzenia setek zapisów, nigdzie nie znal­azłem poważnej kontro­wersji z kontrar­gu­men­tami, ani jedna teza czy doku­ment z książki nie został w niej obalony.

Ale im bard­ziej „Premiki“ były atako­wane, tym bard­ziej książka była czytana. Ze względu na swoją wartość doku­men­talną szybko stał się źródłem dla krajo­wych i zagra­nicz­nych histo­ryków i publi­cystów piszą­cych o rozpadzie Jugo­sławii i niepod­le­głości Słowenii. Kiedy książka została wzno­wiona w języ­kach obcych, prezen­to­wałem ją również w kilku stoli­cach euro­pe­js­kich, a recenzje ukazały się w wielu euro­pe­js­kich gazetach. Niedawno w Belgradzie ukazała się książka dwóch serbs­kich histo­ryków zaty­tuło­wana „Wojna w Słowenii (Doku­menty Prezy­dencji SFRJ)“, w której również „Premiki“ wymi­e­niane są jako jedno z kluc­zowych źródeł.

Niepod­le­głość i wojna o Słowenię umieściły nas na mapie świata

„Premiki“ dość obszernie trak­tują o przy­go­to­waniu i przepro­wadzeniu obrony Słowenii, choć temat książki jest znacznie szerszy. W książce opubli­ko­wano również cały Podsta­wowy plan zabez­pie­czenia niepod­le­głości Słowenii, który jest moim dziełem i który został zatwier­d­zony przez odpo­wiednie władze w maju 1991 r. jako ofic­jalne wyty­czne dla przy­go­to­wania i reali­zacji obrony; Wojska Obrony Tery­to­ri­alnej Słowenii i policja zope­r­ac­jo­na­li­zowały go za pomocą szeregu doku­mentów wyko­naw­c­zych. Po wojnie wykła­dałem na temat tego planu i przy­go­to­wania słoweńs­kiej obrony w akade­miach wojs­ko­wych, międ­zy­na­r­odo­wych insty­tutach i uniwer­sy­t­etach w Wiedniu, Waszyng­tonie, Londynie, Paryżu, Rzymie, Berlinie, Pradze, Zagrzebiu i innych miejs­cach, ale, co ciekawe, nigdy w słoweńs­kich szkołach wojs­ko­wych lub na kursach po moim zwol­ni­eniu z Minis­terstwa Obrony w marcu 1994 roku. Nie było stamtąd żadnych zapr­o­szeń. Czer­wony monopol był zbyt silny.

Niezwykłe osią­g­nięcia Słowenii, jej całko­wicie nies­kla­sy­fi­kowana obrona i impro­wi­zowane siły zbrojne – najpierw w postaci MSNZ (Mane­w­rowa Struk­tura Ochrony Narodowej), a następnie w postaci Wojsk Obrony Tery­to­ri­alnej i policji – przy­cią­g­nęły uwagę wielu ekspertów i insty­tutów wojs­ko­wych i obron­nych. „Jak to zrobiłeś?“ było najc­zęst­szym pyta­niem. „Jak to było możliwe, że ponad 20.000 członków Armii Obrony Tery­to­ri­alnej i policji, uzbro­j­onych w lekką broń, powstrzy­mało armię dzie­sięcio­krotnie większą od nich, posia­da­jącą ponad 500 czołgów i innych pojazdów opan­cer­z­onych, kilkaset samo­lotów bojo­wych i heli­ko­pterów oraz cały pozostały sprzęt konwen­c­jo­nalnej armii uzbro­jonej po zęby, w samej Słowenii lub w jej bezpoś­rednim sąsiedztwie?“ Więks­zość odpo­wiedzi na te i podobne pytania można znaleźć w książce „Premiki“.

W 2003 roku, gdy Komisja Stosunków Zagra­nicz­nych Senatu USA decy­do­wała o zatwier­dzeniu przys­tą­pienia Słowenii do sojuszu bezpie­c­zeństwa jako najwięks­zego i wiodącego członka Sojuszu Półno­c­no­at­lan­ty­ckiego, prze­wod­nic­zący komisji NATO zwrócił uwagę, że największą zaletą poten­c­ja­l­nego nowego członka jest to, że jest to kraj, który się zdemo­kra­ty­zował, usamod­zielnił i obronił przed znacznie większym mocarstwem, a to doświad­czenie stanowi cenny wkład we wspólne bezpie­c­zeństwo. Ponieważ wymi­enił on również moje nazwisko, słoweńskie media prak­ty­cznie nie infor­mo­wały o tym.


Nie wyst­arczy widzieć w Miloše­viču i Mladiciu (na zdjęciu z Rado­vanem Kara­dži­ciem) jedynie skra­jnych nacjo­na­listów. Brakuje czegoś, co mogłoby w pełni wyjaśnić niewia­ry­godnie brutalne zbrodnie w Bośni i Herce­go­winie, Chor­wacji i Kosowie. Widoczne było połączenie nacjo­na­lizmu i ideo­logii komunistycznej.

Ciągłe bagate­li­zowanie znaczenia niezależności

Takie pode­jście zawsze było raczej regułą niż wyjąt­kiem. Jeszcze przed odzys­ka­niem niepod­le­głości czer­wony monopol propa­gan­dowy starał się ukryć istotę wydarzeń i podwójną grę niek­tó­rych aktorów.

Wiele wydarzeń i wypo­wiedzi zostało prze­milc­z­anych lub znieksz­tał­conych. Inne zostały szcze­gólnie zaak­cen­to­wane. Przei­n­ac­zanie prawdy było częścią codzi­en­nego życia po odzys­kaniu niepod­le­głości. Podsta­wowa wyty­czna brzmiała: wszystko, co kształ­to­wało więks­zościowy system wartości narodu słoweńs­kiego w czasach niepod­le­głości i demo­kra­ty­zacji, w czasach Słoweńs­kiej Wiosny, miało zostać zrela­ty­wi­zowane i ostatecznie nazwane przez swoje przeciwieństwo.

Od czasu plebis­cytu w grudniu 1990 roku niepod­le­głość była stale przed­sta­wiana jako ogólny powód wszel­kiego rodzaju problemów. Z każdym rokiem hasła stawały się bard­ziej bezpoś­rednie i wymowne, aż w 2012 roku, podczas tzw. powstań ludo­wych, byliśmy świad­kami trans­pa­rentów z napi­sami „Od 20 lat jesteśmy okradani“, „Od 20 lat jesteśmy okradani przez korpor­acje i państwo“ czy „20 lat skorum­powanej elity poli­ty­cznej wystarczyło“.

