Miklós Szánthó: „Dziś wrogowie libe­ra­lizmu są przy­ja­ciółmi demokracji“

Miklós Szánthó · Foto: Magyar Nemzet

Bogdan Sajovic

Miklós Szánthó jest dyrek­torem Węgier­skiego Centrum Praw Podsta­wo­wych. Rozma­wia­liśmy m.in. o popraw­ności poli­ty­cznej, mark­sizmie kultur­owym, mediach i migracji.

DEMOKRACJA: Jaki jest cel i zadania waszego instytutu?

Szánthó: Centrum Praw Podsta­wo­wych jest jedynym węgier­skim konser­wa­tywnym think tankiem, który zajmuje się kwestiami publi­cz­nymi i prawem konsty­tu­cy­jnym. Nies­tety, główny nurt myśli praw­niczej, podobnie jak cały zachodni dyskurs publi­czny, jest zdomi­no­wany przez postę­pową inter­pret­ację, która stara się przed­stawić każdą kwestię prawną jako kwestię praw czło­wieka. Na pierwszy rzut oka może to brzmieć dobrze, ale kiedy uświa­do­mimy sobie, że za tą inter­pret­acją kryją się wysiłki zmier­za­jące do przeksz­tałcenia niemal każdego ludzkiego pragni­enia w egze­kwow­alne prawo czło­wieka, które wiązałoby więks­zość społec­zeństwa i samo państwo, powinno to brzmieć przer­aża­jąco. Weźmy pod uwagę gende­rowy szał: coraz więcej krajów zachod­nich odwraca się od konwen­c­jo­nal­ności i albo uznaje „trzecią“ lub „neutralną“ płeć w doku­men­tach tożsa­mości, albo ma programy w edukacji publi­cznej, które do tego zachę­cają. W swojej pracy publi­cznej, bada­niach i analizach Centrum jest zdeter­mi­no­wane, by prze­ciw­stawić się poli­ty­cznej popraw­ności i funda­men­ta­liz­mowi praw czło­wieka oraz bronić zdro­wego rozsądku, wartości narodo­wych i chrześcijańskich.

DEMOKRACJA: Czy współ­pra­cuje Pan również z podobnie myślą­cymi ludźmi za granicą? Czy możesz podzielić się z nami swoimi planami na przyszłość?

Szánthó: Chociaż od pewnego czasu utrzy­mu­jemy stosunki dwus­t­ronne z orga­ni­za­c­jami zagra­nicz­nymi, to dopiero w ostatnim roku położy­liśmy szcze­gólny nacisk na współ­pracę międ­zy­na­r­odową (nie ponad­na­r­odową). Takie jest również pode­jście (Soro­sow­skiego) Open Society, które w ten sposób buduje swoją sieć od dzie­sięcioleci. W ubie­głym roku podpi­sa­liśmy umowę part­nerską z Ordo Iuris, polskim insty­tutem prawnym, i chcie­li­byśmy rozs­zerzyć tę współ­pracę na poziom regio­nalny. Obecnie prowad­zimy rozmowy z kilkoma konser­wa­tywnymi orga­ni­za­c­jami w kilku krajach euro­pe­js­kich i jesteśmy otwarci na wszyst­kich, którzy podzielają nasze wartości. W Europie Środ­kowej łączy nas wspólna przes­złość, ale także wspólna przyszłość.

DEMOKRACJA: Niedawno węgierska opozycja zagro­ziła dzien­nikarzom konser­wa­tywnych mediów, że po dojściu do władzy zostaną pozba­wieni prawa wyko­ny­wania zawodu. Czy ktoś z Bruk­seli lub z międ­zy­na­r­odo­wych stowar­zy­szeń dzien­nikarzy potępił te groźby, a jeśli nie, to dlaczego?

Szánthó: Być może nie jest to zbyt zaska­ku­jące, ale odpo­wiedź brzmi „nie“, chociaż poin­for­mow­a­liśmy o tym insty­tucje UE w liście otwartym. Gdyby podczas węgier­skiej konfe­rencji prasowej libe­ralny dzien­nikarz został popr­os­zony o zada­wanie krót­kich pytań, w Bruk­seli wybuchłby „skandal wszyst­kich skan­dali“, ale teraz, gdy opozy­cyjna skra­jnie lewi­cowa koalicja zagro­ziła zakazem wyko­ny­wania zawodu przez dzien­nikarzy, których nie lubi, a nawet zapro­po­no­wała „rwan­dy­jski odwet“, panuje głucha cisza. Z drugiej strony, podkreśla to tylko fakt, że dla nich ochrona „państwa prawa“ i „demo­kracji“ oznacza jedynie ochronę ich libe­ral­nego credo i sieci.

DEMOKRACJA: Lewi­cowo-libe­ralni oskarżają węgierski rząd o wywier­anie presji na opozy­cyjne media. Czy te oskarżenia są uzasadnione?

Szánthó: To, co lewica nazywa „repres­jami“, jest po prostu końcem mono­polu, którym cies­zyła się tak długo. Podobnie jak we wszyst­kich krajach, które ucier­piały w wyniku komu­nizmu, funk­c­jo­na­ri­usze byłego węgier­skiego państwa jedno­par­ty­j­nego i ich sojusznicy przeksz­tałcili swój dawny kapitał poli­ty­czny w kapitał gospod­arczy i kulturowy po prze­jściu do demo­kracji. Skor­zys­tali na tym również na rynku mediów, gdzie do połowy XXI wieku lewi­cowa prasa miała pozycję quasi-hege­mo­niczną. To, co wydar­zyło się w ostat­nich latach, to (chcemy to podkreślić) rynkowa trans­for­macja, na której skor­zystała prawica, przez co lewica nie jest już w stanie kształ­tować dyskursu publi­cz­nego w takim stopniu, w jakim mogła to robić kiedyś. Oczy­wiście daleko nam jeszcze do równo­wagi, ale niek­tórzy liderzy opinii są już głęboko sfru­s­tro­wani obecną sytu­acją, w której ich głos w mediach nie jest już w stanie zagłuszyć wszyst­kich innych punktów widzenia.

DEMOKRACJA: W ostat­nich latach Węgry często były celem ataków libe­ralnej lewicy, głównych mediów, a nawet przy­wódców UE, z powodu łamania przez ten kraj praw czło­wieka. Co Pan powie na te oskarżenia?

Szánthó: Na Węgrzech panuje prawor­ząd­ność, prawa czło­wieka nie są łamane. Post­komu­nis­ty­czne grupy inte­resów i sieci libe­ralne stoją w obliczu poważnych wyzwań, walcząc o hege­monię, to prawda. Cała anty-węgierska histeria opiera się na Fake News, a miano­wicie na tym, że demo­kracja może być tylko libe­ralna, a zatem libe­ra­lizm równa się rządom prawa. W tym ujęciu każdy, kto ośmiela się kryty­kować współc­zesne prak­tyki libe­ralne, popraw­ność poli­ty­czną czy funda­men­ta­lizm praw czło­wieka, w istocie atakuje rządy prawa. Ale to ujawnia dwois­tość narr­acji poli­ty­cznej, która twierdzi, że jest „tole­ran­cyjna“; jest całkiem jasne, że wcale nie jest tole­ran­cyjna dla innych (konser­wa­tywnych lub chrześci­jańs­kich) inter­pret­acji demo­kracji. Mniej dogma­ty­czne i bard­ziej ugrun­to­wane pode­jście przyz­na­wałoby, że demo­kracja, podobnie jak gospo­darka rynkowa, nieko­nie­cznie jest jednost­kowa. Może istnieć demo­kracja libe­ralna, demo­kracja społeczna lub demo­kracja chrześci­jańska. Obecny rząd węgierski opiera na nim swoją poli­tykę, pode­jście konsty­tu­cyjne i orga­ni­zację społec­zeństwa. Libe­r­ałowie nie lubią tego, ponieważ próbują stworzyć prawd­ziwie tota­li­tarne ramy, które wykluc­zają wszystkie poglądy poza ich włas­nymi z prawa publi­cz­nego i poli­tyki. Dlatego też używają naprawdę wyra­fi­no­wanych środków komu­ni­kacji, aby naznaczyć prze­ciw­ników jako „wrogów demo­kracji“. Ale w obliczu elitar­nych bruk­sels­kich euro­kratów i zachod­nich tech­no­kratów wrogowie libe­ra­lizmu wydają się dziś być przy­ja­ciółmi demokracji.