To było tak, jakbyśmy żyli w niebie przed uzys­ka­niem niepod­le­głości i jakby w Słowenii nie było tota­li­tar­nego reżimu, w którym państwo okra­dało ludzi w stu procen­tach, na pewno o wiele bard­ziej niż dzisiaj, nieza­leżnie od wszyst­kich bieżą­cych problemów.

Po przemi­a­nach demo­kra­ty­cz­nych w Słowenii w 1990 r. na obszarze ponad 20 tys. km2 zamieszkałym przez 2 mln ludzi odkryto ponad 600 maso­wych grobów, wiele z nich było więks­zych niż ten w Srebre­nicy (na zdjęciu: szkie­lety zamordowanych w Huda jama).

Od czasu słyn­nego listu Kučana z wiosny 1991 r. próbuje się przed­stawić opór wobec rozbro­jenia Wojsk Obrony Tery­to­ri­alnej i obrony państwa słoweńs­kiego jako handel bronią, a usta­no­wi­enie słoweńs­kich atry­butów państ­wo­wych jako sprawę dla „wyma­zanych“. Przez dwie dekady mani­pu­lacja była tak inten­sywna, że dorasta­jące w tym okresie młode poko­lenia mogły dowied­zieć się o problemie tzw. „wyma­zanych“ z wszel­kiego rodzaju mediów publi­cz­nych co najm­niej dzie­sięć razy więcej niż o wszyst­kich działa­niach, które umoż­li­wiły powstanie państwa słoweńs­kiego. Dzie­sięć lat po jego powstaniu na państ­wo­wych uroc­zy­stościach z okazji Święta Narodo­wego poja­wiły się pierwsze flagi z czer­woną gwiazdą. Począt­kowo nieś­miało, mając świa­do­mość, że stanowią one symbol poko­nanej w wojnie o Słowenię armii agre­sora. Potem coraz bard­ziej agre­sywnie, tak jakby JLA wygrało wojnę. Wśród głównych punktów prele­gentów znal­azło się obowiąz­kowe zdanie, że bez tzw. wojny narodo­wo­wyz­wo­leńczej nie byłoby niepod­le­głej Słowenii. Jakby Słowenia powstała w 1945 r., a nie w 1991 r. Nieza­leż­ność była wyma­zy­wana lub ogra­niczana, gdy ta pierwsza się nie udawała. W czasie rządów „prze­jściowej lewicy“ programy uroc­zy­stości państ­wo­wych z okazji dwóch najwięks­zych słoweńs­kich świąt, Dnia Państ­wo­wości oraz Dnia Niepod­le­głości i Jedności, były w najlepszym wypadku zupełnie puste i nie miały nic wspól­nego z celem święta, w najgor­szym zaś były wręcz pełne otwartej kpiny ze Słowenii i wartości, które zjed­no­c­zyły nas w udanym, wspólnym projekcie niepodległościowym.

Z drugiej strony, prawie żaden tydzień roku nie obył się bez hucz­nych i kosz­townych uroc­zy­stości orga­ni­zowanych przez ZZB, pełnych nien­a­wiści i gróźb pod adresem inno­wierców, tota­li­tar­nych symboli, niszczenia ofic­ja­l­nych symboli państ­wo­wych oraz niele­gal­nego noszenia i ekspo­no­wania broni wojs­kowej. Uczest­nicy tych maso­wych imprez to w więks­zości płatni człon­kowie ZZB, bo około 20 tys. z nich nadal co miesiąc pobiera uprzy­wi­le­jo­wane świad­czenia komba­tanckie, mimo że wielu z nich urod­ziło się po 1945 roku. Przy­wi­leje są prze­ka­zy­wane potomkom jak w księstwie feudalnym. Takie bach­analia, w stylu wieców z najbard­ziej inten­sywnej kampanii Miloše­vicia sprzed ćwierć­wiecza, zwieńczył wiec ZZB w Tisje 24 grudnia 2012 roku, na którym urod­zony dekadę po wojnie sekretarz gene­ralny orga­ni­zacji komba­tanckiej Mitja Klavora znów groził masakrami.

Przez kilka lat po odzys­kaniu niepod­le­głości musieli zwracać medale, tłumacząc, że prawo nie pozwala prezy­den­towi kraju odznaczać Medalem Wolności osób, które nie miały nic wspól­nego z niepod­le­głością, a nawet aktywnie się jej sprze­ci­wiały. Po dzie­sięciu latach zaczęli celowo pracować nad wpro­wadze­niem zamies­zania z symbo­lami. W pięt­nastą rocz­nicę odzys­kania niepod­le­głości wybuchła kontro­wersja na temat formo­wania słoweńs­kiej armii i jej wieku, a w dwud­zi­estą rocz­nicę ówczesny prezy­dent Repu­bliki grzmiał nawet na tzw. bojow­ników o niepod­le­głość, mówiąc, że ta „walka o zasługi“ i prze­jściowe zamies­zanie muszą zostać raz na zawsze zlik­wi­do­wane. Cóż, wyborcy rozpra­wili się z nim jesi­enią 2012 roku, dzięki Bogu. Kulmi­nacja profa­nacji niepod­le­głości, a w szcze­gól­ności słoweńs­kiej armii, nastą­piła tuż przed dwud­zi­estą drugą rocz­nicą, wraz z miano­wa­niem ostat­niego ministra obrony. Wujowie z zaplecza powołali na to stano­wisko czło­wieka, który w 1991 roku nie tylko pośrednio, ale aktywnie, poprzez działania poli­ty­czne i głoso­wania, był prze­ciwny wszelkim środkom obrony Słowenii przed agresją JLA.

\Nie jestem człon­kiem LDS, ale mam takie same myśli i poglądy jak Roman Jakič“, powied­ział pułkownik JLA Milan Aksen­ti­jevic na spot­kaniu, po tym jak razem utrud­niali przy­go­to­wania obronne w najbard­ziej kryty­cznym momencie.