DEMOKRACJA: Przez lata Węgry były atako­wane przez lewi­co­wych libe­r­ałów za łamanie praw czło­wieka migrantów poprzez zapo­bie­ganie masowej migracji. Jakie jest Państwa zdanie na ten temat?

Szánthó: Ta kwestia jest dość podobna do debaty na temat prawor­ząd­ności. Libe­ralny pogląd prawny inter­pre­tuje prawo do azylu tak szeroko, że stało się ono nier­ozpoz­na­walne. Zasad­niczo twierdzą oni, że prawo do azylu jest prawem do globalnej sieci bezpie­c­zeństwa socja­l­nego. Każdy może migrować, gdzie chce, a społec­zeństwa krajów doce­lo­wych są zobo­wią­zane to tole­rować, nawet jeśli w tym celu muszą poświęcić własną kulturę. Zgodnie z trzeźwą inter­pret­acją prawa, migrant ma prawo do azylu tylko w pierwszym bezpie­cznym kraju, do którego przybył, a nie wszędzie na świecie. Ponadto nie jesteśmy zobo­wią­zani do impor­to­wania ich problemów wraz z migran­tami, ale do ekspor­to­wania pomocy tam, gdzie jej potrze­bują. Nieod­po­wied­zi­alna poli­tyka prowadzi do powstania równ­o­le­głych społec­zeństw w Europie z powodu bardzo real­nych różnic kultur­o­wych, a kraje Trze­ciego Świata cier­piące z powodu konfliktów tracą ludzi, którzy mogliby odbu­dować ich domy. Chrześci­jańska wartość soli­dar­ności wymaga, abyśmy poma­gali na miejscu, tam gdzie pomoc jest potrzebna. „Tu“ daję pierws­zeństwo własnym inte­resom, „tam“ pomagam potrzebującym.

DEMOKRACJA: Czy zgodzi się Pan, że mark­sizm kulturowy, wraz z masową migracją, jest głównym zagroże­niem dla cywi­li­zacji euro­pe­js­kiej, a jednym z najważ­nie­js­zych i bardzo skutecz­nych narzędzi tych, którzy chcą zniszczyć naszą cywi­li­zację jest popraw­ność polityczna?

Szánthó: Migracja, wielo­kul­tur­o­wość, odrod­zony mark­sizm kulturowy, nieus­tanne kampanie uświa­da­mi­a­jące, XXI-wieczna wersja „rewo­lucji seksu­alnej“ to wszystko aspekty jednego zjawiska. Wizje socja­lis­ty­czne i libe­ra­lis­ty­czne mają ze sobą wiele wspól­nego: negują zarówno stworzoną naturę czło­wieka, jak i porządek i hier­ar­chię Stwórcy. Zamiast tego głoszą prymat rozumu, rela­tyw­ność „dobra“ i „zła“, a w konse­kwencji całko­witą równość ludzkich i kultur­o­wych wzorców zachowań. Jeśli wszyscy i wszystko jest równe, to nikt nie może być w żaden sposób obrażany, a popraw­ność poli­ty­czna staje się obowiąz­kowa. Jeśli wszystko jest względne, to nie ma „dobra“ ani „zła“; nie można wznieść żadnych barier (fizy­cz­nych ani innych); nie można „oczy­wiście“ powied­zieć, że Bóg jest źródłem prawdy i spra­wi­ed­li­wości; nie możemy być dumni z naszego judeo­ch­rześci­jańs­kiego dzied­zictwa; a stworzona natura mężc­zyzny i kobiety jest wątpliwa. To nie jest „tylko“ zagrożenie dla cywi­li­zacji euro­pe­js­kiej, ale dla naszej egzys­tencji jako istot ludzkich, ponieważ aborcja, eutanazja i narko­mania są racjo­na­li­zowane i promo­wane przez rela­ty­wi­zu­jące wartości.