Sprzeciw wobec fałs­zerstw był silny przez cały czas, a „Premiki“ i inne książki osób bezpoś­rednio zaan­gażo­wanych stano­wiły jego mocne wsparcie, ale aktorzy fałs­zerstw stawali się bard­ziej agre­sywni z każdym rokiem, w miarę jak zanikała pamięć poko­lenia, które bezpoś­rednio doświad­c­zyło niepod­le­głości. Każdy, kto wska­zywał na te mani­pu­lacje, był dyskre­dy­to­wany i wyśmie­wany przez media. Nadal agre­sywnie działała sieć dawnej SDV (Państ­wowej Służby Bezpie­c­zeństwa), zatrud­nia­jąca ponad 10 tys. pracow­ników, powiązana z aparatem sądow­niczym i poli­cy­jnym, insty­tuc­jami para­państ­wo­wymi, takimi jak Komisja Anty­ko­rup­cyjna czy Komisarz ds. Infor­macji, oraz prywat­nymi agen­c­jami detek­ty­wis­ty­cz­nymi. Monopol medi­alny „prze­jściowej lewicy“, która z roku na rok pomnie­js­zała znaczenie niepod­le­głości i glory­fi­kowała rewo­lu­cyjne osią­g­nięcia tzw. wojny narodo­wo­wyz­wo­leńczej, po krót­kiej przerwie od 1992 roku tylko się nasilił.

Gdyby nie zachowanie doku­mentów i zapisów sprzed nieco ponad dwud­zi­estu lat, kilku kompet­ent­nych histo­ryków oraz wysiłek bezpoś­rednio zaan­gażo­wanych osób, które napi­sały swoje wspom­ni­enia, opór wobec fałs­zerstw byłby dziś prak­ty­cznie niemoż­liwy. Mniej więcej ci sami aktorzy, którzy chcieli zapo­biec ujaw­ni­eniu dras­ty­cz­nego fałs­zowania historii od 1941 roku i codzi­ennie grzmieli do opinii publi­cznej, że nie wolno dopuścić do żadnego fałs­zerstwa (czytaj: nie dopuszczą do prawdy), z drugiej strony prze­nieśli swoje metody fałs­zowania z reżimu tota­li­tar­nego na okres po odzys­kaniu niepod­le­głości. Broniąc fałs­zerstw z lat 1941–1990, zasto­sowali tę samą metodę w okresie po 1990 r.: codzi­enne pranie mózgów za pośred­nictwem środków maso­wego prze­kazu; podstawą były komen­tarze, sympozja, podręcz­niki i programy szkolne oraz audycje doku­men­talne lub quasi-doku­men­talne. Punktem kulmi­nacy­jnym tej pracy jest z pewnością portret Milana Kučana autorstwa propa­gan­dzistki Mojcy Pašek Šetinc, a nieda­leko od niego znaj­duje się doku­ment o JBTZ, w którym Ljerka Bizilj myje reży­serów naszych ares­z­towań w 1988 roku. Wszystko to jest oczy­wiście opła­cane z pieniędzy podatników.

Inte­re­su­jące będzie obser­wo­wanie reakcji tych i innych autorów w nadchod­zą­cych latach, kiedy to działal­ność histo­ryczna i publi­cy­sty­czna ujawni prze­cież wiele faktów, które niszczenie archiwów w 1989 i 1990 r. oraz wymi­e­n­ione metody propa­gan­dowe starały się ukryć lub przy­najm­niej zataić. Na przy­kład, ostatnia książka Igora Omerza o JBTZ wyraźnie dowodzi, że Milan Kučan i Janez Stanovnik kłamali pod przy­sięgą, kiedy twier­d­zili przed Komisją Śledczą, że nie mieli wiedzy o ares­z­to­waniu Tasiča i moim w maju i czerwcu 1988 roku.

„Premiki“ („Ruchy“) była pierwszą tego typu książką o słoweńs­kiej niepodległości

„Premiki“ to pierwsza tego typu książka o słoweńs­kiej niepod­le­głości. Wkrótce poja­wiły się kolejne, opisu­jące różne szersze lub węższe aspekty tego procesu histo­rycz­nego. Aspekt poli­tyki zagra­nicznej i walki o uznanie na arenie międ­zy­na­r­odowej opisał dr Dimi­trij Rupel, pracę agentów tajnych służb Andrej Lovšin, a stosunki w SFRJ dr Janez Drno­všek. Po ponad dekadzie zaczęły ukazywać się wspom­ni­enia aktorów strony prze­ciwnej, również ciekawa lektura i wiele doku­mentów do porównania.


Ówczesny prezy­dent Danilo Türk, który został wybrany z popar­ciem lewi­co­wych partii post­komu­nis­ty­cz­nych, zapy­tany o to, jak skomen­tuje odkrycie w tele­wizji państ­wowej maso­wego grobu Huda jama z tysią­cami niepo­chowanych ciał, powied­ział, że jest to sprawa drug­or­zędna i nie będzie jej komentował.

Na przy­kład, były serbski członek Prezy­dium SFRJ, Borisav Jovič, opisuje w swoich wspom­ni­en­iach, jak prze­konał Kadi­je­viča o potrzebie mojego ares­z­to­wania lub „usun­ięcia“ wiosną 1991 roku, a jego opisy gry w wiele kart Kučana są również interesujące.

Jeszcze bard­ziej inte­re­su­jąca jest książka prezy­denta SFRJ Raifa Dizdare­viča z 1988 r. „Od śmierci Tito do śmierci Jugo­sławii“, w której ujawnia on m.in. podwójną grę Milana Kučana, Janeza Stanov­nika i innych słoweńs­kich poli­tyków komu­nis­ty­cz­nych tamtego okresu w związku z procesem JBTZ.

Książki poko­n­anych gene­r­ałów JBTZ Veljko Kadi­je­viča, Branko Mamuli i Konrada Kolška w mnie­jszym lub większym stopniu dotyczą uspra­wi­ed­li­wiania klęski i wybie­lania swojej roli w niej. Ich poja­wi­enie się było spowo­do­wane przede wszystkim działal­nością haskiego Trybu­nału do spraw Zbrodni Wojen­nych na tery­to­rium byłej Jugo­sławii, który również zgromadził szereg cennych świa­dectw w swoich mate­riałach dost­ęp­nych na stronie inter­netowej Trybunału.

Speku­lacje na temat niele­gal­nego handlu bronią między Słowenią a Chor­wacją zostały rozwiane dzięki książce „Pamiętnik żołnierza“ Martina Špegelja, chor­wa­ckiego ministra obrony w czasie wojny o Słowenię, w której autor szcze­gółowo opisał pomoc wojs­kową, którą Słowenia bezpłatnie prze­ka­zała Chor­wacji w czasie wojny i po jej zakończeniu.


Po zakończeniu swojej trze­ciej kadencji na stano­wisku prezy­denta Repu­bliki Słowenii Milan Kučan założył w 2004 r. Forum 21, które, poza kilkoma wyjąt­kami, skupiało ludzi, którzy w ostat­niej dekadzie stali się niezwykle zamożni i obecnie są właści­cie­lami jednych z najwięks­zych słoweńs­kich firm.

Wiele nowych doku­mentów poka­zu­ją­cych powią­zania słoweńs­kiej UDBA z czoło­wymi komu­nistami w celu zapo­bieżenia demo­kra­ty­zacji na początku Słoweńs­kiej Wiosny zostało zebranych w zbio­rach doku­mentów i świa­dectw zaty­tuło­wanych „7 lat później“ i „8 lat później“ (oba wydane przez Karan­ta­nija) oraz w publi­kacji „Symbo­li­czne udeko­ro­wanie zbrodni przez prezy­denta“, wydanej przez Nova obzorja. Wres­zcie, dzięki publi­kacji „Wysoka zdrada Słowenii – Rozbro­jenie Armii Obrony Tery­to­ri­alnej RS w maju 1990 r.“ i opubli­ko­wanym w niej doku­mentom, to samo wydaw­nictwo rzuciło światło na ten haniebny akt, który niemal unie­moż­liwił Słowenii uzys­kanie niepod­le­głości i który dr Jože Pučnik i Ivan Oman słusznie nazwali zdradą Słowenii.

Różne orga­ni­zacje komba­tanckie zbierały w poszc­ze­gól­nych woje­wództ­wach i gminach doku­menty i świa­dectwa doty­c­zące przy­go­towań obron­nych i wojny o Słowenię. Najpeł­nie­jsze tego typu osią­g­nięcie osią­g­nęli mieszkańcy Półno­cnej Primorska z anto­logią „Chwała należy do nich wszyst­kich“, wydaną przez Muzeum Goriška.

Działal­ność słoweńs­kiej policji, wówczas Milicji Ludowej, w czasie MSNZ opisana jest w anto­logii „Ukryta niebieska sieć“, a cały okres i działal­ność MSNZ w pracy Albina Miku­liča „Buntow­nicy z rozsądku“.

Speł­nione i niespeł­nione oczekiwania

W „Premi­kach“ też dość nies­kr­omnie próbo­wałem przepowiadać przy­szłość. Niek­tóre przepo­wiednie się sprawd­ziły, inne nie. Nie spod­zie­wałem się, że Słowenia tak szybko uzyska człon­kostwo w UE i NATO. Nie mówiąc już o wpro­wadzeniu euro­pe­js­kiej waluty w ciągu 15 lat. Szcz­erze mówiąc, moje ocze­ki­wania były większe, gdy myślałem o wewnę­trznej trans­for­macji Słowenii w otwarte, wolne i odpo­wied­zi­alne społec­zeństwo. Wier­zyłem, że łatwiej i szyb­ciej osią­gniemy ten cel. Nies­tety, nie speł­niło się. Rozpad starego systemu tota­li­tar­nego nastę­pował powoli, a niek­tóre z mono­poli, narus­zonych w momencie odzys­kania niepod­le­głości, zostały wkrótce przy­wró­cone. Głębsze przy­c­zyny tej sytu­acji opisałem bard­ziej szcze­gółowo na początku tej przed­mowy i przy kilku innych okazjach. W ninie­jszej Przed­mowie w kilku miejs­cach powtór­zono lub stres­zc­zono oceny i ostrzeżenia, które wygło­siłem lub napi­sałem przy różnych okazjach. Niek­tóre z nich z pewnością będą musiały być powtór­zone w przy­szłości, ponieważ nies­tety pozo­staną aktu­alne przy­najm­niej przez jakiś czas.

W 1993 r. Słowenia została człon­kiem Rady Europy, a w 1996 r. Zgromadzenie Parla­men­tarne tej orga­ni­zacji przy­jęło znaną rezo­lucję w sprawie likwi­dacji dzied­zictwa tota­li­tar­nych reżimów komu­nis­ty­cz­nych nr 1096 i wydało drama­ty­czne ostrzeżenia dla nas:

Istnieje wiele niebez­pie­c­zeństw w przy­padku nieu­da­nego procesu trans­for­macji. W najlepszym wypadku zamiast demo­kracji będzie rządzić olig­ar­chia, zamiast rządów prawa – korupcja, a zamiast praw czło­wieka – przes­tęp­c­zość zorga­ni­zowana. W najgor­szym przy­padku rezu­ltatem może być aksa­mitne przy­wrócenie tota­li­tar­nego reżimu, jeśli nie obalenie rodzącej się demokracji.

Dziś prak­ty­cznie wszyscy zgadzamy się, że proces prze­jścia od tota­li­tar­nego reżimu komu­nis­ty­cz­nego do demo­kra­ty­cz­nego, otwar­tego i odpo­wied­zi­al­nego społec­zeństwa w Słowenii nie zakończył się sukcesem. Nadal znaj­du­jemy się w środku czegoś w rodzaju morza czer­wo­nego, kryzysu gospod­ar­c­zego i społecz­nego. Pod przy­krywką inte­resu narodo­wego utrzymy­wano państ­wowy monopol włas­ności, który najpierw wyzys­kiwał słoweńs­kich podat­ników i drenował pensje i emery­tury kraju poprzez pomoc państwa i budżet; po przys­tą­pieniu do UE zrobiono to z pomocą poży­czek poli­ty­cz­nych i z pomocą Banku Słowenii.

Za pomocą tych wypływów pieniędzy podat­ników finan­sowali oni złe decyzje bizne­sowe, utrzymy­wali swój czer­wony monopol w mediach i sądow­nictwie, a poprzez wszystkie trzy utrzymy­wali więks­zościową władzę poli­ty­czną w kraju, nieza­leżnie od obec­nego rządu. To zawsze było trzy­mane w ryzach przez co najm­niej jednego part­nera koalicyjnego.

Do dawnych komisji party­jnych powołano zastępców. W ten sposób mamy komisarza ds. infor­macji, biuro ds. korupcji, a następnie Komisję. Oprócz organów nadzoro­wanych, często do tego samego celu służyły Rzecznik Praw Obywa­tel­skich, Urząd Ochrony Konku­rencji, Agencja Rynku Papierów Wartościo­wych, Trybunał Obrachun­kowy i Bank Słowenii. Wiele insty­tucji państ­wo­wych lub para­państ­wo­wych robiło coś dokładnie odwrot­nego niż to, co miało być ich głównym celem.