DEMOKRACJA: Czy zgadza się Pan, że popraw­ność poli­ty­czna w USA osią­g­nęła już poziom szaleństwa? Czy uważa Pan, że to szaleństwo może rozprze­strzenić się na Europę i jak można temu zapobiec?

Szánthó: Popraw­ność poli­ty­czna naprawdę osią­g­nęła w USA poziom szaleństwa, ponieważ stała się częścią codzi­en­nego życia i prak­tyki. Najwy­raź­niej widać to w reak­c­jach na akty wandalizmu grupy Black Lives Matter. Fakt, że „anty­ra­sizm“, walka o „spra­wi­ed­li­wość społeczną“ i „inkluzję“ może uspra­wi­ed­li­wiać pows­zechny wandalizm, zniszczenia, palenie przedsię­bi­o­rstw, fizy­czne terro­ry­zowanie niewin­nych przechod­niów, burzenie pomników, poka­zuje, że nie jest to już teore­ty­czny argu­ment, ale walka na śmierć i życie. Kilkad­zie­siąt lat temu Martin Luther King Młodszy głosił „color­blind­ness“ i walczył o społec­zeństwo, w którym ludzie nie byliby oceniani na podstawie koloru skóry, ale teraz widzimy, że po raz kolejny rasa jest czyn­ni­kiem decy­du­jącym. I otwarcie mówią, że „milczenie białych jest prze­mocą“, co oznacza, że biali ludzie, którzy po prostu chcą żyć w pokoju, są teraz nazy­wani „rasistami“ tylko dlatego, że nie chcą rozbijać czaszek lub witryn skle­powych w imię walki o „prawa czar­nych“. Zeszłego lata widziel­iśmy obrazy z Londynu, Bruk­seli i Paryża, które bardzo przy­po­mi­nały to, co wydar­zyło się zaledwie chwilę wcześ­niej w Nowym Jorku, Seattle czy Minnea­polis. Rewo­lucja rasowa“ XXI wieku stała się bardzo ekspor­tow­alna. I nawet nie wspom­nie­liśmy o złej propa­gan­dzie, która depra­wuje nasze dzieci: szaleństwo iden­ty­fi­kacji płciowej, które rozprze­strzenia się jak szalone w Europie dzięki Holly­wood i prze­mys­łowi muzy­cz­nemu. Temu wszyst­kiemu mogą się prze­ciw­stawić tylko ludzie, którzy mają kręgosłup, „męską“ postawę poli­ty­czną, jeśli można tak powied­zieć. „Bóg, kraj, rodzina“ to słowa, które muszą być wyhaftowane na naszych sztan­darach bojo­wych. Wydaje mi się, że właśnie nad tym pracu­jemy my, środ­ko­wo­eur­o­pe­jscy konser­wa­tyści, a międ­zy­na­r­odowym najem­nikom libe­ra­lizmu się to nie podoba.


Miklós Szánthó (36) jest dyrek­torem Centrum Praw Podsta­wo­wych na Węgrzech. Od 2018 roku jest człon­kiem zarządu Central Euro­pean Press and Media Foun­da­tion, a od 2019 roku prezesem zarządu. Miklós jest autorem licz­nych węgier­s­kich i obco­ję­zy­cz­nych publi­kacji praw­nic­zych i poli­ty­cz­nych, a także współ­au­torem i współ­re­dak­torem kilku książek. Regu­larnie wystę­puje w progra­mach tele­wi­zy­jnych i radio­wych. Miklós Szánthó jest żonaty i jest ojcem córki i syna.

Ten artykuł został po raz pierwszy opubli­ko­wany przez DEMOKRACJĘ.SI, naszego part­nera w EUROPEJSKIEJ WSPÓŁPRACY MEDIALNEJ.


Kommentieren Sie den Artikel

Please enter your comment!
Please enter your name here