Czer­wony monopol w mediach stał się tak oczy­wisty, że bieda, nieopła­cani pracow­nicy, a nawet głodne dzieci w cudowny sposób zniknęły z nagłówków gazet od dnia powołania lewi­co­wego rządu. Kilka dni później gazeta w Lublanie cynicznie napi­sała, że Słowenia ma największą liczbę otyłych dzieci w Europie. Główne kanały tele­wi­zyjne poświęciły dwad­zieścia razy więcej czasu ante­no­wego pode­jrze­niom o kontro­wer­syjne zeznania byłego posła SDS niż pode­jrze­niom o plagiat kandy­data na premiera.

Bogate przy­wi­leje dawnego jedno­par­ty­j­nego kierow­nictwa przy­brały nowe formy dopiero w okresie nieu­danej trans­for­macji. Darowane i spry­wa­ty­zowane domy i mieszkania, renty spec­jalne, emery­tury po 40-tce dla byłych UDBA, świad­czenia komba­tanckie w niek­tó­rych przy­pad­kach przechod­ziły nawet na ich potomków. Zachowanie zdobyczy wojny narodo­wo­wyz­wo­leńczej i rewo­lucji przy­brało więc bardzo konkretną formę inte­resu: zachowania przy­wi­lejów. Przy­wi­leje, które w czasach kryzysu bard­ziej niż kiedy­kol­wiek obciążają dodat­kowo ludzi i przyn­oszą nowe, rażące niespra­wi­ed­li­wości dla więks­zości populacji.

Zachowane i przy­wró­cone mono­pole, znieksz­tałcenie prawdy o niepod­le­głości Słowenii, kryzys społeczny i gospod­arczy – wszystko to jest na pierwszy rzut oka ściśle powią­zane, ale w prak­tyce związek ten jest nier­o­zer­walny. Nie dziwi więc, że były prezy­dent tak otwarcie mówił ostatnio o konie­cz­ności prowadzenia raz na zawsze „poli­tyki zara­biania na nieza­leż­ności“. Aktorzy, którzy w momencie odzys­kania niepod­le­głości prowad­zili podwójną grę, ułat­wiając rozbro­jenie Wojsk Obrony Tery­to­ri­alnej i walcząc z międ­zy­na­r­odowym uzna­niem Słowenii – w okresie po odzys­kaniu niepod­le­głości rozs­zer­zyli tota­li­tarne wzorce zachowań na czasy współc­zesne, a nawet w pewnym stopniu prze­my­cili je do Unii Euro­pe­js­kiej – dosko­nale zdają sobie sprawę, że największą przeszkodą dla ich domi­nacji jest system wartości, centrum wartości Słoweńców, uksz­tał­to­wane w okresie niepod­le­głości. Tak długo, jak to istnieje, duchy przes­złości nie zwyciężą.


Począt­kowo obie­cu­jący proces pojed­nania zami­enił się w jego prze­ci­wieństwo i zakończył się niech­wal­ebnie pod koniec kwietnia 2013 roku w Stoži­cach, gdzie całe przy­wództwo słoweńskie stanęło w sali śpie­wa­jącej Międ­zy­na­r­odówkę Komu­nis­ty­czną, symbol kapi­ta­lizmu kumo­ter­skiego. Nie wspo­mi­nając już o glory­fi­kacji komu­nis­ty­cz­nych rewo­luc­jo­nistów i morderców, takich jak Che Guevara.


69b


Prze­jściowa lewica“, niez­dolna do wyjścia poza te zgubne ramy z powodu przy­wi­lejów i obciążeń ideo­lo­gicz­nych, a często także fizy­cz­nych ojców brat­niej krwi i zagrabionej włas­ności, może jedynie utrzymać swoją ideo­lo­giczną bazę za pomocą zakro­jonej na szeroką skalę machiny propa­gan­dowej, która wymaga wiel­kiego wysiłku i ogrom­nych środków finan­so­wych. Do dziś kontro­luje ona więks­zość słoweńs­kich mediów.

Doktryna na przy­szłość pozostaje niezmieniona

Konsty­tucja Słowenii zawiera tekst przy­sięgi, którą skła­dają wszyscy najwyżsi urzęd­nicy państ­wowi po wybo­rach. W przy­siędze zobo­wią­zują się „szanować Konsty­tucję, działać zgodnie z własnym sumie­niem i pracować ze wszyst­kich sił dla dobra Słowenii“. Test, dzięki któremu możemy sprawdzić, czy działanie, zachowanie lub program jednostki, grupy, partii poli­ty­cznej lub opcji poli­ty­cznej jest rzec­zy­wiście zgodny z przy­sięgą konsty­tu­cyjną, jest prosty.

Jeśli jednostka, grupa, partia lub opcja poli­ty­czna podkreśla i uwypukla wartości, wydarzenia i osią­g­nięcia słoweńs­kiej niepod­le­głości, które umieściły nas na mapie świata i wokół których Słoweńcy zjed­no­c­zyli się jak nigdy dotąd w swojej historii, to działa zgodnie z tekstem i duchem przy­sięgi konstytucyjnej.

Ale kiedy jednostka, grupa, partia lub opcja poli­ty­czna wysuwa na pierwszy plan wydarzenia i czasy, które podzieliły i zniszc­zyły nas jako naród, wtedy działa wbrew teks­towi i duchowi przy­sięgi konsty­tu­cy­jnej. Nie było bard­ziej niszc­zy­cielskiego okresu dla narodu słoweńs­kiego niż brato­bó­jcza rewo­lucja komunistyczna.

Ten oczy­wisty fakt jest niez­atartą prawdą histo­ryczną. Prze­jściowa lewica“, niez­dolna do wyjścia z tych zgub­nych ram z powodu przy­wi­lejów i obciążeń swoich ideo­lo­gicz­nych i często fizy­cz­nych ojców z brat­erską krwią i ukrad­zionym mająt­kiem, może jedynie utrzymać swoją ideo­lo­giczną bazę za pomocą zakro­jonej na szeroką skalę machiny propa­gan­dowej, która wymaga wiel­kiego wysiłku i ogrom­nych środków finan­so­wych. Ponieważ ten typ ideo­logii nie jest w stanie stworzyć warunków do twor­zenia nowych wartości, despe­racko potrze­buje władzy, kontroli nad budżetami, bankami państ­wo­wymi, mono­polami państ­wo­wymi, poży­cz­kami zagra­nicz­nymi, a poprzez wszystkie te instru­menty – ostatecznie pieniędzy podatników.

Prowadzenie państwa wbrew centrum wartości narodu i państwa słoweńs­kiego, czy też utrzymy­wanie sprze­cz­nego skądinąd logicznie twier­dzenia Kučana, że istnieje wiele prawd – co w prak­tyce oznacza, że ta głos­zona przez większe i potęż­nie­jsze głoś­niki powinna natu­ralnie zwyciężyć – kosz­to­wało do tej pory młode państwo słoweńskie setki utra­conych możli­wości rozwoju, dzie­siątki tysięcy miejsc pracy i zmar­nowanych szans na życiowy sukces jednostek. Obciążyła ona obecne i wiele przy­szłych pokoleń długiem zagra­nicznym, który już w tym momencie nomi­nalnie prze­kracza cały dług byłej SFRJ.

Głoś­niki jednak nadal grają kata­stro­ficzną melodię, mimo że pieniądze w końcu się kończą i mimo że najwyższy czas, aby kierow­nictwo państwa powróciło do wartości, które je stworzyły.

Zawsze, gdy doch­odzi do tak ekstre­mal­nego momentu w historii, nastę­pują zmiany. Ruchy.



Janez Janša, Premier Repu­bliki Słowenii

Premier Słowenii Janez Janša:
Słowenia, moja ojczyzna

W historii każdego narodu istnieje ściśle okreś­lony moment, który pozwala narodowi stać się suwe­rennym, własnym panem na własnej ziemi. Taki moment odzwier­ciedla pozy­tywne nasta­wi­enie więks­zości obyw­ateli lub członków narodu. Taki moment stanowi centrum wartości narodu. Dla nas, Słoweńców i obyw­ateli Repu­bliki Słowenii, jest to moment uzys­kania niepodległości.

W tym roku mija trzyd­zieści lat od spot­kania koalicji Demos w dniach 9 i 10 listopada 1990 r. w Poljče, gdzie podjęto histo­ryczną decyzję o wezwaniu do przepro­wadzenia refe­rendum w sprawie niepod­le­głości Słowenii. Decyzja Demos w sprawie Poljče była prawi­dłowa, zdecy­do­wana i stanowcza. Decyzja ta nie była jednak oczy­wista. Wyma­gało to odwagi. Została ona podjęta w czasie, gdy inni przy­wódcy poli­ty­czni waha­liby się i zastana­wiali, po raz kolejny zaprzepaszc­zając histo­ryczną szansę narodu słoweńs­kiego. Kto wie, kiedy, jeśli w ogóle, taka okazja nadarzy się ponownie. Dlatego serde­cznie dzię­kuję tym wszystkim, którzy w tym listopa­dowym dniu odłożyli na bok wszelkie wątpli­wości i obawy i zdecy­dowali o tym, co było słuszne i najbard­ziej potrzebne w tamtym czasie. Decyzja ta została później wzmoc­niona przez jedno­lite poro­zu­mienie poli­ty­czne w sprawie przepro­wadzenia plebis­cytu na temat niepod­le­głości Słowenii.

Dzień plebis­cytu, 23 grudnia 1990 roku, na zawsze zapisze się w historii Słowenii jako dzień szcze­gólny. Przy frekwencji wynos­zącej 93,2%, 95% z nas głoso­wało za niepod­ległą Słowenią. Naród zrozu­miał wyjąt­ko­wość tej histo­rycznej chwili i w ten sposób udowodnił swoją dojr­załość, mądrość i goto­wość do stania się wolnym, suwe­rennym państwem. Był to jedyny okres w historii, kiedy naród słoweński naprawdę kształ­tował swój własny los.

Sześć miesięcy później, 25 czerwca 1991 r., po burz­li­wych debatach i głoso­wa­niach nad usta­wami niepod­le­głościo­wymi, z których najważ­nie­jsze przeszły zaledwie kilkoma głosami niewie­l­kiej więks­zości Demosu, Słoweńskie Zgromadzenie Narodowe uchwa­liło wyma­ganą więks­zością dwóch trze­cich głosów Ustawę Konsty­tu­cyjną wpro­wad­za­jącą w życie Kartę Konsty­tu­cyjną o suwe­ren­ności i niepod­le­głości Repu­bliki Słowenii, na mocy której Słowenia prze­jęła na swoim tery­to­rium kompe­tencje dawnej Feder­acji. Słowenia stała się niepod­le­głym i suwe­rennym państwem. Nie było drogi odwrotu, choć Jugo­sło­wiańska Armia Ludowa agre­sywnie próbo­wała zagrodzić drogę do nowego życia.

Musie­liśmy natychmiast bronić wolności naszego narodu, chwy­tając za broń. W tych tygod­niach, dniach i godzi­nach w czerwcu i lipcu 1991 r. stawką było wszystko. Nieza­leżna i euro­pe­jska przy­szłość dla Słoweńców, system demo­kra­ty­czny, nasza religia i nasze prawo, dobrobyt i nasze życie. Były to dni, kiedy w maju 1990 roku rozbro­j­onym ludziom udało się ponownie stanąć w obronie swoich praw, ogłosić niepod­ległą Słowenię i stanowczo prze­ciw­stawić się agresji Jugo­sło­wiańs­kiej Armii Ludowej.

W tamtych dniach niewielki procent Słoweńców, którzy przy ogromnym wsparciu narodu chwy­cili za każdą dost­ępną broń i wraz z cywilną obroną stawili czoła piątej najsil­nie­jszej armii w Europie, doko­nali dzięki swojej odwadze rzeczy niemoż­liwej i napi­sali ostatni akt przeksz­tałcenia narodu słoweńs­kiego w państwo. Odwaga Słoweńców była podzi­wiana przez cały świat w tamtym czasie. Przed­sta­wi­ciele najpo­tęż­nie­js­zych państw świata, którzy jeszcze na kilka dni przed wojną twier­d­zili, że nigdy nas nie uznają, zmie­nili zdanie dzięki naszej odwadze. Mimo sprze­ciwu części lewicy wobec naszej rzec­zy­wistej niepod­le­głości, naród był zjed­no­c­zony. Zjed­no­czeni jak nigdy wcześ­niej i bardzo odważni.

Jedność narodu, odwaga jego sił zbro­jnych, silna wola poli­ty­czna koalicji rząd­zącej Demos pod prze­wod­nictwem dr Jože Pučnika oraz inic­ja­tywa wielu indy­wi­du­al­nych dowódców jednostek takty­cz­nych Obrony Tery­to­ri­alnej i policji przy­ni­osły zwycięstwo w wojnie o Słowenię. Zwycięstwo wynie­sione w swej ostatecz­ności na słoweński Olimp, zwycięstwo ważnie­jsze niż wszystkie bitwy stoc­zone przez naszych przodków, często nies­tety dla innych, w wirze niewd­zięcznej historii minionych wieków.

Wojna o Słowenię ujaw­niła każdego dnia tysiące boha­terów w narodzie słoweńskim. Chłopcy i mężc­zyźni, którzy z miłości do ojczyzny poko­nali strach. Chwy­cili za broń, aby bronić swojej ojczyzny, swojej religii i swojego kraju. Słowenia. Wyko­nali świetną robotę.

Paraf­ra­zując słynny cytat Wins­tona Chur­chilla po Bitwie o Anglię, możemy powied­zieć, że nigdy w historii narodu słoweńs­kiego tak wielu ludzi nie zawd­zięc­zało tak wiele garstce swoich rodaków.

Po zwycięstwie wrócili do swoich domów. Państwo może często o nich zapom­niało, ale ojczyzna nigdy. To był przeło­mowy moment, wielka oda do narodu słoweńs­kiego. Pows­ta­liśmy i dzięki ich odwadze wygraliśmy.

Ale nies­tety byli też tacy, którzy padli ofiarą tej wojny. Jesteśmy wdzięczni tym wszystkim, którzy oddali najcen­nie­jszy dar – swoje życie – aby zrea­li­zować marzenie narodu. I pielęg­nu­jemy ich pamięć z pełnym uznaniem.

Kiedy patrzymy wstecz na naszą podróż, na wszystko, co osią­g­nę­liśmy jako naród w ciągu tych dwud­zi­estu dzie­więciu lat, co dla kraju jest naprawdę krótkim okresem, możemy być dumni. Osią­g­nę­liśmy wiele, ale stra­ci­liśmy też wiele szans. Po części dlatego, że pozwo­li­liśmy odzyskać władzę starym żalom, nien­a­wiściom, cynicz­nemu dyst­an­sowi i podziałom. Bo dobro, które jest w każdym z nas, pozostało nieme, gdy zło po raz kolejny rozpo­c­zęło swój marsz i zaha­mo­wało twórczy entuzjazm.

Ale próby, które życie rzuca na nas raz po raz uczą nas, że jesteśmy silni tylko wtedy, gdy jesteśmy połączeni i zjed­no­czeni. Że tylko w jedności jako naród i jako społec­zeństwo możemy iść naprzód i prze­zwy­ciężać nawet najtrud­nie­jsze prze­ciw­ności. Nasze ostatnie doświad­czenia w walce z koro­na­wirusem tylko to potwier­d­ziły. Pomimo podzie­lonej poli­tyki, jak to miało miejsce na naszej drodze do niepod­le­głości, byliśmy w stanie wygrać pierwszą bitwę z wirusem jako naród, który zrozu­miał, że nasze zdrowie jest niezas­tą­pione, niepod­zielne i równie bezcenne dla wszyst­kich. Wierzę, że wspólnie, poprzez odpo­wied­zi­alne działania, możemy pokonać wszelkie dalsze ogniska zakażenia. Ponadto chciałabym prze­kazać moje szczere kondo­lencje i wyrazy współc­zucia przy­ja­ci­ołom i rodzinom wszyst­kich osób zmarłych z powodu koronawirusa.

Z okazji urodzin naszej ojczyzny spog­lądam wstecz na drogę, którą prze­by­liśmy i mam nadzieję, że częściej będziemy sobie uświa­da­miać, jak wielkim zaszc­zytem i przy­wi­lejem jest to, że mogliśmy zrea­li­zować marzenie o niepod­le­głym państwie dzięki naszej decyzji i uspra­wi­ed­liwić poświęcenia, wysiłki, pracę i modlitwy wielu pokoleń Słoweńców.

Mam nadzieję, że postrz­egamy nasz niepod­legły kraj jako wielki dar i szansę dla wszyst­kich, aby uczynić go naszym własnym, dbać o niego i robić wszystko, co w naszej mocy, każdy na swój sposób. Tak jak troszc­zymy się o ludzi, których nosimy w naszych sercach.

Mam nadzieję, że odkąd nasza wspólna decyzja podjęta w plebis­cycie stała się rzec­zy­wis­tością w postaci suwe­ren­nego i niepod­le­głego państwa, nigdy więcej nie powiemy, że nic nie da się zrobić. Że nic nie można zmienić. Siła zjed­no­c­zo­nego narodu jest siłą nie do powstrzy­mania. Kiedy jest zjed­no­c­zony wokół szla­chet­nego celu, całe stwor­zenie pomaga mu na drodze do jego realizacji.

Mam nadzieję, że w wyniku nadzwy­c­za­jnych wydarzeń, które miały miejsce pod koniec 1990 r. i w pierwszej połowie 1991 r., a które nie miały prece­densu w naszej dotych­cza­sowej historii, nigdy się nie poddamy. Że będziemy mogli pozostać w kontakcie z tym czasem, który z siłą pokonu­jącą wszelkie przeszkody dopro­wadził do narodzin niepod­le­głego i suwe­ren­nego państwa w tym przeło­mowym momencie. Jest to centrum wartości narodu słoweńs­kiego, w którym od początku jego istni­enia jednoczą się twórcze, duchowe i mate­ri­alne siły narodu.

Mam nadzieję, że zawsze będziemy czerpać naszą siłę i krea­tyw­ność z tego centrum wartości. Że w nim znajdziemy schro­nienie po burzach i spokój po próbach. Abyśmy pozos­tali jednością z nią i z sobą nawzajem.

Mam nadzieję, że dla uczczenia tej największej rocz­nicy flaga Słowenii będzie dumnie powiewać z każdego domu w naszej ukochanej ojczyźnie. Abyśmy w nadchod­zą­cych letnich dniach odkryli ukryte piękno naszej ziemi i uświa­do­mili sobie, jak bardzo jest ona magiczna. Przy dźwię­kach dzwonów, danych przez Boga. Stworzony dla nas. Wszyst­kiego najlepszego z okazji urodzin, Słowenio!

Moje szczere gratu­lacje z okazji dnia państwowości.


W Nied­zielę Palmową, 8 kwietnia 1990 r., w Słowenii odbyły się pierwsze demo­kra­ty­czne wybory od czasów II wojny świa­towej. Druga tura głoso­wania odbyła się 22 kwietnia 1990 r. (na zdjęciu: prze­wod­nic­zący Demos Jože Pučnik podczas głosowania).

Pierwszy demo­kra­ty­cznie wybrany słoweński rząd po II wojnie świa­towej został zatwier­d­zony przez Zgromadzenie Repu­bliki Słowenii 16 maja 1990 roku. Głównym celem rządu Demos była niepod­le­głość Repu­bliki Słowenii.


Decyzja o przepro­wadzeniu plebis­cytu w sprawie niepod­le­głości Repu­bliki Słowenii została podjęta pod prze­wod­nictwem dr Jože Pučnika na konfe­rencji Klubu Depu­to­wanych Demos w Poljče w dniu 9 listopada 1990 roku. Termin plebis­cytu został wyznac­zony na 23 grudnia 1990 roku.


W dniu plebis­cytu 23 grudnia 1990 roku 1.289.369, czyli 88,5 procent upra­w­nionych do głoso­wania, zaznac­zyło na karcie do głoso­wania słowo TAK, co oznac­zało, że opowia­dają się za niepod­ległą Repu­bliką Słowenii (na zdjęciu: prze­wod­nic­zący rządu niepod­le­głościo­wego Demos Lojze Peterle).

W dniu 25 czerwca 1991 r. na uroc­zystej sesji Zgromadzenie Repu­bliki Słowenii przy­jęło doku­menty niepod­le­głościowe, na podstawie których słoweńskie organy repu­bli­kańskie zaczęły przej­mować funkcje rozpa­da­jącej się Socja­lis­ty­cznej Feder­a­cy­jnej Repu­bliki Jugosławii.

Uroc­zysta prokla­macja niepod­le­głości Repu­bliki Słowenii odbyła się 25 czerwca 1991 r. na Placu Repu­bliki. Słowenia stała się niepod­le­głym i suwe­rennym państwem. Nie było już odwrotu, ponieważ droga do nowego życia została natychmiast zablo­ko­wana przez agresję JLA.


Agresja na Słowenię została przepro­wad­zona przez jednostki JLA i koman­dosów w dniach 26 i 27 czerwca 1991 r. (na zdjęciu: pene­tracja jednostek JLA w kierunku prze­jścia granicz­nego z Włochami w dniu 27 czerwca 1991 r.), jednak szybko napot­kały one silny opór słoweńs­kich sił zbro­jnych bronią­cych zaata­ko­wanej ojczyzny – Repu­bliki Słowenii.


Każdego dnia wojna o Słowenię wydo­by­wała z narodu słoweńs­kiego tysiące boha­terów, chłopców i mężc­zyzn, którzy prze­zwy­ciężyli strach z miłości do ojczyzny. Chwy­cili za broń, aby bronić swojej ojczyzny, swojej wiary i swojego kraju – Słowenii. Wyko­nali świetną robotę (na zdjęciu: członek Wojsk Obrony Tery­to­ri­alnej Repu­bliki Słowenii na skon­fis­ko­wanym czołgu JLA).

Życzę, aby z okazji naszego najwięks­zego święta słoweńskie flagi dumnie powie­wały na cześć naszej ukochanej ojczyzny, abyśmy w nadchod­zą­cych letnich dniach odkryli jej ukryte dotąd piękno i uświa­do­mili sobie, jak bardzo jest magiczna. Zrod­zony w dźwięku dzwonów, danych przez Boga. Stworzony dla nas. Wszyst­kiego najlepszego, Słowenia!


Skróty:

CK ZKS Centralni komite Zveze komu­nistov Slovenije Komitet Centralny Związku Komu­nistów Słowenii
DEMOS Demo­kra­tična opozi­cija Slovenije Demo­kra­ty­czna Opozycja Słowenii
DZ-RS Državni zbor Zgromadzenie Narodowe
JBTZ afera JBTZ (proces proti četve­rici: Janša, Borštner, Tasić, Zavrl) Afera JBTZ (proces prze­ciwko kwar­te­towi: Janša, Borštner, Tasić, Zavrl)
JLA = JNA Jugo­slo­vanska ljudska armada (slov.) = Jugo­slo­venska narodna armija (serb.-croat.) Jugo­sło­wiańska Armia Ludowa
KPJ Komu­nis­tična partija Jugo­s­la­vije Jugoslavije Komu­nis­ty­czna Partia Jugosławii
LDS Libe­ralna demo­kra­cija Slovenije Libe­ralna demo­kracja Słowenii
LS Libe­ralna stranka Partia Libe­ralna [poprzednik LDS]
MSNZ Mane­vrska struk­tura nacio­nalne zaščite Struk­tura mane­wrów obrony narodowej
NOB Narodno oslo­bo­di­lačka borba Wojna narodo­wo­wyz­wo­leńcza
OVS Obvešče­valna in varnostna služba Minis­trstva za obrambo Służba Wywiadu i Bezpie­c­zeństwa Minis­terstwa Obrony
RŠTO Repu­bliški štab za teri­to­ri­alno obrambo Kwatera Główna Repu­bli­kańs­kiej Obrony Terytorialnej
SD Socialni demo­krati Socja­l­de­mo­kraci
SDV = SDB Služba državne varnosti (slov.) = Služba državne bezbednosti (serb.-croat.) Państ­wowa Służba Bezpie­c­zeństwa, tajna policja komunistyczna
SFRJ Socia­lis­tična fede­ra­tivna repu­blika Jugoslavija Socja­lis­ty­czna Feder­alna Repu­blika Jugosławii
TO Teri­to­ri­alna obramba Obrona tery­to­ri­alna
RS Repu­blika Slovenija Repu­blika Słowenii
UDBA Uprava državne varnosti (slov.) = Uprava državne bezbednosti (serb-croat.) Państ­wowa Admi­nis­tracja Bezpieczeństwa
VIS Varnostno-infor­ma­tivna služba Służba bezpie­c­zeństwa i informacji
ZKS Zveza komu­nistov Slovenije Związek Komu­nistów Słowenii
ZKS-SDP Zveza komu­nistov Slove­nije – Social­de­mo­k­ratska stranka Związek Komu­nistów Słowenii – Partia Socja­l­de­mo­kra­ty­czna [poprzednik socjaldemokratów]
ZZB Slove­nije Zveza združenj borcev za vred­note NOB Slovenije Związek Stowar­zy­szeń Komba­tantów Narodo­wych Sił Obron­nych Słowenii

Kommentieren Sie den Artikel

Bitte geben Sie Ihren Kommentar ein!
Bitte geben Sie hier Ihren Namen ein